Jeśli miałabym wskazać tegoroczny odbywający się w Polsce koncert, przed którym odliczałam dni i z radością patrzyłam w kalendarz, to była to właśnie wizyta Anathemy w Warszawie i Krakowie 20 i 21 października. Wypad na czeski festiwal Brutal Assault (swoją drogą najlepszy muzyczny wyjazd minionych wakacji) zaostrzył mój apetyt na pełnowymiarowy występ Anglików i z niecierpliwością czekałam, aż na planie ich trasy pojawi się upragniony napis "Poland". Teraz, z perspektywy czasu, stwierdzam, że pod każdym względem warto było czekać.
To miało być jedno z największych wydarzeń koncertowych tego roku w Polsce. Po kilku latach do Polski ponownie miała zawitać jedna z największych legend death metalu, Bogowie z Florydy - Morbid Angel. Pikanterii dodawał fakt, że od jakiegoś czasu w składzie formacji znajduje się David Vincent, który opuścił zespół w 1995 roku. Nie było więc opcji, aby przeoczyć występ zespołu, z którym koncertować chce każda inna kapela. Jako support na trasę wybrano Arsis, Keep Of Kalessin, Marduk oraz Kataklysm, co stanowiło ciekawą mieszankę wybuchową.
30 listopada tego roku był nie tylko ostatnim dniem miesiąca, ale i porą ostatniego koncertu zespołu Quidam, który występem w poznańskim Johnnym Rockerze zakończył drugą część "ALONE TOurGETHER". Zarówno w trakcie wiosennej, jak i jesiennej tury koncertów, inowrocławianie promowali swój ostatni album studyjny "Alone Together", który od ponad roku cieszy się sporą popularnością wśród polskich fanów progrockowego grania.
Dnia 8 grudnia w ramach trasy promującej najnowsze wydawnictwo ”The Age Of Nero” do wrocławskiego klubu W-Z zawitała norweska formacja Satyricon. Na koncercie pojawiłem się z kilkuminutowym opóźnieniem, na scenie prezentował się już support w roli, którego wystąpił szwedzki zespół Zonaria.
Decyzje o wybraniu się do warszawskiej Progresji na koncert Enslaved w grudniowy, środowy wieczór podjęłam już dawno. Pomijając moją ogromną sympatię do norweskiej formacji, którą miałam już okazję widzieć, dodatkowy argument przemawiający "za" stanowi ostatnie wydawnictwo zespołu - "Vertebrae", które to zresztą przyjechali promować do Polski. Jako, że tegoroczna jesień obfituje dość mocno w koncerty, a dzień wcześniej w warszawskim klubie gościł Satyricon, ciężko było oczekiwać "dzikich" tłumów. W stosunku jednak do poprzedniej wizyty Enslaved w Polsce - progresyjna publiczność dopisała.
Szwedzki Soilwork to jeden z tych zespołów, których i tak będę słuchać bez względu na opinie złośliwców. Po prostu uwielbiam ten band za prostotę i melodię a z drugiej strony za brak adekwatnych w death metalu growlingowych wokaliz i do znudzenia czasami męczących solóweczek. Połączenie brzmień można by rzec nowoczesnych, czasem nawet kojarzonych z nu-metalem w twórczości Skandynawów w ogóle mi nie przeszkadza, a wręcz bardzo mi się podoba. Dlatego też kiedy dowiedziałam się, że moje wakacje w Pradze zbiegną się z ich występem w tym mieście - nie mogłam sobie odmówić i musiałam obejrzeć występ Szwedów, po raz drugi z resztą w tym roku.
Otwarcie bram godzina 17:00, prosimy o punktualne przybycie - trudno chyba człowieka bardziej zdziwić, szczególnie jeśli chodzi o rockowy koncert odbywający się w andrzejkowy wieczór w szanującym się, sporym klubie. Koncert rozpoczynający się na długo przed dobranocką? Toż to się nie godzi! A jednak - Riverside wyszedł na scenę gdańskiego Parlamentu dokładnie o 18:04 według mojego zegarka, wszystkim niedowiarkom udowadniając, że świetny i dobrze zorganizowany występ można dać o każdej porze.
Ten kto w niedzielny wieczór 16 listopada znalazł się pod warszawska Proximą, nie mógł mieć wątpliwości - dziś odbędzie się tu koncert IAMX, solowego projektu Chrisa Cornera słynącego z oryginalnego image, którego istotnym elementem jest charakterystyczny kapelusz. I właśnie taki krój kapelusza, lub jego lepszą czy gorszą imitację, można było rozpoznać na głowach części fanów oczekujących otwarcia bram klubu.
Od siedmiu lat tradycyjnie w jesienne pierwsze tygodnie listopada przypada Wrocław Industrial Festiwal. Tegoroczna edycja trwała 7 dni i wypełniona była wystawami, happeningami i koncertami. Impreza była krótsza od poprzedniej o jeden dzień jednak cieszyła się nadzwyczajną frekwencją.
