Aztec Jade to praktycznie nieznany w Polsce zespół progmetalowy. Po zawartości tego krążka trzeba powiedzieć, że albo progmetal to bardzo szerokie pojęcie, albo też ktoś usilnie starał się zaszufladkować tą formację. Nie chodzi tu wcale o to, że Aztec Jade tworzy bardzo bogatą muzykę - wręcz przeciwnie, o wiele bliżej im do bardziej komercyjnych dokonań Queensryche i Fates Warning. Raczej próżno szukać tu wyrafinowanych, skomplikowanych struktur, popisów instrumentalnych czy czegoś wyjątkowego. Utwory mają bardzo piosenkowy charakter i jedynie pewne rozwiązania rytmiczne nasuwają skojarzenia z progmetalem.
Aztec Jade to kolejna kapela usiłująca naśladować czołowych przedstawicieli gatunku. Tym razem jest jednak wybitnie nieciekawie i poniżej przeciętnej. Zespół praktycznie nie ma nic do zaoferowania, do tego jest wtórny i nawet to robi bez gracji. Szczerze odradzam zapoznawanie się z tym zespołem, gdyż będzie to kilkadziesiąt minut wyciętych z życiorysu.
Wydawca: Steelheart (2002)