Siedząc dziś przez godzinę. Niby bezmyślnie, niby bez powodu wpatrywałam się w szkolne drzwi od toalety damskiej. Jeszcze wczorajszego dnia zwykła łazienka nie robiła na mnie żadnego wrażenia. Jednak coś się zmieniło. Tak siedząc. Usiłowałam nie spoglądać w ich stronę, jednak myśli wciąż wracały. Jeszcze wczoraj w ciągu dnia te drzwi były jak miliony innych drzwi. Jednak coś się stało. Stało się wieczorem.
Czy jakaś istotka chciałaby zostać konsultantem/ntką firmy Oriflame? Najlepiej z okolic Mińśka Mazowieckiego bądź z Warszawy. Proszę o kon takt na gg: 25070300 udziele więcej informacji i wskazówek.
Wejście do oriflame do dnia 4. 10 jest za jedyną złotówkę. Dodatkowo czeka wiele prezentów i okazji.
:)
Czekam na kontakt.
Demonika
kto jest z poznani i chętnie by sobie pograł lubo pośpiewał chętnych serdecznie zapraszam jeszcze nie mam zespołu więc go poszukuje ludzi ambitnych którzy nie boja sie eksperymentować z muzyką wszystko ustalimy jak juz sie zbierze grono ludzi chętnych proponuje klimat rock gotycki ale to jeszcze sie ustali prosze pisac na gg 38144202 ewentualnie jak ktos nie posiada dzwonic pod numer 662 385 172 serdeczne pozdrawiam Herjalf (Piortr)
Czyli: "Nie mam lęku wysokości, tylko lęk zderzenia z ziemią".
hmm...no i wstęp, gdzie kolwiek, w jakiej kolwiek książce-on jest...wstęp? a właściwie nie tylko to nic innego jak słowa skłóte ze sobą, nie tylko pisane...Dane słowa tworzą jedność, tworzą całość, niekiedy podchwytliwe, lub po prostu zle złożone, nie nadające się do przejścia w rolę zdania. Każde słowo ma swój sens i jest pewną myślą przenikającą w wyobraznie. Złożone zdania czytasz interesownie, słuchasz myśli wypowiadających każde ze słów...pytanie czy rozumiesz co czytasz...? w przeciwnym razie po co czytać... jedni z nielicznych potrafią zobaczyć coś w niczym...sztukę w rozbitej butelce czy nawet plamie na dywanie. Drudzy rzucą tekstem...że jakieś słowa, czyjaś myśl, nie zasługuje nawet na miano słowa\zdania.
Qrwa...
Ludzie...czasami osądzają się z góry, są dla siebie niesprawiedliwi, taka rzekoma obłuda pomalowana uśmiechem. Któregoś dnia, tak zwyczajnie, w zwykłej nicości otaczającej ciała fizyczne dostrzegasz światła, które rażą w oczy...ale nie fałszerstwem, a pozytywizmem. Światłami są zwykli ludzie, dla których nie liczą się sprawy materialne. Oni poprostu są, abędąc obok nich chciałoby się zatrzymać czas, by już nigdy od Ciebie nie odeszli. Chcesz patrzeć im w oczy i na dobro, płynące z prawej strony człowieczeństwa, a ich krzywda jest Twoją krzywdą, bez względu na prawdopodobną konsekwencję...nie mówię tu tylko o miłości do swojej drugiej połówki, ale też o przyjaciołach, rodzeństwu, czy rodzicach.
Nagła nadświadomość ze się żyje ''o nie'' i wspomnienia z przeszłości...kiedyś spytam zupełnie obcą osobę co to znaczy mieć spokojne dzieciństwo...mogłabym przeprosic...mocno...najmocniej...uściskać, nie uciekać, ale dopiero po tym jak cofnę czas...o te kilkanaście chwil...na pewno nie pozwoliłabym Ci odejść na tamten świat...Mamo...