Tego dnia Warszawa pełna była atrakcji koncertowych lecz na pewno jednym z trafniejszych wyborów był koncert austriackiego Whispers In The Shadow. Whispers In The Shadow utworzony przez Ashley'a Dayour (grającego również w L'Amme Immortelle oraz Veneno Para Las Hadas) gra muzykę opisywaną obecnie jako dark epic wave. Począwszy od 1999 roku zespół jest prawie cały czas w drodze i w końcu w ramach trasy The Stolen Fire & The Crawling Chaos promującej nowy album "Into The Arms Of Chaos" postanowił zawitać do Polski.
Kiedy jakiś czas temu dopadła mnie wiadomość o jubileuszowej trasie Biohazard, a także, że zespół odwiedzi Polskę i zagra koncert w naszej stolicy nie pozostało mi nic innego jak wybrać się do Warszawy. Ostatnio występowali tak dawno temu, że mój pesel nie kwalifikował mnie do pójścia na koncert. Tym razem grupa, która stanowi dla mnie podstawy mojej edukacji muzycznej z czasów głębokiej podstawówki, wystąpiła w Stodole w oryginalnym składzie. Dwadzieścia lat istnienia tej formacji to powód to świętowania zarówno przez sam zespół jak i przez ich wierną rzeszę fanów, której nie zabrakło w piątkowy wieczór 28 listopada.
18 i 19 października na terenie Starej Rzeźni w Poznaniu odbył się festiwal szeroko pojętej muzyki rockowej. Wśród 12 zaprezentowanych zespołów znalazła się brytyjska formacja Night by Night, dowodzona przez gitarzystę The Sisters Of Mercy - Bena Christo, a także Nozzle z Davem Blumbergiem znanym z występów w New Model Army. Polskich wykonawców znanych szerszej publiczności reprezentowali między innymi Grzegorz Kupczyk i zespół CETI, a także Artrosis czy Carrion.
Na długo przed występem Epicy i Amberian Dawn w naszym kraju, na internetowych forach pojawiały się informacje o wyczerpaniu puli biletów. Już sam ten fakt zapowiadał, że wydarzenie to cieszy się zadziwiającą popularnością oraz że należy spodziewać się dużej frekwencji. Znając pojemność i możliwości organizacyjne dość kameralnego klubu, jakim jest wrocławski Firlej, nie wróżyło to aż tak dobrze. Mimo wszystko czwartego listopada na Grabiszyńskiej obyło się bez apokalipsy i choć pod scenę nie dało się wcisnąć przysłowiowej szpilki, a z odległości paru metrów nie było już nic widać, panowała atmosfera ogólnego podekscytowania.
Dnia 10 listopada w poznańskim klubie u Bazyla miał miejsce przystanek na trasie Legions Of Death Attack 2008. Na scenie mieliśmy okazję zobaczyć zespoły Hetzer, Deception, Stillborn, Anima Damnata i Infernal War. W klubie pojawiłem się z kilkuminutowym opóźnieniem, a marsz ku scenie rozpocząłem od ominięcia rosłych ochroniarzy. Po udaniu się do szatni i złożeniu w depozycie bluzy z ortalionu i kurtki na wacie, swoje kroki skierowałem do baru.
Po ostatnim występie Antimatter w Polsce nietrudno było spodziewać się,
że Mick Moss będzie chciał odrobić straty. Art Rock Festival w
Poznaniu był kamykiem, który tocząc się w dół spowodował lawinę
dyskusji, od gorących kłótni na przeróżnych forach począwszy, a na
przeprosinach wystosowanych przez Micka skończywszy. Osobiście byłam,
widziałam i świetnie się bawiłam na tamtym występie, więc teraz także
po duecie Moss-Patterson spodziewałam się co najmniej dobrego show.
29 października we wrocławskim klubie Firlej odbył się koncert niemieckiej formacji Bohren & Der Club Of Gore. Niestety z powodu problemów z samochodem we Wrocławiu nie pojawił się Alexander Tucker, który miał poprzedzić występ niezwykłego bandu i zastąpił go w ostatniej chwili z setem DJ'skim Dawid Szczęsny. To zastępstwo z całym szacunkiem dla młodego artysty - nie było zbyt szczęśliwe.
Ten rok był dla Keitha Caputo wyjątkowo obfity w występy na żywo. Lider nowojorskiej, alternative metalowej grupy Life Of Agony, a od niemal dekady także artysta nagrywający płyty pod własnym nazwiskiem, szczególnie upodobał sobie Niemcy i Holandię, a jednak udało mu sie zawitać aż na trzy koncerty do Polski. Po Bydgoszczy i Warszawie w ten nieznośnie jesienny, październikowy wieczór przyszedł czas i na poznański Blue Note Jazz Club.
