Blog :

Dzień czwarty



Więcej Komentarz

Blog :

blacksun

Więcej Komentarz

Blog :

POTRZEBNE GŁOSY

 Był sobie festiwal,

taki ot, bez skojarzeń..

a na ich stronie lista zespołów na które można głosować

 ja mam prośbę taką od serca

zagłosujcie na stronce na zespół hug me mum.

oto adres strony:

www.chatstok.pl

 

Więcej Komentarz

Blog :

pytanie o zaufanie

Pewna rozmowa

Więcej Komentarz

Blog :

"Mów mi tak aż nie położę nas spać..."

chyba zwariowałam.zanurzam się w szczęściu.jeszcze czuję na skórze dotyk.jeszcze oddycham Twoim rytmem.ciepło Twojej słodkiej nagości błyszczy na moich powiekach.nie chcę witać dnia, czekam aż znów pochłoniesz mnie całą.
nigdy nie czułam takiej błogości.

Więcej Komentarz

Blog :

:::: off top::::::

Pomiędzy niebem a piekłem trwam. Leżę na chodnikowych płytach z kamienia i dotykam dna. Zagubiona w morzu słów, szukam ej jednej szczęśliwej myśli, której chcę się chwycić by nie utonąć. 

Więcej Komentarz

Blog :

między słowami

Wśród wielu słów, gna zaciekle. Pomiędzy niebem a piekłem, kolejny raz stawiam chwiejne kroki. 

 

Więcej Komentarz

Blog :

Deathcat

Wyskoczył za samochodu na parkingu. Kuźwa mać! Czarny do tego jeszcze. Ja po przeciwnej stronie ulicy, a on na przeciwko patrzący z wiertłami w oczach. No to koniec, umieram. Ulica będzie moim grobem. Mogę spakować swoje fatałaszki w teczkę, wziąć parę czasopism na drogę, aby podróż się nie dłużyła.  Człowiek stara się żyć pełną gębą, a tu "czarna plama" staje się jego przyczyną upadku. Boże zgrzeszyłem, nie wierzyłem w ciebie, ale zgrzeszyłem. Po proszę o najłagodniejszą karę. Aby nie bolało. Przecież nikogo nie zabiłem, nie gwałciłem, nie kradłem, nie pyskowałem, nie przeklinałem. Obiecuję poprawę, gdy weźmiesz mnie do nieba, to specjalnie pójdę na nauki i zostanę duchownym. Nawet z rogami, jeżeli taka będzie twoja wola.


Spojrzał na mnie tymi pierońskimi zielonymi oczami, mało tego świeciły się, jakby w środku miał ze sto latarń. Poraziło mnie jak prądem. Poczułem się tak, jakbym klęknął u siebie w pokoju przy kontakcie i dla zabawy lizał druciki pod napięciem. Nogi szły do przodu, ale jednocześnie z tyłka wyszły kolejna para nóg i wraz z tyłkiem stały z tyłu. Iść, albo nie iść. A jak wejdę w kałużę i okaże się, że jest głębsza, PRZYPADKIEM moja stopa się w niej zaklinuje i złamię ją także PRZYPADKIEM w piętnastu miejscach, i za końca ulicy wyjedzie TIR jak to w filmach przeważnie bywa? Idę - walić kocura(albo kocurem; ciemno było i nie widziałem nic dyndającego; przypuśćmy, że kocur, będzie groźniej, bo większy), najwyżej... pfu... ale chociaż odważę spojrzeć się śmierci w oczy.

Idę. Pierwszy krok zrobiony. Słyszę w niebiańskich krainach(albo piekielnych) te brawa, okrzyki, kibicujące nagie anielice z "bombonierkami". Drugi... kocur siada na dupie i patrzy. Macha ogonkiem. Jakby grał na niewidocznej wiolonczeli. Irytuje mnie to. Nawet bardzo. Ja mamusie ś.p kocham, jak przejdę, przeżyję zabiję. Trzeci krok.... i już prawie jestem po druu... cholera, zaklinowała się. No to już po mnie. Zdrowotna ty Joanno, twoja pełnia.... nawet modlitwy nie potrafię wypowiedzieć. Swoją drogą - że nie znam słów, ale jestem strasznie zdenerwowany. Przecież umrę. Dzisiaj. I będą pisać w gazetach - popełnił samobójstwo, nie zostawiając listu, a rodzinie pozostawił pusty portfel.

