Diorama - niemiecka grupa należąca do czołówki sceny darkwave prazentująca charakterystyczne mroczne i nostalgicznie dźwięki. Słowo "diorama" pochodzi z greki a znane jest z konstrukcji ze szkła lub tkaniny sprawiających wrażenie trójwymiarowości. Ideą twórczości grupy jest rozumienie muzyki jako medium będącego środkiem wyrazu mającemu ilustrować i wizualizoać poza prawdę, rzeczywistość i logikę tak jak diorama tworzy świat wewnątrz świata. Grupa juz wielokrotnie grała w polsce - po raz pierwszy jednak w Poznaniu.
Frekwencja z początku nie zapowiadała się nazbyt optymistycznie - pod klubem była oprócz mnie i znajomego dosłownie garstka ludzi plus ci, którzy zamierzali rozstawić merchandise w środku. A planowo koncert powinien się już zacząć jakieś piętnaście minut wcześniej. Dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że był to jedyny koncert tej trasy w Polsce.
Kameralne koncerty w małych klubach mają to do siebie, że każdy osobnik jaki na nie zawita "robi wielką różnicę". Tym bardziej martwiłam się o środową frekwencję na koncercie poznańskiego Sway i siedleckiego Vanity w Starym Kinie, zważając dodatkowo na fakt niezbyt licznego przybycia fanów metalu na Prog Tour dzień wcześniej w Łodzi. Połowicznie moje obawy znalazły pokrycie w rzeczywistości.
22 września na scenie poznańskiego klubu „U Bazyla” odbyła się druga edycja United Death Armageddon, trasy promującej zespoły polskiej sceny death/black metal. Na scenie wystąpili muzycy z zespołów Massemord, Mord'A'Stigmata, Hell United, Blaze of Perdition i poznańskiego Distres. Nieco wygłodniały szatańskich akordów po wakacyjnym zastoju z wielką ochotą i przyjemnością pojawiłem się na tym ponurym spektaklu.
Hala Łuczniczki to jedna z najnowocześniejszych hal sportowych w Polsce. Nic więc dziwnego, że właśnie to miejsce zostało wybrane na gospodarza tegorocznego, naszpikowanego gwiazdami Progressive Nation. Choć otwarcie bram zaplanowano dopiero na 17:30, to wyjazd z miasta koziołków trzeba było rozpocząć o wiele wcześniej - integracja towarzyska oraz posilenie się przez kilkugodzinnym starciem z ambitnymi dźwiękami to pożeracz energii. W końcu występy Opeth i Dream Theater na tej samej scenie drogami nie chodzą...
Kawa na ławę. Behemoth to najmocniejsza polska kapela metalowa, która o światową supremację rywalizuje już tylko z największymi. Koncert promujący "Evangelion" pokazał, że robią show z prawdziwego zdarzenia. Niesamowita scenografia, której nie miał wcześniej żaden nasz zespół, elementy pirotechniczne, całość świetnie pomyślana i w dodatku wykonana. Nie ma co się oszukiwać, trasa "Nowa Ewangelia" jest wydarzeniem roku dla słuchaczy bezkompromisowych dźwięków.
Do Lacrimosy mam bardzo osobisty stosunek. Zespołem zachwycał się jeszcze za życia Tomasz Beksiński poświęcając mu kiedyś cała audycję prezentując jej muzykę oraz teksty piosenek. Jest to jeden z niewielu zespołów, do którego oprócz łatek takich jak: symfoniczny rock, elektronika, metal pasuje określenie gotyk i nikt specjalnie nie zaprzecza. Muzyka jest tęskna, pełna smutku a arlekin Jaster spogląda na nas z czarno białych okładek śmiejąc się przez łzy. Zespół nie odwiedza naszego kraju aż tak często i warto złapać każdą okazję by wybrać się na koncert.
Anno Domini High Definition to największa dotąd trasa Riverside, licząca ponad 40 koncertów w Polsce, Francji, Finlandii i gdzie tam jeszcze panów tourbus dowiezie. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić jak będzie się grało pod koniec drugiego miesiąca trasy - kierat ciągłych dojazdów, tras i hordy fanów muszą prędzej czy później dać się zdrowemu na umyśle człowiekowi we znaki - ale póki co jest dobrze, a nawet lepiej niż dobrze. Koncert w gdańskim Parlamencie dowiódł, że zespół chce w swoim fachu osiągnąć perfekcję i zdecydowanie ma ku temu potencjał.
Dzień jak każdy inny, zwykły piątek pachnący świeżo weekendem. Ten
jednak należał do tych całkiem wyjątkowych, bowiem w poznańskim klubie
Eskulap 25 września mieliśmy relaksować się przy muzyce Yanna
Tiersena. Koncert zapowiedziany był jako występ Orki i Yann’a, co jak
się później okazało wbrew temu - to nie Orka towarzyszyła
Yannowi, a Tiersen towarzyszył zespołowi i to w dość mało
charyzmatyczny sposób. Ale zacznijmy od początku.
