Czasem, czytając książkę, trafiam na fragment, który mnie szczególnie uderza. Tym razem znalazłam taki w opowiadaniu "Wściekła ulica" G. K. Chestertona.
Ostatnio znajomy namawiał mnie na wycieczkę do kina na IV część hitu. Musiałam jednak odrobić zaległą pracę domową i obejrzeć część III Piratów z Karaibów. Dla przypomnienia, bo wiadomo, pamięć już nie ta, machnęłam też I i II. Obejrzałam i do kina się nie wybieram. UWAGA, SPOILERY, KTO NIE OGLĄDAŁ III CZĘŚCI FILMU, CZYTA NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!
Jak można śpiewać, że "wierność jest nudna"? Jak można mówić takie bzdury? Ludzie doprowadzają mnie czasem do czarnego punktu w którym siedzę zażenowana na maxa i nie wiem co z tym fantem zrobić.
O niemiłym incydencie, który miał miejsce dziś o 3:30 nad ranem.
Plany... to coś zupełnie nowego w moim życiu. Zawsze było jak było. Żadnych konkretów. Nawet na soboty nie miałam planów. Wszystko dziło się samo, spontanicznie albo i tak po normalnemu. Sobota wieczór- robię to co zwykle. Siedze sama przy kompie. Nudzę się. A teraz nagle zaczął się zupełnie nowy rozdział. Nagle mam już z góry zaplanowany cały tydzień. Cały miesiąc. Całe zycie. Co prawda z tym życiem to zależy pod jakim względem i czy mnie przyjmą do szkoły do której pragnę iść... i w ogóle.
Lata ledwie będzie początek, a mnie zaczęło się wydawać, że za chwilkę będzie jego kres."Nie mam dla Ciebie dziś czasu" - mówiłam, a ten uparcie śmiał się tylko, a śmiech jak to śmiech słyszany przez telefon, odgłos bez wyrazu mimicznego, mało dla mnie wiarygodny. - Jak tylko na chwileczkę. - Nic już nie powiem... - Zostawiłem coś u ciebie. Nie zauważyłaś?
...strofa powstała gdzieś na początku lat
dziewięćdziesiątych, mając być swoistego rodzaju mottem przewodnim dla
gotycko-rockowego projektu muzycznego o nazwie Candles In The Rain,
niestety jak to niekiedy bywa, mimo iż narodził się był ów projekt z duszy
tak bardzo spragnionej zanosić swoje pieśni żałobne pod niebiosa opatrzone
pieczęcią Księżyca w pełni, to suma sumarum, skończyło się powstaniem
nieledwie jednej kompozycji demo i złożeniem całego przedsięwzięcia do
wspólnej mogiły, wszystkich, niespełnionych marzeń. gdzie spoczywa do dziś
w Duszy Mej Katedrze...
Ostatnio z nudów zaczynam czytać. Pożeram literaturę dziwną i naukową. Nie widziałam, że czytanie może być takie przyjemne. Odprężające.
zapraszam do profesjonalnej salki w Krakowie,przy ulicy Grzegorzeckiej 43 markowy sprzet, przestronne miejsce, 15zl/h do konca wrzesnia, ponzniej 20zl
w wolnym wygluszonym pomieszczeniu mozliwy takze abonament miesieczny dla perkusisty/zespolu
wiecej informacji pod nr tel. 503733619
Damian
Muszę oderwać się choć na chwilę od tej rzeczywistości która mnie otacza, bo to co się u mnie w życiu dzieje, to już normalnie - nienormalnie absurd w czystej postaci.
Tak więc zaglądam znów w świat wirtualny, czy też raczej czytam artykuły na portalach, artykuły, które coraz bardziej, mam wrażenie, że są niczym innym niż tylko propagandą.
Zacznijmy od dobrych wiadomości. Oto Nergal wraca do zdrowia i wraz z Behemothem zaczynają w październiku trasę koncertową. Odwiedzą też moje miasto. Super. Tyle, że na tym koniec dobrych wiadomości, bo dalej to już kpina. Cholera, co za czasy?! Nie dość, że moje życie jest parodią, to innych też.
Idźmy jednak dalej. Nergal chwali płytę Dody. Ok - no, ma dług względem niej, mogę to zrozumieć, choć i tak grozi mu utrata akceptacji.
Ale nieco przeszedł, więc wolno mu wydziwiać.
Generalnie, to chciałam też wspomnieć przy okazji o plotce, która ruszyła w świat, że Nergal zamierza grać teraz inną muzykę. On sam nic na ten temat nie mówił, ale generalnie to jest tak, że dziennikarze uwielbiają wręcz przekręcać słowa celebrytów ( - tak, niestety, tak wyszło, cena sławy). Tym bardziej, że Nergal już wcześniej słynął z inteligentnych ripost i robił debili z dziennikarzy, choć ci nawet o tym nie wiedzieli.
