Minun nimeni on Yngwie, syntynyt keskiyöllä. Ale (raczej niestety) w Polsce. I od dziecka musiałem się uczyć j. polskiego. Podobno jest jednym z trudniejszych języków na świecie (wiadomo, z tych oficjalnych, państwowych). I fiński też (wspólnych cech chyba prawie nie ma, ale ciekawe jest to, że oprócz końcówek nazwisk -nen, jest wiele -ski, to chyba jednak przypadek). Może dlatego, że oba kraje tak bardzo chciały być niezależne od sąsiadów, może dzięki temu są dość jednolite narodowościowo.
W moim artykule pt. "Przyzwoity film, nieprzyzwoity reżyser", będącym połączeniem felietonu z recenzją "Pianisty" Romana Polańskiego, napisałam, iż rzadko oglądam filmy, ponieważ wolę krótkie video clipy i teledyski. Nie będę ukrywać, że część czytelników była bardzo zniesmaczona i zażenowana moim wyznaniem, jak gdybym przyznała się do czegoś wstydliwego i niechlubnego. Doprawdy, nie rozumiem tej reakcji. Przecież krótkie filmiki także mogą być świetnie zrealizowane, głębokie, pouczające i skłaniające do refleksji!
Nowy lepszy rok rozpoczął się już jakiś czas temu. Na pewno będzie to rok kolejny wyzwań, którym stawić trzeba będzie czoło. Niewątpię też, że będzie to rok, w którym usłyszymy kilka, a może i więcej ciekawych wydawnictw, które zagoszczą w naszych odtwarzaczach na dłużej. 1/6 roku za nami, trochę płytek już się ukazało, a część z nich na pewno będzie łakomym kąskiem dla kolekcjonerów.
Cofnijmy się w czasie o około dwa tysiące lat na tereny obecnej Rumunii, która dzieliła się wówczas na Besarabię (obecnie stanowiącą głównie Mołdawię), Siedmiogród („Siebenburgen”, obecna Transylwania) i Wołoszczyznę (Valahia, Południowa Rumunia). Wołoszczyzna w ówczesnych czasach zamieszkiwana była przeważnie przez Daków. W 106 roku naszej ery cesarz Trajan utworzył rzymską prowincję Dacia (jak Rumuni nazwali ówcześnie szczytowe osiągniecie swojej myśli technicznej).
No i rok 2009 dobiegł końca. Jeszcze na początku roku nie przypuszczaliśmy, że będzie to tak udany rok dla muzyki. Wyszła naprawdę cała masa rewelacyjnych, a niekiedy i genialnych płyt, które niejednokrotnie były miłą niespodzianką - były wydawane przez zespoły, które w ostatnim czasie zaliczały dołek artystyczny, były wydawane przez stare wygi, które łapią drugą młodość, bądź też pojawiały się ni stad ni zowąd w formie różnorodnych, które z pozoru niekoniecznie musiały być skazane na sukces.
Koniec listopada, a śniegu nie ma. Jest za to całkiem przyjemnie na dworku, można w cichobieżkach poszwendać się i w spokoju wypić browarka nie myśląc o tym czy mróz skuje tyłek czy też nie. Ładna pogoda ja na tę porę roku na pewno nie zachęca do siedzenia w domu i muzycznych poszukiwań, dlatego też zdecydowaliśmy się na zmianę formuły Sądu Ostatecznego skupiając uwagę tylko na wybranych wydawnictwach, a nie na wszystkim co udało się przesłuchać.
Za oknem zimno i smutno, nie pozostaje nic innego jako zaopatrzyć się w cenny złoty, bąbelkowy napój (tak, tak - mówię o Mirindzie), zasiąść w ciepłym domowym kąciku z książką czy gazetą i zapodać w odtwarzaczu odrobinę świeżych dźwięków. Tym razem z racji jesiennej deprechy i natłoku obowiązków nie udało się sporządzić zestawienia syntetycznych wydawnictw opartych na parapecie.
Wakacje się skończyły i trzeba się ostro brać do roboty. Dzieci zasuwają do szkoły z plecakami ważącymi co najmniej tyle co one same, studenty tracą na wadze stresując się poprawkami i spożywając kolejne potężne dawki złocistego trunku, który poprawi im krążenie i lepiej natleni umysł, zaś muzycy skończyli wygrzewać jajka w słońcu i zmuszeni byli zamienić festiwale i sceny na żłopanie browarów w studiach nagraniowych. Efekt? Cała masa przeróżnych wydawnictw, nierzadko bardzo wysokiej próby.
