W sobotę 15 marca, w Camden Town w Londynie, miał miejsce koncert grupy KAT z Romanem Kostrzewskim. Ci, którzy zakupili bilety wcześniej, nie mieli żadnego problemu by się tam dostać. Alternatywnie można było zakupić bilet przed wejściem do klubu za nie co wyższą cenę, jednak ta opcja wymagała cierpliwości.
23 lutego w poznańskim Klubie U Bazyla odbył się II Ogólnopolski Zlot Fanów Combichrist. Na ten dzień cieszyłem się jak dziecko. Mając w głowie poprzedni zlot we Wrocławiu oraz to, co zostało tam zaprezentowane przez skład DJ'ski, spodziewałem się najlepszej imprezy od czasu Sylwestra. Do klubu dotarłem z lekkim opóźnieniem - ok 23.30.
Myślę, że całą relację można by ukrócić do jednego słowa - Niedziela. Po prostu. Słowo owe jest chyba dosyć wyrazistym odzwierciedleniem pewnego rodzaju występów - występów nie należących do zbytnio udanych. Pojęcie to jest raczej dosyć dobrze znane wszelakim wykonawcom, którzy mieli "szczęście" występować w ten pierwszy dla chrześcijan, a siódmy dla laików dzień tygodnia. Nie wiem jak tam wieczorne msze w okolicznych kościołach ale planowany występ w LCK nie należał do zbyt udanych. Przypuszczam nawet, że na tych pierwszych frekwencja była o niebo lepsza.
16 stycznia w stołecznym klubie Stodoła odbył się koncert holenderskiego gothic/symphonic metalowego zespołu Within Temptation. Jako support zaprezentował się pochodzący z Warszawy - również symphonic metalowy - At The Lake. Trzeba przyznać, że zespół At The Lake trafił na nie lada okazję wypromowania się przed "gwiazdą" i z tej szansy skorzystał - zagrał może nie powalający, ale na pewno poprawny i dobrze przygotowany koncert.
Z twórczościa Hot Rain po raz pierwszy zetknąłem się podczas recenzowania singla "Electro 2 The Trance" DJ'a Sthilmann'a. Przyjemny, taneczny remix w klimatach synthfuture pop. Kiedy dowiedziałem się planowanym koncercie Hot Rain w Poznaniu uznałem, że tego wydarzenia nie mogę pominąć. Moje zainteresowanie wynikało po pierwsze z udanego rmx'u, który prognozował, że koncert może być rownie udany, po drugie, że nieczęsto mamy okazję gościć w Poznaniu twórców polskiej sceny alternatywnej elektroniki.
12 grudnia w poznańskim klubie Blue Note odbył się koncert formacji Morion i Lebenssteuer. W kalendarium obu grup, był to istotny środowy wieczór. Dla pierwszych była to data wydania debiutanckiego albumu "Insomnia", a dla drugich - premiera pierwszego w karierze teledysku do utworu "Speak My Mind".
Takiego nagromadzenia emo młodzieży jakie skumulowało piątkowe Self-Destruction w Liverpoolu nie widziałem jeszcze w żadnym wrocławskim klubie. Możliwe, że był to przypadek lecz biorę pod uwagę także opcję, że owy klub tejże dosyć świeżej subkulturze bardzo sprzyja. Choć w sumie ciężko mi cokolwiek powiedzieć na ten temat ponieważ była to moja pierwsza wizyta w tymże ciekawym miejscu. W dodatku wizyta bardzo udana.
Koncert Acid Drinkers, z dnia 24 listopada 2007 roku, był jednym z najbardziej wyczekiwanych przez wiele osób wydarzeń, w ramach kulturalnych imprez rzeszowskich. Zgromadził nie tylko wiernych wieloletnich fanów zespołu, ale także ludzi spoza tzw. "klimatu".
Sala Walter, pomimo swego dość surowego wyglądu, przywołująca skojarzenia z połączeniem PRL-owskiej sali gimnastycznej i PRL-owskiego Domu Kultury, sprawdziła się doskonale jako miejsce koncertowe. W końcu nie bez przyczyny Acid Drinkers zagrali w tym lokalu w 1992 roku, w czasie trasy, promującej płytę "Strip Tease". Duża scena i wspaniała akustyka to niewątpliwe atuty tego miejsca. Dodatkowo duża scena, jest tym, co Titus lubi przecież najbardziej.