Biorąc pod uwagę ten fakt, już widzę tą "rozmowę" - niczego nie świadomy dziennikarzyna zadaje pytanie: " Czy po tym, po czym pan przeszedł, nadal zamierza pan grać tak agresywną muzykę?"
I tu odpowiedź Nergala: "Ależ skąd, teraz zamierzam grać country".
A ponieważ istnieją ludzie, którzy uwierzą niemal we wszystko, nic więc dziwnego, że taka plotka poszła w świat.
Ale dementujmy bzdury, Behemoth dalej będzie koncertować i liczę (zresztą nie tylko ja) na kolejną, kontrowersyjną płytę.
A wracając do Dody. Ta to naprawdę lubi siać kontrowersję.
Ale jak dla mnie dobrze, ja lubię kontrowersję, przynajmniej coś się dzieje. Nie ma nudy. Szkoda tylko,że Polski to nie interesuje. Polska to generalnie nudny kraj. Nudny w chuj. Nawet domków na drzewach nie budują ( ;-) vide filmik na smogu o hotelu w Szwecji)
Wracając do tematu.
Chodzi o to, że kolejna osoba z autorytetem potwierdziła, iż płyta Dody jest fajna. Jest to Karolina Korwin - Piotrowska.
Ok, więc, chyba muszę osobiście odsłuchać wypocin silikonowej lali. Ale to później. Na razie skupmy się na tym co Karolinka napisała o Dodzie, widocznie pod wpływem chwili, a może i czegoś jeszcze.
Otóż Karolinka stwierdza na swoim profilu na pewnym portalu, że Doda, nie przypomina już kobiety! Wow - może Karolinka była już pijana, kiedy to pisała, może targała nią zazdrość, a może rzeczywiście właśnie tak myśli o tlenionej, silikonowej dziuni zwanej Dodą. Ta pewnie obraziłaby się za takie określenie, ale w zasadzie, to co ona sobą reprezentuje?
Wróćmy do faktów. Karolina patrząc na nowe zdjęcia Dody, stwierdziła po prostu, iż Dorotka zatraciła kobiece rysy i zaczyna przypominać faceta.Wow - co za odkrycie. Doda owszem, powiększyła sobie silikonem biust, ale oprócz tego poprawiała sobie przecież twarz. No i z takim efektem, że wygląda teraz jak transwestyta. Wszczepiła sobie bowiem kwas hialuronowy, czy co tam, w policzki, poprawiła szczękę.
Jednym słowem - zrobiła ze sobą dokładnie to samo co Angelina Jolie ze swoim ciałem. Różnica tylko polega na tym, że Angie ma klasę, obojętnie co by nie zrobiła, a Dorotka już nie. Gdyby obie ubrać w dresy i postawić koło siebie, to Angie bez słowa można by wpuścić na salony, a penerowatą Dodę niestety odesłać do pracy na roli.
Ale ok, ma Doda prawo robić ze sobą co zechce. Nie musi słuchać starszych koleżanek, że takich zabiegów nie robi się przed trzydziestką, bo i tak się rysy twarzy wyostrzają. Ani innych rad.
Niech sobie wygląda jak chce i nikt, a nawet Karolinka Korwin, nie mogą jej mówić, co ma robić, co nie. W końcu skoro zadaje się z transwetytami, to może wyglądać jak oni.
Ale już mniejsza o Dodę i Karolinkę, która zasłuchała się w jej płytę.
Idąc dalej zatrzymujemy się na Jakubie W. Tak właśnie tym Jakubie W. Do cholery, w tym wieku to już naparwdę powinno się mieć jakiś szacunek do siebie i innych. Ale nie, Jakub W. najwidoczniej postanowił pozostać wiecznym dzieckiem. Ok, pod warunkiem, że osoba która go utrzymuje, zgadza się na to bez protestów.
Jakub W. znany bardziej jako Kuba Wojewódzki, ostatnio przegina pałę. Widocznie za dużo zarabia. Powinien się wstydzić, choć on pewnie zapomniał już co to wstyd. Normalnie żenada to, co zrobił z programem "X- factor". Choć wcale nie popieram Sablewskiej. Mimo, iż gra pozór osoby bardzo kompetentnej i przy tym serdecznej, w życiu wątpliwe jest aby taka była. Jedynie wiarygodny jest Czesio Mozil, ale ten też widać, że idzie na układy.
A Wojewódzki wreszcie mógłby się przyznać do swoich słabości.