Niedziela niemiłosiernie mi ucieka. W rytm melodii piosenek Oomph!. Nic się człowiekowi nie chce... A na jutro praca z gegry, z religii... W tym tygodniu milion sprawdzianów. Przydałoby się być niedźwiedziem i przespać najgorszy czas :P Oj tak. Przespać pod cieplusią kołderką z milusimi snami. Ach, to dopiero coś. Tak sobie siedzę i sobie myślę i ta codzienność jaką jest szkoła jest tylko nie istotnym etapem w moim życiu... By zdać, z miarę dobrymi ocenami. Dostać się do szkoły policealnej i zacząć pracę... we własnym domu z własnym salonem kosmetycznym/masażu (albo z czymkolwiek innym).
DOT- rockowa warszawska grupa!
Fundacja Wspólnota Gdańska oraz Zoharum Collektiv zapraszają na
14 edycję cyklu ARTeNATIVE
EWA BIŃCZYK – „Wnętrza”
wernisaż wystawy malarstwa
RAFAŁ IWAŃSKI aka X-NAVI:ET
koncert elektroakustyczny
JACEK ZIELIŃSKI
video
Sobota,
29.10.2011
Galeria E66 Gdańsk, ul. Elbląska 66
Start: 19:00 Wstęp wolny
Podczas najbliższej edycji ARTeNATIVE będzie można obejrzeć prace Ewy Bińczyk – z cyklu „Wnętrza”, zobaczyć występ elektroakustyczny Rafała Iwańskiego aka X-NAVI:ET oraz video projekcje Jacka Zielińskiego.
Wstęp na imprezę bezpłatny
Tak mnie sobie dzisiaj zeszło na walkę z walką. O co walczą anarchiści?
Może po tym artykule dowiem się czegoś ciekawego.
Ukryta prawda, sens życia.
Nawet nie wiem czemu właśnie ja... Nie, to nie lament ale ciekawość.
Obok mnie nikogo nie ma, nikogo takiego jak ja, nikt nie rozumie i każdy myli. To okropne............ Hmm, gdyby ludziom dało się wpoić do głowy to, iż nie jesteśmy tacy za jakich nas uważają, Bo czyż każdy z nas tu zgromadzonych nie ma już czasami dość głupich komentarzy i zaczepek? Po prostu na nikim nie można polegać.
Specjalnie wracam z innego świata, aby znów wkroczyć w codzienność. I co? I jak zwykle. Ciężko przestawić się na inny czas. Tyle rzeczy do zrobienia i oczywiście ze wszystkim ciężko się wyrobić. Nie cierpię tego, ale cóż... czego nie robi się dla ulubionej kapeli. Ulubionej? Tak. Przynajmniej dają świetne koncerty, a nie "tylko" fajnie brzmią na płycie. I tym razem nie zawiedli.
8.10.2011r. Na dworze już ciemno.Wysiadamy z tramwaju spóźnieni, szybkim krokiem zmierzamy do Eskulapa i żadnej "czarnej" postaci po drodze nie widać. Sytuacja się zmienia kiedy docieramy na miejsce. Godzina 19:00 a pod budynkiem kłębi się ogromna masa ludzi. Dlaczego jeszcze nie wchodzą? Ze środka dobiegają już jakieś dźwięki, ale nikt nie umie odpowiedzieć, dlaczego tyle osób stoi na zewnątrz. Wielu ubranych na czarno jeszcze dojada i dopija stojąc w ogromnej kolejce do ciasnych drzwi. Co jakiś czas mignie jakiś Azjata w japonkach (a było jakieś 10 stopni Celcjusza)pchający się do pobliskiego marketu. Wszystko powoli się wyjaśnia, kiedy wreszcie udaje się nam dostać do środka. Ludzi od groma, tak samo, jak rozpiętość wiekowa. Można dostrzec nastolatków, studentów, ludzi koło i mocno po 30-tce. W każdym razie frekwencja imponująca. Jak jednak można było dostrzec uważniejszym okiem, powody obecności też były różne. Już od samego wejścia pierwsze co rzucało się w oczy, to ludzie próbujący z powrotem wydostać się na zewnątrz. Powód? Brak sprzedaży alkoholu. Co ciekawe, bramkarze wcale nie zamierzali nikogo wypuszczać. Przyznam szczerze, że i dla mnie było to zaskoczeniem. Przemyślając jednak ten fakt, było to nawet całkiem logiczne posunięcie. Mniej pijanych i rozrabiających - chociaż i tak co niektórym udawało się przemycić jakieś piwo. Druga sprawa - byli też ludzie z DKMS -u, u których można było się zarejestrować jako potencjalni dawcy komórek do przeszczepu. Przypuszczam więc, że ludzi "pod wpływem" nie przyjmowali. Szczytny cel, aczkolwiek