Nie wiem dlaczego ale spojrzałem w tą stronę, w którą obawiałem się patrzeć. Widzę światło, jasne jak cholera. Tak po jajach kopie, że czuje się jak w filmie "Bliskie spotkanie III stopnia". Słyszę te drażniące koła, które pocierają o asfalt. Cztery Jeźdźcy Apokalipsy w jednym To gorsze niż czterej. Bo jak trzaśnie, to ino noga zaklinowana pozostanie w dziurze. I ten klakson o upiornym dźwięku - bim bam bim bam bim bam bim bam....


- Dzień dobry sąsiedzie. Piło się widzę, piło.


Przed oczami przejechała mi śmierć - sąsiad na rowerze, grabarz z łopatą na plecach. Kupił sobie lampę, która oświetla niemal całą ulicę cały niemalże świat, jakby został oświeconym. Moja noga w gównie krowim, a kota nie ma.

Więcej Komentarz

Blog :

Butelki też mdleją.

Cholera, malinkę mi zrobiła.... przypadkiem.

 

Kobieta myśli, że tak łatwo mnie posiąść. Nie działają na mnie biegające stopy po moich udach pod stołem. Jej oczy wpatrzone w moje oczy, próbujące zahipnotyzować. Biedaczysko nie wie, że moje szkła są "kuloodporne" i żadne latające w prawo czy w lewo zegarki mnie nie zahipnotyzują. Żadne czary mary czy inne czarne magie nie będą powodem, że jej ulegnę.

 

SZATANIE!!!!!!! ODEJDŹ. Precz i nie wracaj. Gdybym miał lalkę voodoo, to przypiliłbym szpilką w jej piękny tył, że od razu by odechciało się jej amorów. Ale chyba kupiłem pomyłkowo zamiast perfum jakiś afrodyzjak. Bo się klei jak mucha do..., szepcze kąśliwe słówka do ucha, głaszcze po karku i zaprasza to tu to tam, wlewając w sobie więcej "złotego płynu" aby być łatwiejsza(a to chyba zapomniała, że  to drugą stronę powinno pójść; no cóż - Lech robi swoje. Taki w nim urok. Klata bez włosów). Coraz bardziej naciska i naciska, że nie pękłem. Butelka pękła. Spadła na podłogę i oblała moje  spodnie sokami. A ONA? Ta jej towarzyszka ust, zemdlała i padła jak mucha pod gradobiciem wysokiej temperatury i musiała zrozumieć, że ta Twierdza do zdobycia nie jest.

A ja po prostu - jej nie pożądam. A tego to kobieta już słyszeć nie chce. Jak sobie ubzdura nie odpuści. Nie lubi przegrywać, jeżeli jej plan szlag trafia. Cóż ja też nie lubię przegrywać, dlatego się z nią nie prześpię.

Więcej Komentarz

Blog :

Przeminęło z wiatrem.

Wczoraj nie poszedłem na impreze. Nie będę tutaj nadmieniał jaka to impreza, bo to mało ważne. Z irytował mnie fakt, że musiałem wybrać pomiędzy jedną imprezą znajdującej się na ulicy Wolności, zostać człowiekiem wolnym w tej Rzeczpospolitej Polskiej Narodowości, a drugą - znajdującą się na ulicy Dworcowej, obserwując świat totalnego zepsucia, pełen ledwo dyszących narkotycznych osobowości, czując się osobiście jak w filmie o zombie. Wybrałem trzecią opcje. Kupić czteropak, wsiąść w tramwaj i wyruszyć do domu.

Nie wiem czy powinno to mnie przerazić, czy nie, ale moje drugie ja, zapytało mnie - czy czasem nie zastanowić się nad sobą. Może jestem chory, może już stary. Ale gdy spojrze w lustro widze człowieka młodego. Jeszcze nawet trzydziestki nie skończył. Druga strona osobowości(to jest kwestia sporów czy jest to dobra, bądź zła osobowość) zapytała mnie wprost, bez ceregieli - " czy Ciebie pojebało?. Jesteś młody, powinieneś szaleć na parkiecie, chlać tak, że wychodzisz z knajpy na kolanach, i ruchać wszystko co się da. Ale Ty wolisz, wybrać trzecią opcje - Beer w rąsi, siedząc w mięciutkim fotelu, wsłuchując się w dźwięki wyzwalające przez trobkę, za pomocą ust Milesa Davisa. Porażka. Gdybym mógl oderwać się od Ciebie, to bym poszedł w inną stronę".

