Dziwne czasem myśli przychodzą do głowy człowiekowi zmuszonemu do pozostania bezczynnie w domu. Rozmyślenia nad nadzieją i ciekawością, nad sensem życia, nad niepewnością. Nad dniem następnym i następnym. Nad przyszłością i teraźniejszością.
Marzenia... Tak odległe od nas... a jednocześnie tak bliskie... zakorzenione w głębi nas...czasem nierealne... mroczne... egoistyczne marzenia na które nnie mamy wplywu... Wyobrażenia samych siebie...
Idę ciągle przed siebie, wciąż zapominam dokąd miałam dojść. Jednak nadal słyszę szepty tych, którzy chcą mnie oczernić... Zmienić mój wizerunek i ukazać jak bardzo jestem zła. I wydaje im się że mnie zranią... Na kłamstwa nie zwykłam reagować... A krzycząc że jestm zła... cóż... to tylko komplement... Normalnie kto wie ile musiałabym pracować na opinię córki szatana...
nie muszę udawać że mooje życie jest bardziej mroczne... wystarczy mi te pare listów, ksiąążek... Cokolwiek napiszę nie powinno być traktowane na serio... To raczej strzępy myśli wyrwane z mego poszarpanego umysłu...
Siedzę sobie i popijam gorącą herbatkę z miodem. Tak jakoś mi zimno... ta pogoda rozwala na łopatki.
Ostatnio coś za dużo nadużywam różnych trunków. Wpadłam w ten wir nie wiem za bardzo jak, więc muszę przestać. Popijam więc herbatkę i mój żołądek na chwile się rozgrzewa.
Ale i tak muszę to odchorować. Jezus fucking Christ, zachciało się to teraz cierp...
Herbatka się skończyła. Mało coś, ale trudno. Zaraz rozgrzeje się inaczej tylko wstanę od tego kompa. Nawet dzieci się obraziły i poszły spać.
Małe, złośliwe sierściuchy mają okres buntu, ale to już ten wiek. Nastolatki są najgorsze w wychowaniu...
Zaczyna się robić ciemno. Jakieś ukojenie. Tylko czemu musi być tak zimno? Tylko się zawinąć w cieplutką kołderkę... i tak się czuje jakbym przesypiała tą zimę. Jakieś to dziwne takie...Nierealny matrix...
Chyba rzeczywiście za dużo pije. Ale jak tu nie pić kiedy wszystko jest do supy?
Kurde ostatnio mysle nad tym czym jest piekło i czy jest piekło no i wniosek jeden ze w piekle to my zyjemy a wniosek taki ze raczej po śmierci gorzj nie bedzie. Własnie a co z ''niebem''? No właśnie na temat ''nieba'' narzuca mi sie taka rozkmina ze jeśli przyjdzie mi kiedys umrzeć to niebem bedzie to jak bede mogł bez końca wracac w przeszlosc mego zycia i przezywac mile chwile jeszcze raz
Czasami jest dziwnie. I tak jakoś podejrzanie. Zaskakujesz samego siebie.
Ostatnimi czasy znów usłyszałeś zarzut, że nie mówisz nic o swoich uczuciach. I wtedy uśmiechnąłeś się nieco ironicznie, przypominając sobie o czymś, co chciałeś zagłuszyć zgiełkiem dnia codziennego. Otóż nie czujesz nic. Jesteś jakiś pusty i wyprany wewnętrznie.
Tylko jak, sprawić, żeby nie potraktowano tego za żart, ominięcie prawdy? No bo jak można nic nie czuć?
-Właściwie to nie nic. Stoisz z boku i obserwujesz. Czasem śmiejesz się z ludzkiej głupoty, czasem drwisz ze swojej pozycji. Ale jakoś nie przejmuje Cię to do głębi. Bawisz się światem, dokonując jego powtórnej kreacji.
Intryguje cię ten dystans emocjonalny. Nie bardzo wiesz, czy i kiedy zacznie ewoluować w coś innego. W bardziej jeszcze bardziej bierną formę.
Czasem boisz się samego siebie. Zastanawiasz się do czego może doprowadzić taka częściowa bezduszność. Ile masz z niej pożytku, a ile przysparza Ci trosk. Wolisz zagłuszać sumienie pomstujące za krzywdę, którą sobie wyrządzasz. Unikasz wzroku innych, bo nie chcesz dostrzec swojego odbicia, kpiny wypełniającej oczy. Wstydzisz się resztek uczuć, które ci pozostały. Przecież to tylko reakcje biochemiczne mózgu, dlaczego wstydzisz się biologii? Ukształtowała cię ewolucja. Nie musisz winić siebie, to świat cię stworzył. Ten świat, któremu teraz odpłacasz za wszystkie dysfunkcje jakimi cię obdarzył.
Czyniąc pogrom, wyruszyli.
Szatański korowód wśród krzyków nocy.
Cierpienie, ból, zniszczenie,
Świat skąpany w czerwonej mgle.
Cisza, pustka i okno. Wiersz o tym, że "znowu potrafisz".
Ktoś był. Przez jakiś czas. Niby trwa nadal, ale dla mnie to już nie ta sama osoba. Przyjaciel. Błaho brzmiące, "wielkie" słowo, ale ileż zawierające treści.
Boję się używać "wielkich słów". Za każdym razem, kiedy to zrobię - ich czar pryska. Gdy ich nie wypowiadam - jest trochę bezdusznie i bezuczuciowo. Nie wiem, którą opcję wybrać, która jest dla mnie najlepsza.