marudzących nie brakowało. O samym graniu. Pierwszego zespołu nie widzieliśmy. Zanim udało nam się przepchać, dostać do szatni i "zwiedzić" wc, grał już drugi zespół. Bodajże MOROWE czy jakoś tak. Przyznam, że nawet nie znam tego. Jednym słowem - masakra. Nie, żeby grali źle czy nie poprawnie. Po prostu strasznie przynudzali. Do takiej muzyki, to ja kładę się spać, a nie imprezuje. Jak dla mnie, więc, jakaś pomyłka. Nie podobało mi się w ogóle. Na szczęście jednak, jakoś udało mi się dotrwać do końca i nie zasnąć. Ale swoje się naziewałam. Wreszcie swój występ zaczął z niecierpliwością wyczekiwany BEHEMOTH ! Cóż za radość. Przed samym występem pojawił się komunikat, o zabronionym nagrywaniu. Nie wiem, może tak jest na każdym koncercie teraz. Oczywiście już na pierwsze dźwięki zaczęli się pchać do przodu ci co stali z tyłu. Na dobry początek na ekranie pojawił się najnowszy teledysk do utworu LUCIFER. Myślę, że zainteresowani obejrzeli go już wcześniej, ale pewnie dla niektórych była to gratka. Mnie osobiście teledysk ten średnio się podoba, ale o tym może gdzie indziej napiszę. Wracając do koncertu. Były momenty, że kompletnie nic nie widziałam, ale to właśnie uroki koncertów, tak samo, jak podeptane buty, czy siniaki. Zaczęły się okrzyki publiczności i skandowania. Oprócz pozytywnych i oczywistych, zdarzały się perełki pt; "gdzie jest krzyż?!" czy "Doda!" Myślę, że ci ludzie musieli pomylić koncerty. Wolę już wrzaski zagorzałych fanów, którzy prawie z fanatyzmem nawoływali Inferno. Chociaż przyznam, że mnie osobiście bardziej odpowiadało podziwianie kogoś innego. Nie, wcale nie Nergala, który owszem, ma osobowość i niesamowitą charyzmę, ale czegoś mu jednak braknie. Czegoś, co nie pozwala na platoniczne ześwirowanie. A kiedy się patrzy na takiego Pana Tomasza, posągowego, w majestatycznej pozie, niczym rzeźba boga wykuta przez Michała Anioła, to aż... ech, można się zainspirować ;-) I kiedy nasunęło mi się pytanie, dlaczego komuś takiemu, tajemniczemu i niesamowitemu nie przeszkadzają pewne rzeczy, zaglądając już do internetu, znalazłam odpowiedź. Taką, której właściwie zaczynałam się już i tak domyślać. Ach, Panie Tomaszu... wygląda Pan lepiej niż kiedykolwiek i to nie tylko fizycznie. Ale już dość wazeliniarstwa i rozwodzeniu się o kondycji Oriona. Koncert trwał jakieś 2 godziny. Długo, ale nudy nie było. Przeciwnie, każdy kolejny utwór, był przeżyciem.( Nowości żadnych, tak więc jeszcze nic nie nagrywają. )I wreszcie można ze spokojem posłuchać i popatrzeć, jak gra uwielbiana kapela. Bez tych wszystkich headbangingów, pogowania i rozwalania połowy sali. Z dumą, pewnością siebie i pobłażliwym spojrzeniem w kierunku małolatów. Że kiedyś się też takim było... ech, to były czasy... gdyby tylko rozum był wtedy inny... Ostatnia piosenka. Tradycyjnie - Lucifer. Po raz kolejny można zarecytować Micińskiego. I znowu posypały się sreberka Przyznać się, kto złapał? ;-)
Przyjemna i słodka ironia, podszyta lekko sfatygowanym złośliwością humorem. Napisana przez rudowłosą lekko podstarzałą wielbicielkę ciężkich dźwięków oraz wdzięków, ( niepotrzebne skreślić) anarchistkę ortograficzną. Historyjka oparta na prawdziwych wydarzeniach o zabarwieniu lekko erotycznym lub jak kto woli kulinarno-konsumpcyjnym. Treść poniżej przeznaczona jest dla czytelników o stalowych nerwach i stalowych nerwach... Osobniki bardziej wrażliwe uprasza się o natychmiastowe zaprzestanie czytania szkodliwej treści. Niedostosowanie się do uprzejmej proźby grozi śmiercią lub kalectwem autorki opowiadania. Autorka życzy wszystkim paniom i pannom oraz wdowom i rozwódkom satysfakcjonującej i przyjemnej rozrywki przy czytaniu.