 Cofam się myślami w lata dziecięce. Gdy moimi sąsiadami była młodzież w takim wieku jak ja. A były to lata 80, początek lat 90. Podziwiałem wtedy moją sąsiadkę, która miała wtedy z osiemnaście lat. I jej chłopak może z dwa lata starszy. Oboje - długie bujne i kręcone włosy, jak Ci muzycy z lat 80.  Podziwiałem ich - jak byli ubrani w wytarte stare dżinsy, wytartą starą skórę, w trampki- ONA, ON - w buciory, które jeszcze z nazwy nie znane mi były, ale szczęka od samego patrzenia bolała. Podziwiałem ich pokoje(bo często się mną opiekowali, gdy matka pracowała w teatrze)- ściany pełne plakatów muzyków klasyki rockowej - Metallica, Pantera, Deep Purple, Pink Floyd,  czy inne mało znane mi zespoły. Podziwiałem ich za tą wolność siedzenia na klatce schodowej gdy popijali tanie wino, przeklinali w szewc, rozmawiali o poważnych sprawach, których jeszcze nie rozumiałem, palili papierosy, malowali po ścianach. Podziwiałem ich za te kasety magnetofonowe i głośną muzykę z góry. Nie raz przechodząc obok osiedla, gdzie mieszkałem będąc gówniarzem, wracam myślami do tych obrazów. Nieraz chce mi się płakać, gdy obserwuje dzisiejszą teraźniejszość. Dzisiejsza młodzież nie ma tej pasji w życiu, nie ma tej idei, nie ma tej poetyckości i prozy w gestach, dotyku, w gadce, w zachowaniu. Nie ma tego klasycznego buntu, który nikomu nie szkodził. Wtedy gdy ich podziwiałem - pragnąłem być taki jak oni wszyscy. Palić papierosy, ubierać czarne buciory(teraz wiem jak się zwą), ubierać wytarte dżinsy, skórę. Zapuścić długie włosy, mieć pryszcze, przeżywać pierwsze miłostki. Kleić plakaty swoich ulubionych kapel. Grac na gitarze. Skakać po dachach, chlać na nich jabole. Ale gdy te obrazy zacząłem wlepiać w życie, za obserwowałem, że coś mnie ominęło. Poczułem się jak starzec, bo pierwszy raz dochodzę do wniosku, że nie chce brać udziału w obrazach, które różnią się od tych z obserwacji lat dziecięcych. Może chce - ale tak na prawdę to co przeminęło tak wyjątkowe, już chyba nie wróci, jednocześnie biorę udział w swoim pokoleniu i tworzeniu rzeczywistości.  Zapewne jednym z elementów tego, że jest jak jest, to to, iż nie zostało to przekazane drogą krwi rodzica(rodzice sąsiadki byli hipisami). I nawet odłam nie mógł z tegoż pozostać. Zostały obrazy. Tęsknię za nimi.

Więc - ktoś zapyta, dlaczego nie udzielasz się na koncertach, na imprezach, nie pijesz jaboli na ławkach w parku itp, co mu wtedy odpowiem? Bo emocjonalnie pokoleniowy jestem starszy jak moja sąsiadka z dołu pod numerem 13? Hmm musiałbym wysłać jakiś anons w celu znalezienia żony, bo chyba coś mnie ominęło.  Czy powinno mi być wstyd? - to pytanie do mojego pokolenia.

Więcej Komentarz

Blog :

koniec świata


Więcej Komentarz

Blog :

Cośtam-cośtam ;)

Takietam zapiski ;/

Więcej Komentarz

Blog :

Modły o zepsuty kasownik

W moim mieście jeżdżą autobusy(co ty powiesz?). A autobusy rozszerzają zarazę w postaci gapowiczów. Nic dziwnego, że każdy autobus, najgorsze te krótkie, bo skrzypią, odbieram niemal  takie wrażenie, że zaraz się rozlecą, i nie dojadę do swego przystanku. Ino jeszcze różańca brak w łapce, by móc się "pomodlić" do bozi, gdy zawsze tego potrzebuje . Może jak me słowa do niego dotrą to ocaleje. A wystarczy przecież drodzy pasażerowie, kupować bilety. Wtedy autobusy będą całuśne, z dojtszlandu z prowadzone, z niemieckimi naklejkami informacyjnymi typu "Achtung!". Albo sprowadzą takie z Meksyku, gdzie zamiast napisów informacyjnych, na którym przystanku wysiąść, są też obrazy, hieroglify, które mają pomóc analfabetom. I modlić się nie będzie trza, może nawet podadzą szampana dla pasażerów, a siedzenia będą obite w wysokiej jakości skórze.