Poniedziałek nigdy nie wydawał się odpowiednim dniem na koncert, a już na pewno nie na TAKI, aczkolwiek stał się mimo wszystko bardzo miłym początkiem tygodnia. Tłumy fanów post-rocka (i nie tylko) już od późnego popołudnia koczowały pod klubem Blue Note, bo też okazja zobaczenia na żywo irlandzkiego God Is An Astronaut, amerykańskiego Caspian i naszego rodzimego Tides From Nebula w ciągu jednego wieczoru nie nadarzyła się dotychczas nigdy na wielkopolskiej ziemi. Poznański koncert zresztą był pierwszym z mini-trasy dwóch wyżej wymienionych zagranicznych formacji w Polsce.
Grupa Radiohead należy do ikony muzyki alternatywnej. Przez lata swej działalności udało jej się pozyskać milionowe rzesze fanów przy jednoczesnym szacunku krytyków. Kapela sprzedała do tej pory około 30 milionów płyt na całym świecie a cześć albumów stała się multiplatynowymi krążkami. Trzykrotnie aż odbierali statuetkę Grammy. Brytyjczycy długo ociągali się przed przyjazdem do naszego kraju. Przez 15 lat nie przyjmowali zaproszeń na koncerty i wielkie plenerowe imprezy takie jak Open'er. Tym bardziej, więc poznański koncert był jedynym wydarzeniem w swoim rodzaju.
Na koniec sierpnia w nyskim Motoforcie została zaplanowana pierwsza edycja festiwalu Moonfog. Wydarzenie to miało łączyć w sobie różne oblicza muzyki od metalu poprzez elektronikę aż do elementów folku. Na liście wykonawców tego dwudniowego wydarzenia pojawiło się 16 formacji z kraju i zagranicy.
Z każdym rokiem festiwal w Będzinie cieszy się coraz większym zainteresowaniem. Dlatego też jest on jednym z największych folkowych imprez w Europie Środkowej (jak udało nam się dowiedzieć od organizatora). Co grają? Muzykę irlandzką, szkocką oraz bretońską. W tym toku można było zobaczyć na scenie takie zespoły jak znany wszystkim polski Beltaine, walijski One String Loose czy chłopaków ze Startijenn, którzy zjechali na festiwal prosto z Bretonii. Ale dość generalizowania, niech przypomnę sobie jak to było od początku.
Piękne sierpniowe popołudnie to było, gdy Pomorze spłonąć miało w ogniu black metalu. Miały być stosy, hordy, masakra i pożoga. Idąc pod gdyńskie Ucho nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że jak na mroczną ucztę godzina 18:00 wydaje się niezbyt odpowiednia - słonko świeci, niebo niebieskie i tak dalej. Nie było jednak sensu później zaczynać, bo z Ucha po 23 trudno się wydostać, komunikacja miejska szwankuje. Pomerania Shall Burn zakończył się więc krótko po dobranocce, nawet nietoperze jeszcze dobrze nie wyleciały na żer, a zamiast żarłocznego pożaru zebranym dostało się ognisko.
Brutal Assault to nie tylko wielkie wydarzenie muzyczne, ale i ogromna impreza, gdzie rzesze ludzi z całej Europy, a może i świata mają okazję, aby podniszczyć zdrowie w doborowym towarzystwie i przy dźwiękach czołowych reprezentantów sceny ekstremalnego grania. Tegoroczna, czternasta już edycja, zdaniem wielu była słabiej obsadzona niż poprzednie – tym razem organizatorzy postawili na zespoły deathmetalowe i hardcorowe, co niewątpliwie musiało być ciosem dla zwolenników stricte szatańskich dźwięków.
Tym razem zaczęło się jak u Hitchcocka - najpierw trzęsienie ziemi a potem napięcie rosło. Dokładnie rzecz biorąc najpierw był huragan a potem przywrócono napięcie i nieprzerwanie było już na tym samym poziomie. Pierwszego dnia obawy o powodzenie festiwalu były całkiem poważne. Silny wiatr wywiał za zamek scenę, w Bolkowie zabrakło prądu a prognoza pogody nie wróżyła najlepiej. Opóźnienia komunikacyjne spowodowały też, że sporo uczestników dotarło na festiwal o wiele później niż tego chcieli. Organizatorom jednak jak zwykle udało się stanąć na wysokości zadania i kolejna edycja Festiwalu Castle Party odbyła się praktycznie bezproblemowo.
Mam poważny problem z napisaniem relacji z chorzowskiego koncertu U2, bo najzwyczajniej nie wiem, od czego zacząć. W momencie, kiedy zespół definitywnie zszedł już ze sceny, a na Stadionie Śląskim zapaliły się światła, byłem w takim szoku, że nie mogłem wykrztusić z siebie słowa. Podobnie było zresztą podczas nocnej podróży powrotnej samochodem, ba, jeszcze kilka dni po tym wydarzeniu trudno mi było pozbierać myśli.
