VooDoo Gods planuje wydać debiutancką EP-kę. Spodziewać się jej możemy
prawdopodobnie w sierpniu tego roku. Muzyka VooDoo Gods to swoiste
połączenie metalu z elementami thrash i death. Teksty kapeli opowiadają
głównie o kulcie Voo Doo, siłach natury, efektach kolonializmu i
chrześcijaństwa.
Już 29 lipca dzięki łódzkiej oficynie wydawniczej Noise Annoys ujrzy
światło dzienne nowa płyta Miguel And The Living
Dead. Będzie to drugi studyjny album tej warszawskiej grupy,
zatytuowany "Postcards From The Other Side" i zarazem pierwszy wydany w
Polsce. Album pojawi się na rynku jako digi pack.
Drugi krążek zespołu - przez wielu uważany za ten lepszy. Czy oby na pewno? W momencie, gdy wychodził on na rynek zaczęto dostrzegać niedociągnięcia poprzedniej płyty. Teraz, z perspektywy lat, słuchacze trochę inaczej patrzą na te wydawnictwa.
Nazwa zespołu została zaczerpnięta z tytułu książki "Yattering & Jack", której nie miałem okazji i nie planuję poznać. W życiu bym nie pomyślał, że zespół o nazwie Yattering gra taką muzykę - death metal byłby ostatnią rzeczą o jakiej bym pomyślał.
Progmetal jest tym gatunkiem, w którym ciężko jest uniknąć porównań do Dream Theater. Dotyczy to również Zero Hour, z tym, że formacja potrafiła sprecyzować swój styl na poprzednich wydawnictwach i być w gronie tych, którzy mają coś ciekawego do zaoferowania.
Vader i jego menadżerowie od samego początku wykazują dobrą znajomość technik marketingowych. "Sothis" jest z pozoru zwyczajną EPką zwiastującą kolejne pełne wydawnictwo.
Mass Kotki - zespół grający muzykę pop wymieszaną z punk rockowymi rytmami. Zespół stonowi łódzko - warszawski żeński duet: Lady Electra (instrumenty klawiszowe) oraz Katiusza (gitara basowa).
The Legendary Pink Dots - powstał w 1980 roku w Ilford w Anglii i był jednym z najważniejszych przedstawicieli nurtu new wave a obecnie również sceny industrialnej. Nazwa grupy, jak twierdzą sami muzycy, narodziła się dzięki autentycznym różowym kropkom, jakie znajdowały się na klawiszach ich ówczesnego pianina. Poprzedni właściciel używał podobno różowego lakieru do paznokci do oznacznia klawiszy.
Nie wiem jak to się stało, że po nieciekawym „Human’s pain” Yattering podpisał kontrakt z Season Of Mist. Mniejsza o to, gdyż perspektywa zaistnienia na świecie chyba zmotywowała muzyków, aby stworzyć coś ambitnego. „Murder’s concept” jest albumem konceptualnym, poruszającym tematykę patologii, zwłaszcza sadyzmu i pedofilii. W parze z ambitnymi tekstami powinna iść także dobra muzyka. Tutaj też jest pies pogrzebany.
W sieci pojawił się nowy clip promujący utwór "Fuck That Shit" z ostatnio wydanej płyty "What The Fuck Is Wrong With You People?". Animowany clip w mrocznej i typowej dla zespolu konwencji na pewno przypadnie do gustu nie tylko fanom Combichrist. Teledysk do obejrzenia w dalszej części artykułu.
I znowu zawaliłem egzamin! Co prawda część teoretyczna poszła mi wyśmienicie – zdobyłem maksymalną ilość punktów, ale cóż z tego, jeśli oblałem na placu. Nie sądzę, aby było to winą mojego lenistwa bądź niestarannych przygotowań, ja po prostu mam pecha.
Krzywdzącym jest twierdzenie, że "prawdziwy" Black Sabbath to ten z Ozzym. O ile Dio jako wokalista został zaakceptowany przez krytykę to Tony Martin już nie. Szkoda, bo "Headless Cross" czy "Cross Purposes" to naprawdę niezłe krążki. Ci, którym te albumy się podobały na pewno nie obawiały się poziomu następcy "Cross Purposes".
To miał być najcięższy i najbrutalniejszy album Cannibal Corpse w ich karierze ... ta, słyszymy to za każdym razem z różnym efektem. Tak się jednak składa, że zarówno "Gore Obsessed" jak i "The Wretched Spawn" miały bardzo skrajne recenzje i budziły zastrzeżenia. Pomimo buńczucznych zapowiedzi "Kill" mało chyba kto wierzył, że powstanie coś niezwykłego.
Znana jest już dokładna data wydania płyty "The Last Sucker" w wykonaniu Ministry .
Ostatecznie premiera krążka nastąpi 21 września nakładem wytwórni należącej do lidera grupy - 13th Planet Records. "The Last Sucker" będzie dostępna ze szczególną holograficzną okładką z wizerunkiem George W. Busha przeobrażąjącego się w gada podczas poruszania hologramem.
