Przed rozpoczęciem korzystania z poradnika należy przyswoić sobie definicje słów, dość często w nim używanych, a posiadających trudne do zrozumienia pojęcia. Skupmy się na pierwszym i w sumie jednym z ważniejszych takich wyrazów „Kobieta”. Niejednoznaczność tego wyrazu wymaga podania ewolucji znaczenia wyrazu wraz z poznawaniem życia, postaraliśmy się ułożyć je mniej więcej w kolejności chronologicznej.
Opowiadanie inspirowane strachem przed chorobą i wątpliwościami egzystencjalnymi...
Ostatnie chwile życia pragnącej śmierci dziewczyny...
Przed chwilą wyszedł z kamienicy. Jego kroki jeszcze niedawno dudniły w betonowej klatce głośnym echem. Teraz już stoi na ulicy. Bystrym wzrokiem patrzy to w jedną to w drugą stronę. Decyzję stara się podjąć szybko. Miałem iść do lekarza - myśli, czyli muszę iść w prawo. Zgodnie z myślami obiera właśnie ten kierunek. Idzie dosyć szybko, końce nienagannie związanych sznurówek podskakują równomiernie na wierzchu buta. Dobrze wie, że chociaż to dopiero początek dnia, czeka go jeszcze wiele pracy, to właśnie, dlatego tam musi się spieszyć.
Najgorsze sny śnią się w dzień... dwie pary rozbieganych źrenic natrafiły na siebie w natłoku mało
istotnych szczegółów zastygły nieruchomo drgania ust uformowały
wstydliwy uśmiech niezbyt foremna ale kobieca rączka zawisła w powietrzu wszystko powoli gęstniało przygniatał do podłogi ciężar materii tej samej inaczej znajomy głos choć zwyczajny brzmiał niezwykle słowa tak płynnie rodziły czyny trwało to chwilę jak pół wieczności.
Pustynia powoli zanurzała się w noc. Promienie słońca wciąż jeszcze pieściły swym ciepłym dotykiem grzbiety wydm, ale w powietrzu czuć już było chłód nadciągającej z zachodu ciemności.
Nienawidzę tej klatki! Nienawidzę!!! Myślałam że wydostałam się z niej, Że przez druty jej kolczaste Przechodzić mogę. By nikt nie zauważyć mógł, Że wyjść mogłam znów na dnie całe. Myślałam, że poraniona pomocna dłoń Przeniosła mnie przez druty, I ona otula mnie delikatnie, By żadne zło dotrzeć do mnie nie mogło. I... myliłam się. Śmieje się w klatce niewoli, Razem z nim, Bo gdy przechodzą poważna być muszę.
Wbrew pozorom, nie było to tak dawno temu. Nawet najbardziej ztetryczali i zgrzybiali mieszkańcy miasta pamiętają co się zdarzyło. Nie było to też za 7 górami, nie za 7 lasami, a tym bardziej nie za 7 rzekami tudzież morzami (niepotrzebne skreślić). Po prostu było to niedaleko, chociaż nikt nie wie gdzie dokładnie...
Niedługo umrę przeczuwam to. Ale czy można umrzeć nawet się nie
rodząc? Nie wiem. Nie wiem ile mam czasu. Nie znam tego pojęcia, nie
zdążyłem się go jeszcze nauczyć
Chciałem Wam
opowiedzieć o mojej Mamusi. Nie znam czasu, nie powiem więc Wam, ile ma
lat, chyba jest jeszcze młoda. Mamusia jest też piękna. Lubi patrzeć w
lustro. Patrzę wtedy razem z Nią jej oczyma. Mamusia często mówi do
mnie, nie rozumiem jej wszystkich słów i myśli, czasami są zbyt
złożone, chaotyczne, ale zawsze mnie uspokajają, czuję się bezpieczny z
nimi.
Dla wielu ludzi, zwłaszcza w niespokojnych tych i śmiało rzec można chudych czasach czarny kruk z jedną tylko myślą się kojarzył, a wcale nie była ona radosna. Pytanie czy kiedykolwiek ptaków ów, choć bardzo dostojny o pewnym, trochę pokracznym głosie w wyraziście czarnym stroju brany był za szczęśliwy omen? Tak czy inaczej tym razem miało być nie tak jak legendy i słowa ludzkie głosiły, tym razem odwiedziny czarnego gościa miały w odróżnieniu od wszystkich wizyt być wyjątkowe, szczególne, doniosłe i choć z trudem to nawet napisać pod dobrym względem.
Anioł, który czeka...
Była letnia noc. W ogrodzie wszystko niby było po staremu… ptaki
śpiewały, gałęzie wiśni miały już piękne owoce, a woń kwiatów była
wyczuwalna na całym jego obszarze. Nie była to jednak zwykła woń… w
każdej części ogrodu była inna. Raz do upojenia pachniała sennie
lawendą, melisą i innymi ziołami… a raz różami, Galiami… czasami ciężką
wonią, która jak kadzidło wdzierała się do płuc i podstępnie wywoływała
kaszel. Lecz najciekawsza była nad stawem… delikatna, zwiewna,
połączona z zapachem magnolii, Lilli wodnych i rosy… Była to niezwykła
noc bowiem dziś po długim nowiu księżyca, wyjrzał nie tylko za chmur,
ale niczym kobieta swoje włosy z twarz, odsłonił kawałek siebie.
Wieczór. Miasto spało, a ludzie już dawno odpłynęli w krainę snów. Tylko anioły nie spały. Siedziały na murach pobliskiego zamku snując marzenia... czekając na zemstę...
