Za każdą górą i lasem każdym... Wzdłuż każdej rzeki i niezależnie od mórz... Od wieków na dobranoc dzieciom dorośli bajki oppowiadać raczą... Bajki te różne, różnorakie... A jednak.. czegoś im brak... Mają motta i bohatrerów, są w nich czarownice, elfy i ghule...Ale brak im przełożenia na świat realny....
No tak... oto ja zbyt wiele napisałam... i znowu wszystko się rozpada.. Jak domek z kart... jak zamki z piasku,... może panikuje... może mi się wydaje. Ale czuje dystans... może panikuje...
Wzystko zmienia swoje znaczenie z biegiem czasu. Nawet myśli z tych szarobłękitnych stają się bardziej szare... Zacierają się, zmieniają... na niektórych zalega kurz...
Ile w moim życiu było błędów? wzlotów i upadków? To wiem tylko ja... Wiem też że nie sposób uchronić się od kolejnych pomyłek... zupelnie nowych... bo powtarzać starych nie muszę....
Betty była tak zachwycona, że zapomniała o zmęczeniu. Rozsiane gęsto gwiazdy migotały jedna koło drugiej na ogromnym niebie, a srebrzysty księżyc rozjaśniał polanę. Poczuła się jak w jakimś romansidle i rozbawiona sytuacją zaśmiała się cicho. Przestała jednak kiedy spojrzał na nią Damon.
Siedzieli tak jeszcze dłuższą chwilę w milczeniu, kiedy wreszcie zapytała:
- Czy właśnie to miejsce chciałeś mi pokazać?
- Uhm...W zasadzie nie ma tu nic niezwykłego, ale kiedyś wydawało mi się, że widziałem UFO - wskazał gdzieś na niebo.
- I co?- uśmiechnęła się zaciekawiona.
- Nic...Byłem wtedy nieźle najebany... - potrząsnął długimi włosami.
- Damon... Co ty właściwie zrobiłeś z tymi zwłokami? - zapytała cicho po kolejnej chwili ciszy.
- Zapomnij o tym. Nikt ich nigdy nie znajdzie - odpowiedział spokojnie.
- Na pewno? Jesteś pewny siebie - Betty była zaniepokojona.
- Może dlatego, że nie mam nic do stracenia?
- Ale ja i Nan mamy - spojrzała na niego z wyrzutem.
- Wy?! Przecież nie macie z tym nic wspólnego! Nie było was tam! Jakby co, to byłby to wyłącznie mój problem. - zdenerwował się Damon.
- A Grey? - zapytała drżącym głosem.
- Co z nim?
- Jego też byś krył? Przecież to wszystko przez niego!
- Masz rację...Tak naprawdę on to zrobił, ale kogo to obchodzi? Co za różnica?- wzruszył ramionami.
- Co takiego? - dziewczyna zachłysnęła się powietrzem z przerażenia - To... to on go rzeczywiście zabił?!...No tak, mogłam się domyślić od razu, że skłamałeś. Już kiedy z Nan zobaczyłyśmy was wtedy na cmentarzu, powinnyśmy były iść na policję!
- Ale tego nie zrobiłyście...- przerwał jej Damon - I nie zrobicie. Nawet nie zdążycie!
- Hipokryta! Nawet nie wiem dlaczego z tobą rozmawiam! - rozzłoszczona odsunęła się od niego.
- Daj spokój...Musisz coś wiedzieć... - jego głos złagodniał - Postanowiłem z tym skończyć i chcę abyście stąd wyjechały.
- Nie ma mowy! - Betty stanowczo odmówiła pełna przeczucia iż Damon chce znów się w coś wpakować. I jego słowa potwierdziły jej obawy.
- W takim razie... będziecie świadkami. Wiesz... ja wtedy nie żartowałem z tym kościołem - podszedł do niej.
- Chcesz go spalić?! Zwariowałeś!- spojrzała na niego ze zgrozą.
- Co prawda miał to zrobić ktoś inny, ale jeśli ja to zrobię... wyrównam rachunki- Damon miał coraz bardziej diaboliczny wzrok.
- Jesteś nienormalny. Nie możesz tego zrobić - cofnęła się Betty.
- Szatan jest po mojej stronie. Wybaczył mi, że wam pomogłem i...- Damon chwycił ją za rękę i przytrzymał - ...wybaczy też naszą przyjaźń.
- Uważasz, że jesteśmy przyjaciółmi? - zwątpiła przerażona.