Więc moje miasto wpadło na genialny pomysł, jak tu zrobić aby pasażerowie płacili za bilety. Otóż taki autobus krótki(trzy drzwiowy), czasami się zdarza, że długi podjeżdża(kierunek Zabrze->Katowice)na przystanek, gdzie już spora grupka czeka, marznie, wkurwia się, bo drogi robią w centrum i autobus się ewidentnie spóźnia. Ale kierowcy jeszcze postanawiają mocniej wkurwić pasażera - otóż nie otworzy wszystkich drzwi, ale tylko te z przodu, przy kierowcy. Ma zamiar pobawić się w konduktora, spełnić swoje zapewne najskrytsze marzenie. No co jest kurna... szepcze ktoś z przodu. 

Idziemy gęsiego. Jak niewolnicy, ino nie jesteśmy łańcuchami połączeni. Jak na jakąś karę śmierci, albo do pociągu, który wywiezie nas na łagry.  Ludzie pełen tobołków wszelakich, kobieta z donicą, facet ze swoim pupilem - psem rasy husky wszyscy Ci są już wkurwieni. Otóż właściciel psa, choc bardzo go kocha, nie zapłaci za niego biletu. OUT. Kobieta z donicą, wielką jak pięć naszych głów. nie zapłaci biletu, bo jak? Portfel w torebce, doniczka trzymana przez obie dłonie, nie ma jak kasy wyciągnąć. W oczach kierowcy zaświeciły się kurwiki. WARA! Kobieta  OUT!. Inni pasażerowie zaczęli się wykręcać, bo to uzaleznieni gapowicze, albo Ci z ideą - za bilet o wartości przekraczającej 2.00 zł nie zapłacę. Piwo za to mogę kupić, ale państwu nie dam. PFU!. Wchodzę i ja...

 Nie mam biletu. Więc zamierzam kupić. Być tym szczęściarzem, który zapłaci i pojedzie. I będzie lżej mi na sercu, gdyby wpadli łyse po 80-stce kontrolerzy(ale czy ma to sens w tym autobusie?). Wyciągam 50 zł i mówię normalny, a gościu patrzy jak na E.T. Bo nie ma wydać. A ja nie mam drobnych. Cóż zrobimy? Szuka po kieszeniach, jakie zawierają jego spodnie. Wygrzebuje monety, grzebie w nich brudnymi od smaru palcami(a może od grzebania w nosie), i tak po 10 minutach daje mi garść monet, które wrzucam do portfela. Daje bilet, kwitując by skasować(dobrze, ze nie ma jeszcze instrukcji obsługi na bilecie dla nie kumatych). Odchodzę ja cięższy, on szczęśliwy, bo w kieszeni nominał 50-cio złotowy, więc mu lżej na dupie. Odjeżdżamy.

Siadam na siedzeniu i obserwuje autobus. Który pamięta lata 50. Skrzypi jak cholera, trzęsie jak cholera, śmierdzi jak cholera... Kierowca powinien zawiesić na oknach takie kostki do wc. Obserwuje ludzi. Bo od tego jestem uzależniony. Od obserwacji ludzi, i tak kroczę drogą obserwacji nienawidząc ich coraz bardziej. Zatrzymujemy się na przystanku kolejnym, ludzie nie wsiadają. Bo kierowca otworzył ino pierwsze drzwi, a to znak. Pechowy. Bo z niektórych twarzy na zewnątrz widać rezygnację, przejęcie, żal, że jeszcze musi poczekać. Jedna młoda dziewczyna, podchodzi i szybko zauważyła, że to autobus biletowy. Z jej ust wylewa się słowo "kurwa" tak ciche, ze mogłem ino odczytać w myślach. Złapała za telefon, i udaje, że niby coś ją zajęło, żeby nikt nią nie pogardził tym, że jest gapą. Patrzę na ludzi obok i nie widzę, aby ktoś przez okna rzucał biletami, aby dać jej szansę, może kierowca ślepi i da się nabrać. Ale nie - patrzą na nią w milczeniu.