Schowani za metalową skrzynią marzeń przerażeni obgryzamy nasze palce do krwi. Kto ją otworzy? Kto ją otworzy i poniesie odpowiedzialność za wszystkie, a zwłaszcza te niespełnione? (A.G.)
Joachim był
parkingowym. Raz w tygodniu, w wolne od uczelnianych zajęć soboty, wstawał po
piątej rano i jechał do pracy na siódmą. Ten jeden raz podróż do pracy nie przebiegła tak jak zwykle...
Ambrożemu odmroziło palce na Mount Blanc. Trudno. Trudno mu będzie obierać pomarańcze.
Od
dzieciństwa miał jedno marzenie, ale nikomu o tym nie mówił. Otóż
Ambroży przez całe życie usilnie chciał być absolutem absolutnym. I tak
od najmłodszych lat mozolnie szukał sposobu jak przybliżyć się do celu.
Noc, ciemność, pewna ulica w pewnym mieście... polowanie na niebezpieczeństwo też jest świetną zabawą...
Miniatura, ktorej matka jest chwila natchnienia, a ojcem slodka tesknota...
Wiatr rozwiewał jej długie, ciemne włosy. Opadały jej na twarz.
Poważną, zamyśloną. Nieobecny wzrok wbiła w ziemię. Oddychała ciężko,
On stał obok niej, przyglądał się w milczeniu. Był pełen obaw.
- Chcesz się rozstać, prawda?
- Skąd wiesz? - Głos miała martwy, pozbawiony jakiegokolwiek zabarwienia emocjonalnego.
- To widać... dlaczego mi to robisz?
Chwila ciszy. Odważyła się spojrzeć na niego. W jej oczach płonął tylko lód.
- Ne jesteśmy dla siebie stworzeni.
Latarnie oświetlały migotliwym blaskiem wąską, wyłożoną brukiem uliczkę. Światło nie docierało jednak do zaułku, w którym się ukryłam. Siedząc w kucki obserwowałam drogę już od pół godziny, a może to była godzina, nie wiem, straciłam rachubę czasu. Starałam się zająć czymś myśli, wspominać wszystkie krzywdy, jakie mi nieświadomie wyrządziła, snuć chore fantazje na jej temat. Oczyma wyobraźni widziałam ją skąpaną we krwi, z posklejanymi włosami i martwymi, szklistymi patrzącymi ślepym wzrokiem w niebo. Z zaciśniętymi dłońmi. Z dziurą w klatce piersiowej. Marzenie umknęło szybko, przypomniałam sobie ją z nim, ją żywą, szczęśliwą, roześmianą. Wtuloną w niego. Ogarnęła mnie wściekłość. Ścisnęłam nóż mocniej.
List sześcioletniego Jasia do jego dorosłego brata Mariana, z dnia 01.08.2009:
Drogi braciszku!
Piszę do ciebie, aby się pożegnać. Już niedługo, za niecały tydzień, nasza rodzina przejdzie „wielką przemianę”. Mamusia i tatuś powiedzieli mi, że wielebny Matthias powiedział im, żeby zacząć się już do niej przygotowywać. Dlatego ostatnio nie wychodzimy z domu i próbujemy nie grzeszyć. Tata wyrzucił z mojego pokoju telewizor i zabawki, nie mogę też już spać w łóżku, tylko na podłodze. Nie przeszkadza mi to za bardzo. W nocy, kiedy jest mi czasami za zimno, wyobrażam sobie, że biorę udział w wyprawie na biegun i śpię w chatce z Eskimosami. Szkoda tylko, że nie mogę już jeść czekolady ani żadnych cukierków. Jedzenie czekolady to chyba nie grzech, a przynajmniej wielebny Matthias nic o tym nigdy nie mówił. Niestety mama i tata są pod tym względem nieugięci.
Noc niczym ogromny kruk rozpostarła swe skrzydła nad Silaronem. Morze gwiazd jak oczy małych stworzeń leśnych rozlało się po niebie. Księżyc w nowiu począł śpiewać swą smutną, ciemną melodię - ciszę nieprzeniknioną. Nawet w lesie panowała głusza. Nawet drzewa - dumni jego twórcy nie poruszały się, nie wydawały żadnych odgłosów pomimo ciepłego oddechu wiosennego wiatru. Na polanie tchnienie to wibrowało i wirowało rozwiewając długie, ciemne włosy naznaczone już zimnym szronem czasu. Strażnik spał w swym leśnym domu niczym kamienny posąg z królewskich salonów, tak samo dostojny, tak samo spokojny w swej istocie jakby stworzony do bycia przykładem szlachetności i męstwa.
Nie ma w sumie co streszczać, bo aby dotrzeć do sedna trzeba przeczytać całość. To nawet nie jest do końca historia. Bohaterowie nie mają imion, a jedyne nazwy własne jakie występują w opowiadaniu, to dwie nazwy miast i nazwa motoru, przewija się również nazwa "tatrzański szczyt" w opisie fotografii. Sami bohaterowie także nie są najważniejsi - liczy się skutek i przyczyna zajść przedstawonych w tekście, oraz emocje jakie targają głównym bohaterem, o którym piszę "JA".
I historia nie ma nic wspólnego ze mną lub kimkolwiek kogo znam - osoby, sytuacje itd. są albo przypadkowe, albo wzorowane na wiecej niż jednej osobie.
Miłej lektury:)
Hannibal