Sierpień - niby ostatni miesiąc "normalnych" wakacji, a więc i najwięcej koncertów i festiwali. Miłośnicy rzeźnickich klimatów mogli zagościć choćby w Czechach na czternastej edycji Brutal Assault, zaś miłośnicy futurystycznych parapetów mogli jechać do Niemiec na M'era Lunę oglądać grubych Niemców i Niemki o szerokich szczękach.
Czasem po prostu nie opłaca się posługiwać metaforami, i barwnymi przykładami. Ateizm słowo tak bronione - tak uświęcone, tak wywyższone pod niebiosa - że powoli staje się śmiesznym oksymoronem. Wielki klub wspaniałych nonkonformistów stara się bronić swojego bastionu niezależności - nie rozumiejąc nic z tego co nawet ich prywatne bóstwo prof. Dawkins objawia. Magia i ateizm nie będą nigdy ze sobą szły w parze - dziwne, że ta sprawa podlega dyskusji - bo nie powinna.
Prawdę powiedziawszy maj nie zapowiadał się zbyt interesująco pod względem wydawnictw. Naczelny obrazoburca wraz ze swoją, w tym miesiącu jednoosobową eskadrą zdecydował się pozbierać trochę śmieci z poprzednich miechów, bo jak wiadomo - w maju się chce... cokolwiek by to znaczyło.
Muzyka jest częścią ludzkiej kultury. Towarzyszyła ona człowiekowi od zawsze, od początku łączona była z tańcem i słowem. Muzyka służyła celom praktycznym by następnie stać się elementem tożsamości zbiorowej. Z czasem stała się jedną z gałęzi sztuki.
Wiosna pełną gębą, wszystko się budzi do życia, wiec i w muzycznym światku powinno coś się dziać. Jakby nie patrzeć jednak, przez ostatnie 3 miesiące naprawdę niewiele się działo i wartościowych wydawnictw było jak na lekarstwo. Kwiecień plecień przyszedł i miał być zdominowany przez dwa wydawnictwa – najnowszą propozycję Depeche Mode, oraz kolejną inkarnację Black Sabbath chowającą się pod nazwą Heaven & Hell.
W ogniu znaleźli się, obok obrońców praw dziecka, także dziennikarze: "przyszłość pozytywnej pedofilii zależy także od Ciebie, drogi internauto. A przede wszystkim od tego, czy jesteś człowiekiem rozumnym i tolerancyjnym, czy też zaślepionym i łatwo ulegającym medialnym manipulacjom. Niestety, środki masowego przekazu nie są zainteresowane rozpowszechnianiem prawdy na temat dualnego charakteru zjawiska pedofilii. Wciąż wszystkich pedofili wrzuca się do jednego worka".
Ludzka natura, a zwłaszcza jego umysł wykraczał poza bariery świata i świadomości tworząc istoty tak niezwykłe, tajemnicze, mroczne bądź potężne i wspaniałe. Jednymi z mitycznych, aczkolwiek przewijającymi się przez całą historię świata począwszy od starożytności, przez wszystkie epoki, aż to teraźniejszości są wampiry. Wizerunek ich zmieniał się i niestety zmieniać się będzie z każdym nowym ludzkim pomysłem. Tak więc cofnijmy się w mroczne, spowite mgłą niepamięci wieki i razem z krwiopijcami przemierzajmy świat.
..." Dlaczego w Księdze Rodzaju są dwie wersje stworzenia? Czy ma to jakiś związek z Lilith, o której legendy żydowskie mówią, że była pierwszą kobietą i pierwszą żoną Adama? Kim właściwie była Lilith? Czy jest jakaś tajemnica w Biblii, że postać ta jest znana tylko wtajemniczonym? Czy prawdą jest, że powstanie Ewy z żebra nastąpiło później, że pierwsza para powstała równolegle?"...
Osiemdziesięcioletniego Gilesa Coreya rozciągnięto na ziemi i przywalono wielką deską, na której oprawcy systematycznie kładli głazy. Kwadrans po kwadransie, godzina po godzinie. "Jesteś pomocnikiem diabła. Podpisałeś cyrograf, Przyznaj się!... Rozkazywali, a on tylko charczał i powtarzał w kółko trzy słowa: "Dołóżcie więcej kamieni". Skonał po dwóch dobach, gdy piramida skalnych odłamków ważyła ponad półtorej tony. Ostatnią rzeczą jaką starzec zobaczył, była Biblia w ręce kata i majaczące z oddali dachy osady Salem. Nastał Rok Pański 1692. Oczywiście, że Szatan pomagał Coreyowi. przecież nikt normalny, nawet młody i silny, nie wytrzymałby czegoś takiego, a co dopiero niedołężny staruszek. Ale przecież to wcale nie jedyny i nawet nie najważniejszy dowód obecności Złego - przynajmniej wówczas takie panowało przekonanie...
