enlightened by darkness
on air Heaven Shall Burn
zachłystuję się
nadmiarem piękna
muzyka
ma mi krzywdę robić
sprawiać,że wstaję silniejsza
ja, Lethe
a moje blizny moją siłą
"dziś zamroziłam swoje serce, teraz poczeka sobie w hibernacji na właściwą osobę".
i tylko czasami
mojej nicości dotykam
ból, który Cię miażdży
oddech Ci zabiera
nie jest już moim towarzyszem
przebiśniegi harmonii
spokojem nieśmiale
zakwitają
czarne kwiaty
mojej świadomości
bezpieczna
będę
znajdę
wiem
bólu nie da się
wytańczyć
chyba ciągle jest
under my skin
nie miewam snów
the principles of lust
are burnt in your mind
under my skin
Haendel i von Trier
i moje pogardliwie wydęte usta
i muzyka,która czyni mnie wielką
majestatyczna
mroczna
miażdzące gitary
on air Dimmu, hybrid stigmata
Ka-tet w poszukiwaniu mrocznej wieży, czyli "Ja cię kocham Stefciu"
Obserwuję od trzech dni zawieruchę jaka kłębi się wokół zmarłego
Michaela Jacksona i powiem szczerze, ze już mam tego dość.
Fakt, nie byłam jego wielką fanką, nie miałam tysiaca plakatów na
scianach ani jego płyt, ale wychowalam sie przy jego utworach,
wiekszosc imprez sylwestrowych jako dzieciak przetanczylam przy
thrillerze, black or white i innych.
tylko wtedy tańczę
beztrosko się śmieję
zatracenie
znaleźć
spokój
ukojenie
każdego dnia
przedawkowuję życie
i czuwam nad Nią
cichuteńko
za to,że
tylko Ona mnie zna
tylko Ona wie,co mnie boli
on air dark tranquillity
so here I am
Gia?
Lethe?
moje życie
w słowa ubrane
moje życie
riffami pisane
usłane muzyką
i zmysły wyostrzone
czernią
retrospekcja
autoportret
"...Że to jest tak, że najlepszego przyjaciela, który o Ciebie dbał i Cię szanował, musisz zabić z własnej ręki, a rzekomo inny taki wielki przyjaciel, właśnie przystawia Ci każdej nocy pistolet do głowy. W nocy - czyli kiedy śpisz, kiedy nie wiesz, co on właściwie o Tobie mówi i myśli..."
Tak bardzo chciałam zanzać szczęścia... A teraz mam to wredne wrażenie że wszystkie szczęśliwe wspomnienia wydarłam z cudzego życia. I czuje się jak odarty z piór ptak, który mimo tęsknoty za lotem nie potrafi wzbić się w powietrze. Łzy, które płyną nie chłodzą opętanego gorącem żalu ciała. Są tylk kiepskim dodatkiem do całej rozpaczy tentniącej w rytmie bijącego serca
Czasem słowa innych znacznie lepiej przedstawiają moje ucczucia niż ja sama.
choćby te:
Ja w twoich ramionach- nieistotny dysonans (pidżama porno "nikt tak pięknie nie mówił..)
Dziś zdruzgotana, załamana, bez właśnego miejsca i celu... A jeszcze wczoraj szcześliwa i pełna energii...
Żałuję, że bez zastanowienia pozwoliłam sercu na tę odrobinę wolności wyboru. Pochochało jego. A on w ramach opisu na cholernym gg miał wpisane "kocham Cię Paulino!!!" powiedział że to tylko zakład.
Ale już raz zaufałam komuś i z każdą chwilą odkrywam kolejne kłamstwa.
Wczoraj obejrzałam smutny film, który skierował moje myśli na pewne tory. Otóż główna bohaterka pochodziła z typowo patologicznej rodziny i już w wieku 13 lat musiała zarabiać na utrzymanie swoje i rodzeństwa. Kiedy rodzina się o tym dowiedziała - potępiła ją. Permanentnie bezdomna - także w sensie duchowym. Usiłowała przetrwać. Bez przyjaciół, bez wykształcenia. Od dziecka gwałcona zajęła się prostytucją. Kiedyś wspomnienia jej tragedii odżyły i zaczęła zabijać swoich klientów. Pierwszy mężczyzna był ordynarny. Śmierć kolejnych nabierała jakby mniej wyraźnego charakteru. Dziewczyna wszystko to robiła, by przetrwać i utrzymać swoją dziewczynę, która po ucieczce z domu stawiała coraz większe wymagania odnośnie standardu życia. Kiedy policja wpadła na trop kobiety-prostytutki-alkoholiczki, jej druga połowa pomogła ją złapać. Na sali sądowej nie powiedziała niczego, co mogłoby wnieść odrobinę światła w życie skazanej. Stracono ją po kilkuletnim pobycie w celi śmierci.
Tak mniej więcej
prezentuje się historia kobiety ograniczonej kompleksem wyniesionym z domu.
Najbardziej brutalna była scena, kiedy dziewczyna, dla której prostytutka
bezcześciła jedyne co miała - swoje ciało, bez cienia żalu wskazała policji
winną.
Ten właśnie moment stanowił
jakiś punkt wyjścia moich rozważań. Uświadomił po raz kolejny kruchość
wszystkiego. Pokazał, że trzeba być ostrożnym, by nie zrobić czegoś, czego
można potem żałować, że może nie zawsze należy wierzyć w pięknie brzmiące
deklaracje, a liczyć należy przede wszystkim na własne siły. Czasem jest
podwójnie ciężko - jak w przypadku bohaterki filmu, kiedy to życie nauczyło
takiej jedynie drogi. Gdy człowiek znajduje się w obliczu braku alternatywy dla
takiego trybu życia. Bo kiedyś następuje moment, kiedy przestaje siebie
oszukiwać, patrzy w lustro i traci szacunek do siebie. To chyba największy
gwałt jaki można zadać sobie samemu.
Tak wiele rzeczy jest niezależnych od człowieka. Tak wiele mają na sumieniu ludzie, za których ciężar win przyjdzie kiedyś odpokutować. I wreszcie nietrudno jest obalić własne ideały, które czasem okazują się nie mieć pokrycia. Bo w gruncie rzeczy każdą wartość da się zniszczyć, a teorię dotyczącą ścieżki dobrego życia i miłości bliźniego - obalić. Mało kto popatrzy na człowieka z pogardą, nie zapyta "dlaczego tak, a nie inaczej?". Liczył się będzie sam fakt zbłądzenia i zejścia z drogi prawego, uczciwego życia (jakkolwiek by to zjawisko nazwać). W takich sytuacjach zazwyczaj nikogo nie interesują przyczyny, liczy się jedynie fakt, ten empiryczny i namacalny. Ale pamiętać należy, że nie ma skutku bez przyczyny i niektóre rzeczy, jak utarte w podświadomości kompleksy marginesu społecznego są czasem silniejsze od człowieka, którego nie stać na godną postawę w świecie, w którym wszystko (wartości, uczucia) stają się towarem deficytowym, zbyt drogim, aby móc sobie na niego pozwolić.