 

Dojechaliśmy na mój. Staruszek z przodu otwiera obok drzwi. Ja siedze z tyłu autobusu, a ten otwiera z przodu. Gdybym był w Inkwizycji, skazałbym go na tortury za tą herezję. W tym autobusie nie ma formuły - płacisz i wymagasz. Płacisz i zamknij ryj. Ja tu rządze. Moje jest życie twe, nawet to parominutowe. Mój niewolniku. Po obijani, ze schylonymi głowami odchodzimy do domów, jakbyśmy przed chwilą wyszli z chłosty. Większość z nas bedzie się modlić, aby jutro podjechał ten ulubiony autobus. Z zepsutymi kasownikami. 

Więcej Komentarz

Blog :

..:::czas umierania:::..

"Znam,

drogi wiodące do dna,

mosty rzucone na wiatr

światło walczące o blask

krztałty bez formy i żal " Coma

Więcej Komentarz

Blog :

WITAM ;)

HMMM... JAKBY TO STRESCIĆ.... MOJE PRZEMYŚLENIA I WYMYSŁY TWÓRCZE CHOREGO UMYSŁU ;)

Więcej Komentarz

Blog :

Mały kradziej

Ta mała oocysta...!!! 
To, że poginęły mi wszystkie gumki do włosów - to nic. Przeżyję nawet brak korka do zlewu. Ostatecznie można jeszcze w wannie przeprać.
Ale żeby zajumać worek z rzodkiewkami?!!!
 Na co jej to? Na pewno nie do zjedzenia, bo za ostre. Może do pokulania jak piłeczki. Albo zwyczajnie fajnie szeleściło i trzeba było zabrać do kolekcji następny foliowy worek, a że w środku jeszcze była zawartość - miodzio.

Kiedyś też próbowała ukraść woreczek foliowy z szynką w środku. Powód był raczej oczywisty. Na szczęście odzyskałam go z zawartością... może trochę nadgryzioną, ale minimalnie...
Jednak żeby kot połasił się na rzodkiewki? Wydaje się śmieszne. Chyba faktycznie chodziło jej o folię, do której ma taką słabość, albo zrobiła to złośliwie. Może też jedno i drugie? Schowała je za szafą. Starą i ciężką szafą, której się aż nie chce dźwigać. Jakby to wiedziała, mała cwaniara. Zagrania to ona ma.

Idzie do mnie, mały kradziej.
- Oddawaj rzodkiewki!!!

Więcej Komentarz

Blog :

Zgubiona

Zmyśliłam swój czas, w którym pogubiłam się szukając nowego dna....

zagubiłam się we własnym szaleństwie, nowych problemów dorobiłam się na skinienie własnego palca. Pomiędzy słowem a słowem ginie ciszy ogień...

 

Wiem... kolejny zbiór bzdur, bowiem nie wiem zupełnie jak napisać to co naprawdę mnie boli... dotyka, rani... nie wiem jak napisać wszystko co mnie ostatnio niemalże zabiło.

Więcej Komentarz

Blog :

Każdy smutas to Adam Mickiewicz....