Ania ma czternaście, a może piętnaście lat i jest bezdennie głupia. Jej tatuś jest jedną z gwiazd „small biznesu” czyli jak łatwo się domyślić leniwym, niekompetentnym, tępym cwaniakiem. Matka żyje po to, by wydawać zarobione przez męża pieniądze na nie potrzebne nikomu rzeczy, dzięki którym wydaje jej się, że wygląda młodziej i jest seksualnie spełniona. Ania została wychowana w sposób uniemożliwiający jakiekolwiek samodzielne myślenie i szanuje jedynie wartości oraz tradycje uznawane przez rodziców. Czasami marzy, aby przeleciał ją pan od WF.
Przetłumaczone zostały tutaj głównie fragmenty przebiegu samego egzorcyzmu, skupiłam się bardziej na sposobie i "wyglądzie" wypędzania demonów z opętanej kobiety niż na całej historii jej życia, która jest dość dokładnie opisana w książce. Zainteresowanych zapraszam do przeczytania całej książki autorstwa David'a StClair'a "The Devil Rocked Her cradle".
Słowo "Poltergeist" oznacza ni mniej ni więcej, tylko "hałaśliwego ducha" w języku niemieckim. Nie ma dokładnego określenia w innych językach. Czym lub kim jest Poltergeist? Mówiąc najogólniej, Poltergeist to niewyjaśnione zjawiska polegające na stukaniu, pukaniu, wydawaniu dziwnych odgłosów, przesuwaniu mebli, rzucaniu przedmiotami, włączaniu i wyłączaniu urządzeń elektrycznych (nawet gdy nie są podłączone do prądu), w końcu zjawisku telekinezy i teleportacji. Dochodząc do pewnych wniosków, możemy stwierdzić, że nie istnieje nic takiego jak Poltergeist jako "duch", istnieje tylko działalność Poltergeista. I właśnie tutaj postaram się wyjaśnić na czym ona polega i z czym może być związana.
Święta Trójca zeszła w lutym na ziemię, aby po dość marnym styczniu poszukać czegoś sycącego. Niby w dalszym ciągu zima, ale ziemia obrodziła w wydawnictwa muzyczne. Wyszło sporo ciekawych rzeczy - jedni zawiedli, inni zaskoczyli, ale jedno jest pewne - pomimo kilku naprawdę bardzo dobrych płytek nie było żadnej, którą możnaby nazwać wybitną. Długo trwały spory co do tego, co jest lepsze - twardy orzech do zgryzienia dał swoim fanom Psyopus, Obscura zaprezentowała perfekcyjne, ale trochę wtórne granie, Ensoph czarował pomysłami, ale to było dość jednorodne, zaś Project Pitchfork stworzył na nowym krążku niemal progressive electro. Po zaciekłych dyskusjach doszliśmy do consensusu, ale żeby nie zdradzać tajemnicy zapraszamy do lektury. Oto lista skazanych w lutym.
Krótka, pseudofilozoficzna rozprawa na temat ateizmu. Wynikła z rozważań autora na ten temat - nie jest inspirowana żadnym kierunkiem filozoficznym (wszelkie wtrącenia i odniesienia w samym tekście zostały przez autora zauważone w czasie pisania).
Redakcja DarkPlanet postanowiła nieco odświeżyć profil działu recenzje i teraz obok regularnych artykułów będziemy publikować comiesięczny przegląd publikacji muzycznych w ramach rubryki "Sąd Ostateczny". Tutaj Pan Buk w osobie Harlequina oraz Jezus Chytrus i Duch Śnięty w osobach Void i verdammt, będą dla Was dokonywać krótkiej analizy i streszczenia wszelkich wydawnictw z danego miesiąca.
Krótka, pseudofilozoficzna rozprawa na temat wolności. Wynikła z rozważań autora na ten temat - nie jest inspirowana żadnym kierunkiem filozoficznym (wszelkie wtrącenia i odniesienia w samym tekście zostały przez autora zauważone w czasie pisania).
Historically, the name “neofolk” refers to the folk music wave in sixties of last century, when the folk music consults social anti-establishment dissenters of many kinds. Neofolk as a music genre and also as the cultural phenomenon generated much controversy and has both numerous opponents as well as hot supporters. We invite you to read entirely subjective, synthetic attempt to explain the phenomenon under the common name of “neofolk”.