Nemo ante mortem beatus....
Kiedyś sądziłam, że ktoś jest w stanie mnie zrozumieć.... A co więcej myslałam że ktoś bedzie w stanie uwolnić mnie z tej klatki... Ale tak bardzo sie myliłam... I nawet ON tyle razy mnie zawodzi... Czasami nie wiem czy ON jest osobą, która mi pomoże gdy upadam, czy tylko cieniem znikającym w oddali, na którego patrze leżąc po upadku... Chciałabym, żeby zobaczył moje rany i zrozumiał to że płacze... Ale on chyba tego nie chce widzieć... Ale on ma swoje problemy... Nie mogę go obarczać swoimi... Czy powinnam mu pokazać klatkę, której nie widzi...?