Zawsze lubiłam podróżować pociągami. Ich niesamowity nastrój, świat uciekający za oknami, ciekawi ludzie. Setki myśli, nowe natchnienia. Tajemniczy świat splatający ze sobą różne rzeczywistości...
Kiedyś niepokoił ją ten tunel, ale jeździła nim na tyle często, że zdążyła go nawet polubić. Ostatnia chwila spokoju przed hukiem stacji Warszawy Centralnej. Usłyszała płacz dziecka. Właśnie wjeżdżali do czegoś w rodzaju podziemnej hali. Wyjrzała przez okno. Hala wydawała się być większa niż zwykle. Wręcz bezkresna. Widać nie tylko jej wydało się to trochę dziwne, bo na korytarzu dało sie słyszeć coraz więcej głosów. Pokrywały się z szuraniem bagaży szykujących się do opuszczenia wagonu. Płacz dziecka wzmógł się. Z zewnątrz dobiegały dźwięki ścierania się metalu o metal, lub też betonową ścianę. Wyjrzała na korytarz akurat w odpowiednim momencie, żeby zobaczyć dziwny blask idący od wcześniejszych wagonów, jakby je przemierzył i kierował się dalej, ku dwunastemu wagonowi. Płacz dziecka urwał się. Wszystkie dźwięki zamilkły.
Na peron wjechał pusty pociąg z Lublina. I tylko po pozostawionych, nierzadko w nieładzie, bagażach można było odgadnąć, że jeszcze niedawno miał pasażerów. Pasażerów, którzy nagle zniknęli. W dwunastym wagonie na środku korytarza został wózek z lalką. W przedziałach odłożone na chwilę książki i gazety. W powietrzu unosił się niepokojący metaliczne zapach, a we wnętrzu wagonów osiadł błyszczący białozłoty proszek. Pociąg zwolnił i zatrzymał się, jednak jakoś nikt do niego nie wsiadł...