Muzyka awangardowa nie jest łatwą w odbiorze, dlatego bardzo ważne jest, aby była dobra. Bardzo niewiele jest zespołów, które potrafią taką muzykę tworzyć - na myśl przychodzą mi Unexpect, Arcturus, Maudlin Of The Well, Kayo Dot czy Sleepytime Gorilla Museum. Nie sądzę jednak, aby francuski Wormfood zagościł w tym gronie.
Słuchając takich zespołów jak Wintersun dochodzę do wniosku, że Children Of Bodom to naprawdę wartościowy zespół mający więcej do zaoferowania niż wirtuozerię gitarową. Nie chodzi o to, że Wintersun jest kiepskim zespołem, ale o to, co tworzy.
Dawno, dawno temu, kiedy death metal stawiał pierwsze kroki, a zespoły chciały grać najszybciej, najbrutalniej i najbardziej technicznie, na scenie pojawił się zespół, który zagwarantował sobie palmę pierwszeństwa przynajmniej w dwóch pierwszych kwestiach. Tym zespołem był właśnie Cannibal Corpse, którzy wbili się na rynek krążkiem "Eaten Back To Life", co wtedy nie było ciężko zrobić.
Od momentu wydania "Tomb Of The Mutilated" zespół wykazywał tendencję zwyżkową poziomu swoich krążków. Nawet zmiana za mikrofonem nie wpłynęła na poziom tworzonej przez zespół muzyki. Niestety, odnoszę nieodparte wrażenie, że "Gallery Of Suicide” tego poziomu nie trzyma. Dlaczego?
Drugi, wydany równocześnie z "Bath" album prezentuje inne oblicze zespołu. Tak jak samo "Bath" było pełne kontrastów, tak te dwa albumy są kontrastem dla siebie. Pomimo, że opierają się na podobnych komponentach to zawierają inną muzykę. Na "Leavin ..." Tak jak samo "Bath" było pełne kontrastów, tak te dwa albumy są kontrastem dla siebie. Pomimo, że opierają się na podobnych komponentach to zawierają inną muzykę. Na "Leaving Your Body Map" znajdziemy tą samą technikę, te same wokale, ten sam sposób aranżacji co na "Bath" - ale wszystko w innej proporcji.
Pięć lat przerwy w działalności i oto kolejne dziecko Sadus. Długi to okres, na pewno wystarczający na to, aby wyciągnąć wnioski z tego co się grało wcześniej. W końcu zmieniły się trendy, a muzyka zmierza do eklektyzmu. Sadus to jednak konserwatyści i ludzie poprzedniego pokolenia, gdyż co najmniej 4,5 roku z tych 5 spędzili na letargu.
Nieustająca supremacja Iron Maiden na poletku heavymetalowym spowodowała, że pomimo wydania pięciu albumów Accept nie był zespołem na tyle rozpoznawalnym i popularnym jak zespoły angielskie. Jak się okazuje ciężka praca się opłaciła. Płyty "Breaker", "Restless & Wild" oraz "Balls To The Wall" prezentowały bardzo przeciętny poziom, a ta ostatnia nawet kiepski, ale definiowały styl zespołu.
Fear Factory bezsprzecznie kojarzony jest z nowoczesnym graniem, by nie rzec komercyjnym jaj na metalowe realia. Co młodsi fani znający zespół z ich młodszych wydawnictw mogą się zdziwić, że ich pupile grali kiedyś zupełnie inaczej.
0 Nie jest tajemnicą, że sukces motywuje. Dlatego po bardzo dobrym krążku "Metal Heart" Accept poszedł za ciosem i w rok potem wydał "Russian Roulette". Krążek utrzymany jest w podobnym stylu do poprzedniczki i wbrew popularnej tendencji do nagrywania gorszych "kontynuacji" otrzymaliśmy równie dobry, a może nawet lepszy krążek.
Geniusza można poznać po tym, że ma nierówno w głowie poukładane, potrafi stworzyć coś genialnego, ale potrafi też i sknocić coś doszczętnie. Aż dziw bierze z jaką precyzją muzycy Morbid Angel przyłożyli się do "Gateways To Annihilation". Czy "Heretic" powtórzy ten sukces? Wątpię.
Aztec Jade to praktycznie nieznany w Polsce zespół progmetalowy. Po zawartości tego krążka trzeba powiedzieć, że albo progmetal to bardzo szerokie pojęcie, albo też ktoś usilnie starał się zaszufladkować tą formację. Nie chodzi tu wcale o to, że Aztec Jade tworzy bardzo bogatą muzykę - wręcz przeciwnie, o wiele bliżej im do bardziej komercyjnych dokonań Queensryche i Fates Warning. Raczej próżno szukać tu wyrafinowanych, skomplikowanych struktur, popisów instrumentalnych czy czegoś wyjątkowego. Utwory mają bardzo piosenkowy charakter i jedynie pewne rozwiązania rytmiczne nasuwają skojarzenia z progmetalem.