- Myślałem, że mnie lubisz...Tak, lubisz mnie...- trzymał ją mocno, chociaż zaczęła się wyrywać - ...Mógłbym nawet powiedzieć, że ci się podobam.
- Nie pleć bzdur - zaprotestowała próbując coraz mocniej się wyrwać - Lepiej mnie puść!
- Możesz sobie zaprzeczać, ja i tak wiem swoje - w końcu ją puścił.
- Nie bądź taki pewny siebie "znawco niewieścich serc"! - zakpiła śmiejąc się nerwowo.
- Zobacz...- Damon wskazał na skrawek jaskrawego słońca wyłaniającego się zza horyzontu - ...słońce wschodzi-
- To już? - Betty spojrzała na rozjaśnioną światłem twarz Damona.
- Dziwne uczucie - ten westchnął
- Tak...- przez chwilę nie mogła oderwać od niego wzroku. Szybko jednak odwróciła wzrok wpatrując się we wschodzące słońce. Ogarnęło ją dziwne uczucie, że jednak ten psychopata ma rację. Nawet gorzej, że ma nad nią władzę.
- Jakby spowolnione bicie serca - spojrzał na nią. Przypomniał sobie kiedy widział ją po raz pierwszy, właśnie w tamtym kościele. Stała tam sama i przestraszona, a w jej włosach odbijało się kolorowe, padające przez witraż światło.
Był piękny wrześniowy poranek, kropił deszcz a szare chmurki leniwie płynęły po niezbyt błękitnym niebie.
Fudżensjo - karczmarz co się zowie, spał jeszcze w swoim słomianym wyrku, które stało na zapleczu karczmy "U Fudżensja".
Otworzył leniwie lewe oko, podrapał się krótką łapką po plecach, następnie po prawym uchu, po nosie, dwa centymetry powyżej lewej stopy, po pępku, po czym przeciągnął się, malsnął, prychnął, gwizdnął, świsnął i sturlał się na słomiany dywanik, leżący obok wyrka.
- Szas do prasy szas - zaświstał niezbyt ochoczo, gdy nagle usłyszał łomot otwieranych drzwi a do karczmy wpadła jak wicher postać w kapturze, podbiegła do baru i ledwo trzymając się dębowego blatu wyszeptała: "Pomocyyyyy..."
'....dopadł mnie kac gigant morderca, Shadow się obraziła, nici z kawy - pić gryzoniu pić!!!" - wymamrotała postać w kapturze i zsunęła się po blacie.
Gdy mam dołek psychiczny łapię się za pisanie. Wychodzą z tego rozne rzeczy. Najczesciej kompletnie pozbawione sensu. Ale chyba nie o sens chodzi, wystarczy puscic wodze wyobrazni i sprobowac zasymilowac sie z moim wariactwem ;)
Zaczne wiec od początku.
Już któryś dzień chodzi mi po głowie pewna myśl. Otóż zastanawiam się jak któryś ze znajomych najtrafniej podsumuje mnie jednym zdaniem patrząc z perspektywy czasu. Wydaje mi się, że będzie to stwierdzenie: "Paulina, to dziewczyna która ma własny świat i właściwie chyba nigdy nikogo tam nie zaprosiła".
Dziwnie się zdystansowałam. Z ostatniej średnio absorbującej mnie sytuacji, w której tkwię od 9 miesięcy zapamiętałam jedną scenę.
Złapał mnie za rękę, kiedy się poślizgnęłam. Cóż za ironiczna sytuacja, bo na chwilę przed tym sam się przewrócił. Zabawne. Łatwo zobaczyć fizyczne upadanie. Tylko dlaczego nie zauważył, kiedy potykałam się czasem emocjonalnie? No tak, w końcu sam rzucał mi pod nogi kamienie. Wszystko jasne. Ciekawe, czy wie już dlaczego go wtedy nie złapałam? Bo chciał mnie ze sobą pociągnąć.
Gdybym upadła wraz z nim wcale nie byłby wdzięczny. Zbyt dobrze go znam, by myśleć, że mogło być inaczej. Więc niech wybaczy, ale więcej nie potłukę dla niego tyłka. Zawsze to jedna posiniaczona para pośladków mniej.
Wampir - ostatnia, czwarta próba wklejenia do bloga. Ciekawe, czy tym razem się uda :D
Ludzkie zezwierzęcenie nie zna granic.
