To nie będzie kolejna historia o miłości, więc jeśli tego oczekujesz, to nie masz po co czytać.
Jeden weekend był bardzo obfity w odwiedziny, ale tacy goście mogą być - którzy pomogą przygotować wspólny posiłek, a potem posprzątać. Aż miło z takimi przebywać. Przyszedł niedzielny wieczór. Wnuczka jak zawsze przyszła do babci rozwiązywać z nią krzyżówki. - Jak ja śmierdzę! - Jo tam! Babcia jest przewrażliwiona, bo nikt nic nie czuje! - Ale ja czuje - worek się odkleił - mówiła coraz to ciszej. Przyjechali następni goście. Wnuczka poszła zrobić herbatę. Weszła do pokoju i przestała oddychać - fetor można było poczuć w całym pokoju, ale nikt nie powiedział ani jednego słowa. Po wizycie babcia poszła do łazienki, wyszła wziąć papierowe ręczniki. - Babcia zostawiła światło! - Ja tam idę... - Płakała. Płakała łzami, które były inne, niż te, które widziałam dotychczas. Płakała nad sobą, nad tym, że nie może sama zadbać o siebie, bo worki do kału zmienia jej córka. Płakała nad tym, że jest zależna od kogoś, że jej córka musi ją "przewijać" , musi "sprzątać jej gówno". Te łzy bezradności na zawsze wryją się w pamięć jej wnuczki. Może i uznacie, że to historia bez sensu, bez ładu i składu, ale mam nadzieję, że docenicie to, że jesteście zdrowi i niezależni, bo to w życiu jest chyba jednak najważniejsze. "... nie pytaj mnie, skąd o tym wiem ..."