Oczywiście tego nie zrobi, zresztą widać że za tymi uszami to sporo ma. Tak samo, jak jego radiowy kolega Michał Figurski - ten to też pojechał po bratanicy słynnego, aczkolwiek chorego psychicznie polityka. Czizas - kto mu pozwolił prowadzić odpowiedzialne stanowisko? Potem nic dziwnego, że ten kraj tak chujowo wygląda, skoro mamy takich urzędników państwowych zajmujących się nami.
Ale temat był nie o polityce.
Właściwie to o dupie Maryni, takie sobie spostrzeżenia po przeczytaniu niektórych artykułów.
No i Wow - zabójcze ogórki!!! Hiszpańskie ogórki zastraszyły cały świat - normalnie ubaw po pachy :-)
Przecież z daleka czuć prowokację, że zamieszanie wywołane jest sztucznie. Nie chodzi przecież o warzywa, tylko o sytuację polityczną na świecie. Nie miejcie paranoi z kupowaniem warzyw - to chore!
Nie dajcie się manipulacji. Warzywa nie są skażone. Obawiajcie się raczej wyjazdu za granicę, bo zdaje się, że użyto po prostu na pewnym obszarze broni biologicznej.
Jeśli przestudiujecie obecną sytuację gospodarczą, wywnioskujecie kto na tym mógłby stracić, a kto zyskać.
Całkiem logiczne i dzisiaj modne - wywołać zamieszanie i obrócić to na swoją korzyść.
A ja muszę kończyć te wywody, bo ktoś puka do drzwi. Przez wizjer widzę, że panowie mają czarne garnitury. Życzcie mi szczęścia.
Czasem mamy tak, że na czymś nam tak cholernie zależy. Żyjemy tylko tą rzeczą. Nic innego nie istnieje. Od treningu do treningu, od zajęć do zajęć, od spotkania do spotkania. Coś niesamowitego. Nic innego się ni liczy. Mamy tylko jeden silniczek, który napędza nas od środy do poniedziałku, od poniedziałku do środy i reszta tygodnia mija na czekaniu na poniedziałek, albo środę. Myśli krążą wokół tej jednej rzeczy. Liczymy czas. A życie nam mija na przyjemnościach... Bo czekanie na coś co kochamy jest wspaniałe, gdy wiemy że to przyjdzie. Że przyjdzie ten upragniony poniedziałek i znów można będzie robić co się kocha. I ten żal i smutek, gdy się z tym trzeba będzie pożegnać ze względów nie zależnych od nas, ale tak ogółem... Wtedy przypominam sobie, że to nie jeszcze moment końca. Że jeszcze jest czas, jeszcze są poniedziałki i środy. I te cholerne wakacje, podczas których wszystko powoli gaśnie... i pojawia się tęsknota.
Przymierzam się od dawna, żeby nagrać kilka moich przemyśleń, które czasem przerzucam na blogi w dp. A może jakby tak nauczyć się mówić do kamery, do ludzi. To już mi nie wychodzi. Mimo wszystko jak ktoś ogółem jest milczący to i nie będzie za dobry przed kamerką. Oglądam te vlogi na YT i myślę, że jak im łatwo to przychodzi. O uśmiechać się do przedmiotu. Mówić do przedmiotu. No przyznam się... Próbowałam, ale ni w ząb mi to nie wychodzi. Jak strzele jakąś mine do kamery, to po prostu lepiej od razu zakopać się w podziemiach... W ogóle człowiek inaczej się zachowuje przed kamerą. Jak czasem się ćwiczy przemówienie w lusterku to jest w porządku. A jak się nagrywa to wszystko się myli i miny dziwne... I wszystko nie tak.
Zastanawiam się nad samą istotą czegoś co zwie się voodoo. Nie spotkałam się z tym nigdy na żywo. Na filmach tak, ale żeby któryś znajomych się "bawił" to nie widziałam. Zaczęłam się nad tym zastanawiać, gdy mama rzuciła słowo voodoo, gdy powiedziałam co mi się śniło i co mnie boli. A mianowicie śniło mi się, że ktoś (nie wiem kto, nie pamiętam) wbił mi śrubkę w kolano. Dokładnie pamiętam, że miałam ją, ale krew się nie lała. Tylko wystawał jej łepek. Wielka, długa, srebrna śrubka w moim kolanie. Budzę się rano. I co mnie boli? Boli mnie kolano. Ale nie jakbym sobie przywaliła. (Od przywalenia boli mnie głowa, bo dostałam łokciem). I tak sobie siedzę i myślę czy możliwe coś takiego by było jak voodoo czy nie możliwe... Jakieś zdanie na ten temat macie?
Witam,temat może dosyć nietypowy ale jestem ciekaw opini innych ludzi czy osoby które dopuściły się takiego czynu są w stanie zrozumieć nawet podczas procesu resocjalizacji to jak bardzo kogoś skrzywdzili i zmienić się