Myśląc o takich rzeczach jak plastynacja, wystawa z wypreparowanych zwierząt, krem z ludzkiego tłuszczu, Oświęcim, katowanie zwierząt m. in. dla futer, to zastanawiam się, czy człowiek może jeszcze niżej upaść. Uważam, że ludzie, którzy dopuszczają się podobnych praktyk nie zasługują na nazwanie ich ludźmi.
XXI wiek miał zmienić oblicze świata na lepsze. Założenie było dobre. Wyszło jak zawsze.
Myśląc o tym wszystkim aż się boję z czego wyprodukowana jest żywność którą jem, z czego zrobione kosmetyki. Przeraża mnie, to że ludzie są gotowi na wszystko. W imię czego?
Tylko że granica moralna się poszerza. I co będzie za parę lat, skoro w/w zbrodnicze "obrzędy" na chwilę obecną przechodzą moje najśmielsze wyobrażenia?
Internet to wielki śmietnik, nie da się ukryć. Lepiej nie będzie, nie ma po co próbować uratować sytuacji. Dlatego też i ja postanowiłam dorzucić swoje śmieci. Oto pierwsza porcja mojego bredzenia o tematach błahych, nudnych i niepowiązanych ze sobą.
Wielką przyjemność sprawiają mi dni takie jak
pewna październikowa sobota. Kiedy najzwyklejsze wydarzenia zamieniają
się w małą przygodę. Na przykład taki sobie zakup stolika do montażu samodzielnego, który to zakup przekształcił się w coś pasującego na scenariusz do najnowszego odcinka Jasia Fasoli
Tak sobie w tym tygodniu myślę o życiu. Nie zebym nigdy o nim nie myslala. Owszem myslalam i to wiele razy. Wiele razy rowniez powtarzalam sobie, ze zycie jest do dupy, zle, nudne, okropne i nie chce mi się. Nie chce mi się życ.
Ale po nocy z niedzieli na poniedzialek 22.02.09 wszystko sie zmieniło.
tak długo żyłam nie myśląć niemalże o niczym.. właściwie udawałam że cokolwiek w moim życiu ma sens... I co???
Udawanie się skończyło!!!!
Po wielu godzinach przemyśleń... które były dla mnie bardziej bolesne niż cokolwiek dotąd... już wiem!
Być obcym dla napotkanego na ulicy człowieka to norma. Ale jak można być zupełnie obcym funkcjonując tuż obok osoby, z którą dzieliło się samym sobą przez ostatnie symboliczne 9 miesięcy?
Coraz częściej w naszych wyborach idziemy na łatwiznę. Nie chce nam się analizować przyczyn czyjegoś postępowania. Bo liczy się sam fakt : on to zrobił. W gruncie rzeczy jednak nikogo nie interesuje dlaczego. Jakie miał powody, czym się kierował.
Jesteśmy coraz bardziej zajęci sobą. Zdarza się, że nie wiemy niczego o ludziach, na których w naszym przeświadczeniu nam zależy. W końcu przyjemnie jest mieć kogoś, komu można okazać sympatię, bo najpewniej odpłaci tym samym. Przyjemnie upajać się przesadzonym uczuciem spełnienia z tego płynącą. Tylko po co ta maskarada? Czy nie lepiej kupić sobie chomika i to właśnie na nim skoncentrować swoje altruistyczne przeświadczenie o potrzebie kochania? Po co angażować w to drugą osobę, skoro ma się świadomość, że dystans i tak pozostanie?
Wszystkie znane mi, pozytywne uczucia ulegają spłyceniu do niezbędnego dla ich funkcjonowania minimum. Nasz egocentryzm rośnie w siłę żywiąc się bodźcem manifestującym zaspokojenie potrzeb.
I czy można powiedzieć, że nasze łzy są prawdziwe, skoro takiego właśnie obrotu sprawy się spodziewaliśmy, bo historia lubi się powtarzać?
A jednak jest jakiś ból, którego głównym zadaniem jest chyba próba usprawiedliwienia nas samych. Najłatwiej jest przyjąć pozycję ofiary. Gdzie zatem kat? Właściwie będąc ofiarą można być także i katem. Przecież to jedynie subiektywna percepcja.
-Tylko dlaczego twierdzisz, że to ja nie mam uczuć?
-Bo ja myślę, że jesteś niedojrzały emocjonalnie.
Oko za oko. I kurtyna opada zalewając widzów burgundową krwią, choć już straciła konsystencję i autentyczność. Ot, zwykły syntetyk.