Zawsze byłem wrogiem pisania pamiętkników, dzienników. Uważam, że dzienniki są dla postaci historycznych, którzy pisali swoje nudne przemyślenia i obserwacje, by pozostawić swoje brudne myśli swoim wnukom, albo nawet historykom. W Wikipedii, w encyklopedii tak głębokiej, jak wnętrze mojej wanny, w której moczę po pracy spocony tyłek, przeczytałem, iż w internecie, na stronach polskich jest 2 mln 643(około tego) blogów. Brudnych wpisów, zażaleń na świat, przelanych słów smutnych, nie rzadko umoczonych w alkoholu, a nawet w swych wymiocinach. Wpisów młodzieży współczesnych, których bogaci rodzice udzielający się w wiecznym  wyścigów szczurów, nie zauważają, że ich zmutowany dzieciak siedzi w kącie i kaleczy swe ciało, bo to jest tru. Tru być smutnym. Tru narzekającym, że jest się nie kochanym, by potem w nocnych ciemnościach zwalić sobie kuśkę by pogłebiać swoją samotnośc, która i tak już została wrzucona do szamba swej tożsamości, której nie ma.  W latach młodzieńczych trafiłem na ksiązkę S.Kinga, poradnik dotyczący pisania powieści. Było tam zdanie - już nie pamiętam czy na okładce, czy w środku książki, gdzieś na stronie, prawdopodobnie poplamioną śladami porannej kawy - które było głownie skierowane do samobójców. King dał im radę i brzmiała ona mniej więcej tak - "jeżeli myślicie o samobójstwie, ból, smutek itp, przelejcie na papier w postaci pamiętnika". Kinga nie lubię, ale ta rada spowodowała, że zacząłem pisać... wiersze. Wiersze były smutne, do bólu przygnębiające, zawinięte w chusteczkę w pełen jadowitych smarków. I wtedy zrozumiałem, że smutek czasami   jest zgubny przy pisaniu swoich tworów będąc agresywnie przygnębionym,  bo swej twórczości często nie zrozumiałem. To prawie tak jak pisze się jakiś twór, o dziwo jesteśmy zdziwieni, że tyle pięknych słów się z naszej głowy wylewa, ale potem patrzymy obok i widzimy, że przy popielniczce pełnej petów, stoi kieliszek Whisky. Na drugi dzień już się nie dziwimy, dlaczego mówią na nas Adam Mickiewicz, albo Juliusz Słowacki., czasami powstają klony. Pisarze(nie ważne czy amatorzy, czy pamiętniko pisujący) w ten sposób chyba popełniają samobójstwo zakładając pętle na łepek "braku weny".

Więcej Komentarz

Blog :

majowka

wrocilam niedawno z terapii..po raz kolejny wwiercaja sie w moje bebechy.tylko czy nikt nie pomysli o tym ze ja musze dalej zyc!?trzezwosc..jeszcze pare lat temu byla  wzgardzonym niechcianym stanem umyslu,dzis przeksztalcam ja w stan rzeczy pierwszych..odliczam mijajace dni i nadal marze o odwieszeniu wyroku..jeden maly kieliszek wodki,jeden buch,cienka kreska zapomnienia..stop!okres abstynencji 1 rok i 1 miesiac..ciekawe czy to kiedys przestanie miec znaczenie

Więcej Komentarz

Blog :

Failor

Więcej Komentarz

Blog :

Dzień drugi

  

Więcej Komentarz

Blog :

Dzień pierwszy

Pierwsze, co wywarło gigantyczne wrażenie...

Więcej Komentarz

Blog :

chcę umrzeć;(

Wiedziałam, zawsze wiedziałam że pewnego dnia się to stanie. Że kolejny raz zapragnę śmierci... OT zatopić w ciało kolejną żyletkę, tym razem głębiej... TAk by to przestało być samookaleczeniem.... by wreszcie skonczyć z panicznym strachem "czy jest cś po tem"

Więcej Komentarz

Blog :

Na nowo?

-------------

Czemu tak jest?

czemu nigdy nie wiadomo?

dokąd prowadzi nas droga?

Więcej Komentarz

Blog :

Kiedy kobieta dobiega trzydziestki

Dlaczego czas tak musi zapierdalać? Ostatnio często zadaje sobie to pytanie. Może nawet za bardzo. Ale najwidoczniej zaczynam odczuwać pierwsze oznaki starzenia. Pojebało mnie? Oczywiście, że tak. Dobiegam powoli trzydziestki, ale prawda jest taka, że człowiek zaczyna się starzeć już po 25 a niekiedy nawet po 23 roku życia kiedy to kończy się ostateczny proces wzrostu i rozwoju. Smutne, ale prawdziwe.
Przeraża mnie ta trzydziestka. Widzę jak moje życie zmieniło się w ostatnich latach, jak ja się zmieniłam. Byłam małą, niewinną dziewczynką, żyjącą we własnym naiwnym świecie. Zawsze trochę chłopczyca bo nie martwiłam się wyglądem, a może raczej punkówa - miałam wszystko gdzieś.
 A teraz? Patrzę w lustro i boję się, że widać zaczątki zmarszczek. Nie używam już byle jakich kosmetyków, byle były. Teraz łagodne, nie podrażniające. Krem nawilżający - konieczność. Ubiór? Obszerne t - shirty wylądowały w śmieciach. Teraz gustowne sweterki, jakieś spódniczki i obcasy. A gdzie kiedyś wysokie obcasy?! Tylko glany. A teraz glany leżą gdzieś w szafie, co rzadki (bardzo rzadki) czas odkurzone...