Closterkeller to jeden z tych polskich zespołów, którym można już chyba nadać miano żywej legendy. Trasa koncertowa z okazji dwudziestolecia istnienia pierwszego polskiego zespołu zajmującego się rockiem gotyckim to duże wydarzenie zarówno dla fanów zespołu, jak i gatunku w ogóle. Dla mnie było to jednak jedno z pierwszych zetknięć z twórczością Closterkeller, ale też przy tym chyba najlepsza okazja na przyjrzenie się tejże bliżej.
Ten wieczór w szczecińskim DK Słowianin upłynał pod znakiem niemieckiego electro. Po raz pierwszy w Polsce wystąpił Solitary Experiments poprzedzony live actem Soman'a. Ale od początku. Jak to ma przeważnie miejsce w naszym kraju impreza ropoczęła się z dość sporym opóźnieniem (minus dla organizatorów). Dało to czas na zapoznanie się z asortymentem dostępnym przy barze. I tu miłe zaskoczenie – niskie ceny piwa butelkowego. Rozumiem, że ta cena była swego rodzaju rekompenstą za to, że kazano gościom ów piwo spożywać w plastikowych kuflach. Przy stolikach można było odczuć bliskość Szczecina do zachodniej granicy. Dziesiątki flyersów zachęcających do udziału w niemieckich imprezach i festiwalach.
Closterkeller - tej nazwy trudno nie znać, nawet jeśli stoi się z
daleka od melancholijnej, gotyckiej stylistyki. Istniejący od 1988 roku
gigant polskiego rocka, czy pała się do niego sympatią, czy też nie, na
stałe wpisał się już na karty historii. W roku obecnym (jak łatwo
policzyć) obchodzi swą dwudziestą rocznicę istnienia i choćby z samego tego faktu należy mu się szacunek.
Na scenie obowiązkowo kolorowa kula, znana z teledysku do utworu "Spokój", makijaże przypominające styl Małgorzaty Ostrowskiej z lat 80-tych, charakterystyczny, syntetyczny dźwięk klawiszy oraz rozszalała publika - to kwintesencja koncertu Super Girl & Romantic Boys, który miał miejsce w poznańskim klubie Cafe Mięsna 7 października.
Jak co roku Festiwal M'era Luna kusi dobrym i zróżnicowanym składem muzycznym. Tradycyjnie na lotnisku w Hildesheim przez dwa dni gra ponad czterdzieści zespołów, wśród których każdy znajdzie coś dla siebie. Rok przed jubileuszową, dziesiątą edycją, która przypadnie na lato 2009, w dniach 9-10 sierpnia 2008 festiwal odwiedziła rekordowo wysoka liczba 23.000 uczestników.
6 września doszło do bezprecedensowego wydarzenia w światku muzycznym. Na piaskach płockiej plaży miejskiej wystąpił zespół Therion. Dzięki sponsorom całe wydarzenie było darmowe a i sam zespół wystąpił tam nieodpłatnie. Z powodu licznych zmian w składzie, Therion nie koncertował już od jakiegoś czasu. Co więcej kolejnego koncertu możemy spodziewać się nawet w 2010 roku.
Chyba nie ma drugiego takiego kraju w którym w ciągu letnich miesięcy odbywało się tyle festiwali muzycznych. W Finlandii, w okresie lata, począwszy od połowy czerwca, co weekend mają miejsce przynajmniej dwa, trzy festiwale, wśród których prym zdecydowanie wiodą imprezy spod znaku szeroko pojętego metalu lub rocka jak: Midsummer Festival, Sauna Rock Festival, Illosaari, Myötätuulirock, Ruisrock, Rockperry, Wanaja Festival, Rovaniemi Rock Festival, Jurassickrock, Rockcock Festival, Pallevarock, Lumous Gothic Festival itd. Żaden nie jest jednak tak wyczekiwany przez metalową brać jak Tuska Open Air w Helsinkach.
Nightwish, Amorphis, Epica - nazwy tych zespołów mówią same za siebie. Każdy z nich potrafi wypełnić hale i stadiony na całym świecie po brzegi. Zobaczyć je wszystkie na jednym wspólnym koncercie? To prawdziwa uczta melomana. Piękna Simone Simons o syrenim głosie w melodyjnych a jednak niepozbawionych pazura utworach Epicy, growlującego "barda" Tomiego Joutsena i tajemniczych, niepokojących dźwiękach Amorphis i bombastyczne kompozycje Tuomasa Holopainena, lidera Nightwish. Na tego rodzaju muzyczne przeżycie mogli liczyć uczestnicy niezwykłego koncertu, który 26 czerwca 2008 miał miejsce w samym sercu Helsinek, w parku Kaisaniemi.