Tribute dla melodii, którą lata temu skomponował mój najlepszy przyjaciel.
Czy można przytulić muzykę? Właśnie teraz próbuję objąć utwór i ukryć
go w swych ramionach. Jest niczym maleńka bańka z cieniutkiego szkła.
Jeden niewyważony ruch obróci ją w garść mikroskopijnych okruchów i
doszczętnie zniszczy jej misternie doskonały kształt. Albo jajko. Takie
kruche i cenne, skrywające niedostępny, złocisty skarb. Gdy pęknie,
zawartość rozleje się w bezkształtną, bezsensowną papkę.
Obejmuję
ją, delikatną, bezbronną. Ostrożnie daję jej schronienie. Tu jesteś
bezpieczna, słodka, smutna melodio. Tu nikt cię nie skrzywdzi i nikt
nie odtrąci.
Gdzieś w pobliżu rozległy się czyjeś ciche kroki
To tylko tęsknota nadciąga
W tę noc pachnącą martwymi liśćmi...
Miniatura, ktorej matka jest chwila natchnienia, a ojcem slodka tesknota...
Są ludzie, którzy potrafią znaleźć inspirację w prostej codzienności. Jednak, tak jak zwykłe oczy potrzebują światła, by cokolwiek dostrzec, oczy jej jaźni są wrażliwe tylko na szczęście i gorycz. Tylko wtedy jej wewnętrzny świat zaczyna przybierać barwy. We wszystkich innych chwilach jest szary, mdły. Tej jesiennej nocy jej dusza szlocha, nieco zagłuszana szelestem opadających z wiatrem liści. Tej nocy nie pada deszcz, który mógłby przemyć krwawiące serce. Tej nocy nuża pióro w atramencie łez i krwi i pisze.