Tak... Długo to trwało... Relacja z tego wydarzenia rodziła się w wielkich bólach dnia minionego. Wczorajsze wrażenie przestało mieć znaczenie w obliczu kolejnych, nadchodzących imprez. Ale bądźmy szczerzy; przez ten miesiąc, od momentu grzmotu Apostazjowego Festiwalu, w Poznaniu nie wydarzyło się już, albo jeszcze, nic godniejszego uwagi. Nic, co by sprawiło, że nie warto już pamiętać. Myśl o "Sexy And Mechanical Night" nie zatarła się w obliczu kolejnych wydarzeń. Dystans pozwoli ponownie lub na nowo, dla niektórych dopiero odkryć magię projektu, przygotowanego na tamten wieczór.
Lubin nie jest miastem, w którym na koncertach spotkać można rzesze fanów kapel gotyckich. Dzieje się tak głównie z powodów raczej architektonicznych, a dokładniej - w mieście mniej więcej 80% terenu zabudowane jest blokami, które raczej sprzyjają zdecydowanie innej subkulturze. Tak czy inaczej mimo wahań związanych z wyjazdem do owej metropolii, nie mającej raczej nic więcej poza lasem bloków, dobrą drużyną piłkarską i złożami rudy do zaoferowania, po 45 minutach jazdy byłem na miejscu.
Rzeszowski koncert Closterkeller i Via Alia z 14 listopada 2007 roku, jaki odbył się w klubie studenckim Pod Palmą, w ramach trasy koncertowej Abracadabra Gothic Tour, stanowił z cała pewnością jedno z ważniejszych wydarzeń życia kulturalnego Rzeszowa - dwunastego z siedemnastu miast, które miały zaszczyt gościć u siebie Closterkeller. Głośno było o nim już na długo wcześniej, jednak rzeszowska publiczność chyba przestraszyła się panującego tego wieczoru zimna - na koncercie pojawiło się jedynie około 70-80 osób.
Podczas tegorocznej trasy koncertowej Abracadabra Gothic Tour zespoły Closterkeller i Via Alia wraz z gośćmi odwiedzą 17 miast w Polsce. Jednym z nich był Olsztyn a znany klub Andergrant był miejscem, gdzie uczestnicy odbyli cudowną podróż od najstarszych utworów Closterkeller do kompozycji całkiem nowych.
O listopadowym koncercie Apocalypticy wiedziałam już od połowy wakacji. Przyznam szczerze, że gdy dowiedziałam się o zmianie miejsca występu rezolutnych Finów, lekko zetlał mój optymizm i chęć wyjazdu do Warszawy.
Zupełnie nie znałam Stodoły. Słyszałam jedynie, że jest to jeden z najlepszych stołecznych klubów, aczkolwiek nastawiałam się od dawna na klimat znanej mi Progresji - cóż trudno, może następnym razem?
Jest ciemno, przenikliwie zimno i pada deszcz - "Idealny dzień na łowy…" - pomyślałam wsiadając o 7:35 do pociągu relacji Gorzów Wlkp/ Kraków Płaszów. 12 października 2007 roku, helsińskie Wampiry zapolują ponownie na niewinne polskie duszyczki. Tym razem w krakowskim klubie Loch Ness The 69 Eyes roztoczą swój czar. Siedmiogodzinna podróż dłużyła się niemiłosiernie, jedynie płynący ze słuchawek głos Jyrki 69 dotrzymywał mi towarzystwa. Kraków - do koncertu pozostało jeszcze parę godzin, czas na odpoczynek i przygotowania.
No i stało się. 6 października byłem na koncercie Seabound i Liquide Divine, który odbył się w berlińskim klubie K17. No i cóż. Seabound zagrali rewelacyjny koncert. Frank w znakomitej formie, troszkę nam przytył, ale wcale nie przeszkodziło mu to w tym aby zachwycić publiczność (polską dodam). Dał niesamowity występ, nie oszczędzał się ani przez moment. Liquid Divine także zagrali na maksa.
Moja koncertowa przygoda z Carrionem zaczęła się od występu tej młodej radomskiej kapeli w warszawskim klubie ClubRock. Niemal od razu gały mi z orbit wylazły - pięciu chłopaków na malutkiej scenie dostało jakiegoś niesamowitego powera i po kilku minutach grania w knajpie zrobił się niezły kocioł. I tak już zostało do ostatniego numeru...
29 września 2007 roku w nowym wcieleniu lokalu przy ul. Krzemienieckiej 2A - obecnie Morphine (kiedyś Dekompresja, później Music Garden, a nawet kiermasz ubrań!) odbył się koncert Riverside w ramach trasy promującej ostatnie wydawnictwo formacji z Warszawy. Niezliczoną ilość razy bywałam w tym miejscu, na imprezach, koncertach etc. Ale to co zobaczyłam po przekroczeniu "bramy" zaskoczyło mnie do tego stopnia, że nie mogę tego pozostawić bez komentarza.