No i moja siostra. Ona też mi musi przypominać, że czas upływa. Jak? Nawet nie musi nic mówić. Wystarczy, że ma już dwójkę własnych dzieci. I tylko na nie spojrzę i... Nie, wcale nie nachodzi mnie ochota, żeby też mieć dzidziusia. Przeciwnie. Przyglądam się tym małym istotom i widzę w nich własne odbicie. Przerażające uczucie. Masakryczne, traumatyczne. Myślę od razu ile te biedne małe istoty ludzkie odziedziczą predyspozycji do chorób genetycznych. W rodzinie były chyba wszystkie możliwe choroby : cukrzyca, nadciśnienie, miażdżyca, nerwica, alkoholizm, lekomania, alergie, być może nawet rak i schizofrenia!  Nie wiem co jeszcze...(?)

Mało tego. Pomijając już, jakie będą mieć życie (po chuj się martwić na zapas?!)  te dzieciaki przypominają mi moje własne dzieciństwo. I może nie byłoby w tym nic takiego, ale... moje dzieciństwo było krótkie... i do kitu... Nie chce go pamiętać, nie chcę go wspominać. To istna trauma, a przez maluchy muszę ją przeżywać ponownie...
Nie, nie potrzebna mi psychoterapia, tylko wyżalenie się. I właśnie to robię. Z kilkoma piwkami ;-) Alkoholiczka. Cóż... To po rodzicach ;-)

Boję się tej trzydziestki. Jak cholera. Podobno to właśnie ostatni dzwonek płodności.? Podobno po trzydziestce bezdzietnym kobietom odbija, za wszelką cenę chcą dziecka. Podobno... Spójrzcie tylko na taką Angelinę Jolie. Zbuntowana pankówa, muśnięta gotykiem świruska z obsesją krwi, śmierci i seksu, kolekcjonerka noży, tatuaży i kochanków. A teraz? Mamuśka, kura domowa, maszynka do rodzenia i matka Teresa chcąca ratować dzieci w Afryce. Masakra! Czy ja też tak skończę? Czy dopadnie mnie taki "kryzys wieku średniego kobiet"? Podobno wtedy hormony rzucają się na mózg i nie myśli się racjonalnie? Ja nie chcę!!!

Ale kolejny przemawiający za tym fakt jest taki, że... Mam już męża ( Tak, tak, padały już pytania: a kiedy dziecko?)
Mamy kotka i pieska - młode, jeszcze szczeniaczki. I piesek ma wrażliwy żołądek, a przez to często ma biegunki. No i... No i właśnie. Przez to często nasz temat do rozmowy z mężem to "konsystencja kupki" pieska.  Śmieszne? Oczywiście i to bardzo. Bo ja się kiedyś śmiałam z rozmów o " konsystencji kupki", twierdząc, że to takie "mamuśkowate"! A teraz mnie samą to spotyka!
 Coprawda, to nie rozmowa o niemowlaku, ale... tak jakby. Psem też się trzeba zająć niekiedy jak dzieckiem. Zwłaszcza jak jest chory...

Co to ma do tematu? Cóż... na każdym kroku przypominam sobie ile mam lat, a kiedyś tak nie było. I muszę poświęcić więcej czasu mojemu ciału niż kiedyś, niż jeszcze parę lat temu. I muszę w to włożyć więcej wysiłku niż kiedyś...
To jest dla mnie takie traumatyczne, bo mam świeże porównanie. Być może za parę lat ta różnica nie będzie tak drastyczna, zapomnę, przyzwyczaję się. Albo i nie...
Teraz już mam obraz jak się może poczuć starsza osoba. Mam szacunek. Pewnie za jakiś czas będę mieć większy, tak jak pojęcie. Wszak doświadczenie czyni człowieka mądrzejszym. Ale też i starszym ;-)
Co ja pierdolę? Przecież nawet nie mam trzydziestki!!!
Ale już nie długo. Nawet się nie obejrzę...

Więcej Komentarz