W poniedziałek (30 czerwca) rozpoczął się w gotyckiej audycji Dark Night konkurs, w którym do wygrania są dwa karnety (wartości 160 zł każdy) na odbywający się w ostatni weekend lipca na zamku w Bolkowie festiwal Castle Party.
Rezonance - szwedzkie trio elektroniczne powstałe około 1999 roku. Chociaż jego członkowie Josephine, Tobias i Sebastian znali się już od czasów studenckich długo zgodnie nie chcieli słyszeć o wspólnym graniu. Każdy z nich wychowany na zupełnie innych muzycznych standardach ponad 6 lat rozpatrywał wszelkie "za i przeciw" by w końcu pod koniec lat 90 odważyć się na małą muzyczną przygodę z pierwszym w swym życiu zespołem. Tak po krótce przedstawia się geneza powstania Rezonance.
Michigan - wszystko zaczęło się na początku lat 90, kiedy wieloletni przyjaciele Jonas i Peter, do których wkrótce dołączył równie napalony na hasło "synthpop" Jesper postanowili założyć zespół w pełni odzwierciedlający ich muzyczne pasje. W trójkę dla zabawy zabrali się za pisanie piosenek i nagrywanie demo nagrań, których żywot z góry przewidziano na wieczny spoczynek na zakurzonych półkach w ich pokojach. Muzycy nie myśleli wtedy poważnie o swojej twórczości, nagrania i powstałe do nich teksty traktowali jak dobrą zabawę w zespół.
Po trzech latach wytężonej pracy w studiu ukończony został nowy album grupy Novalis Deux. Już poprzednia płyta "Paradise...?" zjednała sobie fanów i krytyków, a najnowsza "Ghosts Over Europe" może być śmiało nazwana dziełem, gdyż wyróżnia się tak muzycznymi, jak i artystycznymi walorami. Chociaż u podstaw ich muzyki wciąż leży dark folk, muzycy mieszają wiele gatunków, co czyni ich twórczość trudną do określenia. Jednak utwory takie jak "Sleeping Violin", "Homecoming", "Passing By" czy "Rome" z pewnością powinny spodobać się słuchaczom. Płytę można nabyć od wczoraj na licencji wytwórni Ars Musica.
Coś o mnie, może coś o Tobie...
Będę nienawidzić kochając
Będę śmiać się płacząc
Będę gardzić szanując
Będę milczeć krzycząc
Będę kpić podziwiając
Będę radować się cierpiąc
Będę dumnie trzymać głowę upadając coraz niżej
Będę złoscić się mając nadzieję, że odezwiesz się
do mnie
A wszystko po to, byś
nie widział mojej miłości,
bo kocham Cię,
a Ty dajesz rozkosz innej...
Krótko po darmowym dwuplikowym zestawie "First Moment" belgijscy mistrzowie EBMu Front 242 nadciągają z kolejną porcją elektronicznych precjozów. Na rynku ukazał się właśnie unikatowy box "Moments..." zawierający bieżące i archiwalne audio zapisy z ostatniej trasy Vintage Tour. Wydawnictwo dostępne będzie w dwóch różniących się od siebie formatach i zawartościach, jako digipack CD oraz jako dwupłytowy box. Fragmenty utworów z obu wersji do bezpłatnego ściągnięcia na oficjalnej stronie wytwórni Alfa Matrix.
Wiadomość o wspólnej trasie Meshuggah i The Dillinger Escape Plan niewątpliwie mocno zelektryzowała środowisko muzyczne. Bez wątpienia był to jeden z najbardziej wyczekiwanych koncertów metalowych tego roku. Miejsce koncertu - słynąca niechlubnie z braku klimatyzacji warszawska Progresja oraz limitowana do 777 sztuk liczba biletów nie przeszkodziły jednak w tym, aby 26 czerwca na to wielkie wydarzenie przybyły tłumy.
Wow! Takiego przeskoku się raczej nie spodziewałem. Pomimo wszystko progresywnym albumie jakim był "Moonmadness" Camel, niczym gówno z prądem płynące nagrał płytę, która obok poprocka a tym bardziej jazzrocka nie leżała.
Gdyby ktoś kazał mi wskazać najsłabszą płytę Camel bez wahania wskazałbym na "Nude". Nie od dziś wiadomo, że formacja nigdy nie prezentowała równego poziomu, a każda z płyt miała swoje plusy i minusy, ale "Nude" jest pod tym względem wyjątkowa - ta płyta nie ma w sobie absolutnie nic.