Ludzie lubią być określani mianem "przyjaciela", "ukochanego". Ale gdzie leży linia rozgraniczająca pokrewieństwo dusz od hiperbolizacji i imitacji, złudzeń? Na ile taka więź jest mocna i stabilna, by nie ulec zerwaniu przez upływający czas i zmieniające się realia? I wreszcie ile można udzielać niezupełnie szczerych odpowiedzi i zatajać faktów, by nie zaszkodzić przyjaźni/związkowi?
-Nie wiem. Wszystko wydaje mi się takie niestabilne, ulotne i jednorazowe.
Co z przyjaźnią, o którą przestaje się dbać? Czy rzeczywiście warta była aż tak ładnego określenia?
Tak ciężko nieraz zasugerować bliskiej osobie, że niezbyt dobrze czujemy się w określonej sytuacji. Ale jeśli się tego nie zrobi - trudności będą się spiętrzać, potęgować, bo przemilczany konflikt nie jest problemem rozwiązanym.
Jego oczy ujrzały ja po zmroku, gdy wyłaniała się z grobowca....od tamtej pory stała się panią jego serca..
Dlaczego wkurwiają mnie inne portale i strony internetowe? Powiem Wam. Są mało przejrzyste i żeby coś znaleźć potrzeba mnóstwa czasu. Ja nie lubię spędzać czasu na czytaniu bzdur i domyślaniu się czy to w tym temacie mam się wypowiadać czy w podobnym ale innym. Wkurwia mnie to nie miłosiernie, zakładanie stu podobnych tematów i każdy podobny, aczkolwiek masz wątpliwości do którego przyłączyć swoją myśl. Zaczynasz wtedy mieć wątpliwości co do swoich myśli, skoro na stronie widzisz tyle "załączników". Wchodzisz na jakąś stronę i widzisz sto podtematów do tematu na który chcesz coś powiedzieć. I myślisz: "Jezus fucking Christ, to zajmie mi godzinę albo lepiej" Jeśli ktoś nie ma czasu to oleje to i skorzysta z szybszych opcji, może komuś komu się nudzi, zainteresuje sie, ale najpewniej też przeklnie.
Może tylko ja nie mam takiej cierpliwości do tych głupich komputerów ale na pewno każdy choć raz pomyślał że mogłyby chodzić szybciej.
Może wymagam za wiele albo jestem za mało inteligentna do tych kurewskich maszyn, bo ich nie pojmuje.
Komputery z mojego świata to inteligentne maszyny którym nie trzeba wpisywać literka po literce w wyszukiwarce co chcę znaleźć, ale konkretne dane mniej lub bardziej sprecyzowane.
Dzisiejsza technika zwyczajnie mnie żenuje i zniechęca. Nie rozumiem jak inni mogą się tym zachwycać, takim badziewiem i tandetą. To jakiś koszmar. Obodźcie mnie za jakieś dwadzieścia lat, to pogadamy.
Naprawdę chciałabym to zrozumieć ale to takie dołujące i beznadziejne ;-(
Zakochani kowboje w TVN - Tajemnica brokeback mountain
Od jakiegoś czasu przyglądam się pewnym rzeczom z boku. Czasem śmieszy mnie moja pozycja obserwatora. Patrzę, bo chyba nie chcę uczestniczyć.
W czym? W interesownym zachowaniu, wszechogarniającej sztuczności, deprecjacji pojęć i wypaczaniu wartości.
Obserwuję, by ukryć fakt, że przyglądam się także sobie samej.
Rzeczy które kiedyś wydawały się nieetyczne już mnie nie dziwią. Rozszerza się ludzka granica moralna. Już nie kłuje w oczy sprowadzanie życia do czysto fizycznych potrzeb. Człowiek traci swoją wolność i egzystuje sam często nie wiedząc po co. Uczestniczy w balu maskowym, na który zaproszenie dostał zupełnie przez przypadek.
-Czy mnie to boli? -Trochę. Bardziej rani fakt, że tak mało osób chce się wyłamać z banalnych schematów. Człowiek jest więźniem samego siebie, ograniczają go ciasne horyzonty myślowe i chorobliwa niemoc, którą sam wytwarza. Tak często musi udawać, że po jakimś czasie sam nie bardzo wie kim jest, zatracając własną tożsamość. W efekcie tego żyjemy w świecie ludzi bez twarzy, anonimowych, obcych, nic nas nie interesujących.
Przykre. Jeszcze bardziej smutne jest to, że godzimy się na to. Niezupełnie świadomie, ale jednak. Topimy się w jednobarwnym, mętnym morzu, nie zauważając drugiego człowieka. Nie patrzymy na niego, bo on też nas nie widzi. Podajmy sobie ręce w naszej bezduszności, spójrzmy na siebie raz jeszcze niewidzącym wzrokiem.
Jaś i Małgosia - bajka dla zboczeńców i degenaratów
Znów coś zrobiłam. Nowy ‘twór’. Mundur z lacku, inspirowany mundurami niemieckich oddziałów zbrojnych (Waffen-SS). Materiał bazowy- lack powoduje, że z samym mundurem (poza krojem) ma już niewiele wspólnego. Różni ludzie mają różne dziwne pomysły…ja miałam taki, co klient zaopiniował ‘brawami przez sieć’:>