W ciągu dwóch dni - 18 i 19 lipca - na terenach Tanzbrunnen odbyła się kolejna edycja Amphi Festival, cyklicznego festiwalu dark independent organizowanego nieprzemiennie w niemieckiej Kolonii od 2005 roku. Tym razem obsada przedstawiała się jeszcze bardziej obiecująco niż w poprzednich latach, choć parę projektów można było tydzień później zobaczyć na żywo również na naszym rodzimym Castle Party - mowa tu o Covenant, Front 242, Solar Fake i KMFDM.
31 lipca i 1 sierpnia na Zamku Krzyżackim w Ostródzie miała miejsce druga już edycja mRockfestu - pierwszego festiwalu muzyki gotyckiej na ziemiach Warmii i Mazur. Organizatorzy szczególnie skusili nas gwiazdami - L'ame Immortelle, Whispers In The Shadow czy Lahannaya. Jednak zacznijmy od początku.
Dni do tegorocznej Open Air Festival Tuska, odbywającego się w centrum Helsinek zaczęłam odliczać w momencie zakończenia się edycji w 2008 roku. To był mój debiut jeśli chodzi o ten konkretny festiwal, ale już wtedy wiedziałam, że w miarę możliwość zjawiać się będę w stolicy Finlandii co roku. Tuska, w języku fińskim znaczy tyle co agonia, ból, cierpienie i pewnie dla wielu melomanów dźwięki wydobywające się z 3 scen mogłyby się tym wydawać. Jednak nie dla wielotysięcznej widowni, która zebrała się w ostatni weekend czerwca w parku Kaisaniemi w Helsinkach.
Do wyjazdu na Masters of Rock, festiwalu odbywającego się w czeskich Vizovicach, w Zlinskim Kraju namówiła mnie koleżanka, a nie trwało to długo, gdyż zestaw zespołów mających pojawić się na festiwalowej scenie był bardzo zachęcający: Europe, Nightwish, Edguy, Stratovarius, Arch Enemy, Dragonforce, Deathstars, Tiamat czy Korpiklaani. To tylko kilka z nich, gdyż podczas 4 dni imprezy, na dwóch scenach wystąpić miało ponad 50-ciu wykonawców z całego świata i wielu nurtów muzycznych, od black/ death/ trash/ doom metalu, poprzez industrialny gotyk, folk do speed metalu i hardrocka. Nic tylko wsiąść w samochód i wyruszyć na wyprawę.
Sobotni wieczór 16 maja zapowiadał się niezwykle koncertowo, bowiem na scenie warszawskiej Progresji miało pojawić się w sumie aż pięć zespołów, w tym trzy zagraniczne - m.in. szwedzki Pain oraz norweska Sirenia. Wydawało się, że występ w środku weekendu zachęci fanów muzyki metalowej do licznego stawienia się w budynku na Kaliskiego, jednak klub w kulminacyjnym momencie wypełniony był połowicznie. Niską frekwencję z pewnością tłumaczy fakt, iż bilety na koncert do tanich nie należały - w majowej przedsprzedaży ich cena osiągała 110 zł.
Z sympatią do Trenta Reznora jest tak, że albo ktoś lubi twórczość jego zespołu - albo zwyczajnie to co Nine Inch Nails przedstawia traktuje z rezerwą. Jednak jednemu nie można z pewnością zaprzeczyć - to niezwykły artysta, profesjonalista i definitywnie - zwierzę sceniczne. 20 lat przyszło czekać fanom Amerykanina na wizytę w Polsce. Dzięki organizatorom Festiwalu Teatralnego Malta - doczekaliśmy się 23 czerwca wizyty Trenta w Poznaniu.
W dniach 12-14 czerwca w Korycie Warty odbył się festiwal Ethno Port Poznań, organizowany przez Centrum Kultury Zamek. Obok wybitnych postaci sceny world music uczestnicy drugiej edycji festiwalu mieli okazję obejrzeć występ także naszej rodzimej grupy Żywiołak. Trzeba przyznać, że koncert tego zespołu, traktującego w swojej twórczości z niemałym dystansem i przymrużeniem oka tradycje przedchrześcijańskie, był ciekawym akcentem, zgrabnie wkomponowującym się w ramy tego wydarzenia muzycznego.
Swedish formation Sabaton, well-known first of all from the love to the Polish history, performed on 4th of April in Eskulap, one of Poznań clubs. As a supporting bands, their countrymen - Bloodbound appear on the stage, together with our native representatives of the metal scene InDespair. I did not wait for this concert. I went there tired, straight from the work and after morning classes at the university. I went because I was curious, and optimistic that, finally I'll get a little rest, drink some beer and see the familiar faces.