To co napiszę pod spodem dla wielu będzie kontrowersyjne i nie do przyjęcia. Takie jednak być musi i taki jest mój cel. Chciałabym by ludzie którzy to przeczytają nie oceniali mnie i moich poglądów zbyt pochopnie. Jest to moja osobista opinia, jak najbardziej subiektywna i spodziewam sie kulturalnej dyskusji na zasadzie zrowej polemiki a nie pyskówki. Tyle tytułem wstępu...:-)
Grecy i Rzymianie otaczali koty czcią, podobno był Boską czcią, ale Kościół Chrześcijański przeciwstawił się pogańskim praktyką.Kot czarny...zawsze uważany za zwierze przeklęte, lub za towarzyszów szatana, czarownic czy ludzi cienia-posłańców. W średniowieczu za ich kolor futra-czarny, palono lub zabijano tysiące tych niewinnych zwierząt.W końcu, po wieeelu latach, uznano kota za przydatne zwierze: chroniły zebrane plony itp. przed gryzoniami...stopniowo zdobył uznanie, był hodowany w pałacach a nawet klasztorach a za zabicie kota groziła kara chłostów..dziś kot to normalka, ale niektórzy twierdzą, że czarny kot przebiegający drogę to pech...bzdura. a biały??to szczęście? pss rozróżniamy wiele ras pupili : abisyński, amerykański curl, łysolek sfinks i przeciwieństwo pers, devon rex, olbrzym maine coon- podobno nie miałczy tylko głośno podmrukuje, ragdoll itd.sama mam dużo kotów i są mądre, zabawne, a czarny pecha nie przynosi...
mmm koty... każdy ma inny charakter, wredne? niee...poprostu bywają zazdrosne, bo są wierne.troche anarchistyczne charaktery he
Ten blog ma być rodzajem pamiętnika, w którym będę opisywał ważne wydarzenia z mojego życia.
Dowiedziałem się niedawno od żony, że w naszym budynku gospodarczym są jakieś winyle po, prawdopodobnie, jednym z moich szwagrów. Niewiele się namyślając, poszedłem i "odkopałem" rzeczone trzeszczące płyty. Jakie było moje zdziwienie gdy okazało się, że pośród pajęczyn, kurzu, w tym zawilgoconym budynku, leżą sobie takie muzyczne perły (perełki) jak m.in. "Experience" - Jimiego Hendrixa, "The Warsaw Session" Muddy Waters Blues Band, "Stampede" Jon and the Nightriders czy 7" "Warsaw In The Sun" Tangerine Dream (zdjęcie powyżej), nie wspominając już o albumach polskich wykonawców takich jak Voo - Voo, Niebiesko - Czarni, Wanda i Banda czy Formacja Nieżywych Schabów.
Bo kosztują złotówkę. Albo 2, jeśli chcesz zaszaleć ;)