Wielki boom na rock progresywny na początku lat 70-tych zdawał się przygasać w drugiej połowie dekady. Niewątpliwie jedną z przyczyn był także marazm twórczy czołowych artystów, którzy nie potrafili powtórzyć jakościowo swoich pierwszych dokonań.
"Mirage" uchodzi powszechnie za najlepsza płytę zespołu. Czy słusznie? Nie będę oceniał, ale na pewno jest to jedna z mocniejszych pozycji w dyskografii.
Po tak słabej płycie jaką był "Rain Dancers" wielu pewnie liczyło na powrót do korzeni. Ale czy można spodziewać się czegoś dobrego po płycie o idiotycznym tytule "I Can See Your House From Here"? Zapewne nie.
"Stationary Travellers" była płytą przełomową, która z jednej strony była próbą powrotu do rocka progresywnego, ale z drugiej nosiła w sobie ducha nieco bardziej komercyjnego oblicza rocka. Jakby jednak nie patrzeć płyta była dość dobra i robiła nadzieje na fakt, że kolejne płyty będą tylko lepsze.
"Camel" to w moich oczach najlepsza płyta ekipy Andrew Latimer'a Wydany ponad 30 lat temu album do dziś się broni, oferując słuchaczowi naprawdę intrygujący materiał.
Camel to jeden z tych zespołów, do którego twórczości chyba nigdy się nie przekonam. Tą legendę rocka progresywnego należałoby raczej podpiąć pod jazz rock - zwłaszcza patrząc na twórczość z lat 70-tych.
Ponad wszelką wątpliwość jest fakt, że Tool to formacja genialna, której każda kolejna płyta wprowadza słuchacza w coraz to bardziej udziwnione sfery muzyczne będące odbiciem ludzkich wynaturzeń psychicznych. Nie do każdego ta muzyka trafia, ale nie znam osoby, która powiedziałaby złe słowo na temat twórczości tej formacji.
O IAMX często się mówi, że są godnymi następcami Placebo. Tak się złożyło, że najpierw miałem okazję poznać "The Alternative" - drugą płytę zespołu i muszę przyznać, że jedynie pewne elementy wskazują na fascynację zespołem Briana Molko. Teraz gdy poznałem także i debiut widzę, że porównania nie były bezpodstawne.
Początek lat 90-tych nie był przychylny dla niemieckiego Sodom. Po wydaniu "Agent Orange" w twórczości formacji zapanowała niemoc, a kolejne płyty nie dorównywały poziomem takim albumom jak "Persecution Mania" czy wspomniany "Agent Orange".
Nigdy nie miałem większego kontaktu z twórczością heavy/powermetalowego Grave Digger. "Tunes Of War" jest pierwszą płytą zespołu, którą miałem okazję poznać od deski do deski i szczerze powiedziawszy nie wiem czy jestem do końca przekonany do muzycznej wizje tego zespołu.
Od czasu wydania "Hemispheres" Rush ewidentnie wplatał do swojej muzyki coraz więcej elementów charakterystycznych dla muzyki masowej, czyniąc swoje utwory bardziej przystępnymi. Nie powinien więc dziwić fakt, że powstał w końcu album, na którym jest więcej elektroniki.
Obserwując poczynania Rush, można stwierdzić, że od płyty "2112" każda kolejna jest logiczną kontynuacją poprzedniczki, każda wprowadza odrobinę nowych elementów, które decydują o muzycznym progresie tej formacji. Podobnie jest także z "Power Windows".
W opinii wielu osób "Moving Pictures" uchodzi za najlepszą płytę Rush. Powstrzymam się od wyrażenia własnej opinii, gdyż uważam, że zarówno "Permanent Waves" a zwłaszcza "Hemispheres" nie odstają poziomem, a wszystkie trzy płyty są w gruncie rzeczy chyba najlepszymi dokonaniami Rush.
Trzecia płyta to już najwyższy czas, aby przekonać się o faktycznej wartości zespołu. Gdybym miał to odnieść do Rush, to formacja byłaby u mnie skreślona. Po raz kolejny bowiem mamy do czynienia z płytą słabą.
Debiutancki album tej kanadyjskiej legendy rocka progresywnego na pewno nie graniem, z którego formacja jest kojarzona. Płyta potwierdza, że początki wcale nie musza obiecywać świetlanej przyszłości.