18 września 2007 roku w poznańskim klubie Johnny Rocker mieliśmy okazję wziąć udział w akustycznej uczcie dla uszu, a to za sprawą pochodzących z Liverpoolu formacji Leafblade i Antimatter. Szczególnie ten drugi gość, reprezentowany przez Micka Mossa, był przez fanów najbardziej oczekiwany. Koncert miał rozpocząć się o godzinie 19:30. O tej porze przed klubem zebrały się prawdziwe tłumy, jak się potem okazało zbyt spore w stosunku do pojemności sali Johnnego Rockera. Niezwykła jak na koncert akustyczny frekwencja zaskoczyła mile organizatorów. Trzeba wspomnieć, iż bilety nie były drogie - koszt 20 zł.
Poznański koncert Mistycznej trasy The Apostasy, który odbył się 12 września 2007 roku w Poznaniu, z pewnością nie przepadnie w zakamarkach zżartej przez alkohol pamięci fanów Pomorskiej Bestii. Nie brakowało absolutnie niczego, czego można się spodziewać po doskonale znanej marce jaką jest Behemoth. Praktycznie okazało się, że nawet o wiele więcej!
Łódzki koncert w dniu 8 września odbył się bez przeszkód i opóźnień. Nawiasem mówiąc to ja się spóźniłam. Po naczesaniu koleżance uroczego irokeza, krokiem marszowym, a niemal biegiem udałyśmy się do pobliskiego klubu Dekompresja znajdującego się w dawnym kinie Adria (interesujące miejsce). Na miejscu całkiem spora grupa ludzi bawiła się jeszcze w chowanego z miłymi Panami z radiowozu (Panowie i radiowóz z jednej strony, koncertowicze i piwo z drugiej). Gdy tylko udało mi się przebrnąć przez wejście dobiegły mnie ostre brzmienia Rootwater dochodzące z sali powyżej. Jeszcze tylko kilku znajomych, z którymi musiałam się przywitać zajęło mą uwagę, a później nawet bar nie był wstanie mnie zatrzymać, chciałam jak najszybciej znaleźć się przed sceną...
Festiwal sztuki ekstremalnej - w taki właśnie sposób organizatorzy promują jednen z największych festiwali ciężkiej muzyki na Starym Kontynencie. Dwunasta już edycja Brutal Assault odbyła się w tym roku po raz pierwszy w miejscowości Jaromer (Jaromierz), około 60 kilometrów od granicy z Polską. Nowe miejsce to nowe oczekiwania i nowe możliwości bowiem całość imprezy została zamknięta w bardzo dobrze zachowanej dawnej fortecy wojskowej Josefov. Zapowiadało się nie lada wydarzenie.
Bez dwóch zdań, w zamierzeniu pomysłodawcy, miał być to jeden z najlepszych festiwali ciężkiej muzyki w Polsce. Co prawda organizowany z przerwami, zawsze jednak potrafił przyciągnąć potencjalnego odbiorcę. Mimo iż ceny biletów nie były specjalnie zachęcające, również i tego ładnego sierpniowego dnia pod katowickim Spodkiem zjawiło się wielu ludzi spragnionych nowych artystycznych doznań. Niestety, niektórzy mogli się poczuć trochę rozczarowani. Ale o tym dalej.
Początki festiwalu sięgają roku 1994, kiedy nie był jeszcze tak bardzo rozsławiony, a liczba gości nie przekraczała tysiąca. Z biegiem lat impreza się rozrastała, by w zeszłym roku zgromadzić aż 4 tysiące widzów. W tym roku udało jej się pobić wszelkie granice popularności, gdyż szacowana liczba gości tegorocznej edycji wynosi ponad 4 tysiące fanów.
Międzynarodowe Prezentacje Muzyczne Ambient to impreza, o której istnieniu dowiedziałam się przed kilkoma laty. Występy zespołów z nurtu muzyki elektronicznej to coś, obok czego nie mogłam przejść obojętnie. Jednakże tak się złożyło, że okazja przytrafiła się dopiero w tym roku. Postanowiłam ją zatem wykorzystać i opisać moje wrażenia, póki są świeże. Choć słowa są zwykle jedynie bladym odbiciem opisywanych rzeczy i zjawisk, postaram się oddać moje wrażenia możliwie wiernie. A są one bardzo pozytywne.
5 czerwca w katowickim Spodku działo się wiele, poczynając od niekoniecznie udanej organizacji do niezwykle udanych spotkań w towarzystwie "wzajemnej adoracji" z całej Polski. Przejście przez bramkę, spotkania ze znajomymi - tak się zaczyna większość koncertów i festiwali - ku mojemu zdziwieniu - punktualnie, a nie jak na Metalmanii z kilkugodzinnym opóźnieniem.