Każda kolejna płyta Red Hot Chili Peppers to wielkie wydarzenie muzyczne. Od czasu wielkiego sukcesu komercyjnego "Blood Sugar Sex Magic" kwartet zaczął odchodzić od zadziornego funkowego grania na rzecz nieco bardziej śpiewnych melodii, co udowodnił chociażby na płycie "One Hot Minute".
Z cyklu "perły z lamusa" chciałbym zaprezentować bardzo ciekawe wydawnictwo włoskiego Asgard, którego nazwa nie ma nic wspólnego z polskim Asgaard. Półtora dekady temu, na Półwyspie Apenińskim działał bowiem zespół, którego twórczość po dziś dzień budzi sporo kontrowersji.
Druga spośród wydanych przez Therion w tym samym roku płyt jest chyba tą mniej eksperymentalną częścią podwójnego wydawnictwa. "Sirius B" przynosi jedenaście kawałków, które raczej są bardziej osadzone w nowszej stylistyce zespołu. Krążek jest więc bardziej symfoniczny od "Lemurii", zdecydowanie więcej tu chórów, a mniej heavymetalowego pitolenia.
W trzy lata po wydaniu "Secret Of The Runes" Therion powrócił z dziełem, które z miejsca zebrało same najwyższe noty. Szwedzi nagrali dwie płyty - "Lemuria" i "Sirius B", które zostały wydane w tym samym czasie. "Lemuria" jest pierwszą i chyba tą lepszą z nich, choć po zapoznaniu się z tymi wydawnictwami nie jestem do nich tak przychylnie nastawiony.
Da się zauważyć pewną tendencję, że młode zespoły zazwyczaj z płyty na płytę grają coraz ciężej, by w pewnym momencie dokonać zwrotu w stronę lżejszego grania. "Aegis" był właśnie kolejnym krokiem w stronę łagodności. Theatre Of Tragedy powróciło z płytą, na którą składa się dziewięć kobiet, a właściwie dziewięć utworów, których tytuły są damskimi imionami.
Norwegowie z Theatre Of Tragedy przekonali mnie do siebie za sprawą wydanej w 2000 roku płyty "Aegis", na której zespół odszedł od depresyjnego grania, na rzecz nieco bardzie stonowanych klimatów. EPka "A Rose For The Dead" została wydana zaledwie trzy lata wcześniej i była ostatnim doomowym wydawnictwem zespołu.
Choć już wcześniej Samael przejawiał swoją odmienność, to chyba mało kto się spodziewał, że ten szwajcarski zespół wypłynie na szersze wody i stanie się jednym z najważniejszych reprezentantów gatunku.
Drugi album Samuel kontynuuje to co było zapoczątkowane na "Worship Him". Szwajcarzy, chyba zwęszyli swoją szansę w tym, że raczej nikt nie uprawiał black metalu w wolnym wydaniu.
Drugi i ostatni album Holendrów, na którym śpiewa mężczyzna. Tak jak i Paradise Lost za sprawą "Icon" poszli w inną stylistykę, tak i Holendrzy odeszli od typowego doom metalu.
The Gathering jest przede wszystkim kojarzony ze świetną wokalistką Anneke Van Gierbergen. Warto jednak pamiętać, że początki zespołu były jednak bardzo odmienne od tego co zaspół zaczął tworzyć od drugiej połowy lat 90-tych.
Po świetnie przyjętym i bardzo mocnym krążku jakim był "Mandylion", The Gathering w dwa lata potem powrócili z kolejną płytą. Jako, że zwycięskiego składu się nie zmienia, to album ten wielkich zmian nie przynosi. Jest on jednak inny od poprzedniego pod kilkoma względami.
Zanim światło dzienne ujrzała płyta "Passage" Samael wypuścił na rynek EPkę "Rebellion". Płyta zawierała pięć nowych utworów plus miksy do utworu "Into The Pentagram". Słychać, że Szwajcarzy zmierzają do coraz lżejszego grania. W zasadzie nie ma tu już domowych naleciałości, za to jest jeszcze więcej klawiszy. W porównaniu z poprzednimi płytami brzmienie uległo znacznej poprawie. Muzyka Samael zyskała jeszcze więcej szlachetności poprzed oczyszczenie brzmienia i wyzbycia się surowości.
Włoski Madsword to szerzej nieznany reprezentant progmetalu. Formacja działała gdzieś na uboczu czego efektem jest jedyny studyjny album grupy - "The Global Village". Krążek przynosi dziewięć kawałków stylistycznie mieszczących się gdzieś pomiędzy nowszymi dokonaniami Fates Warning oraz Pain Of Salvation z małą domieszką lekkości Pendragon.
"Passage" był nie tylko szokiem dla ortodoksyjnych fanów metalu, ale zarazem był płytą genialną i jednym z najbardziej nowatorskich wydawnictw wszechczasów jeśli chodzi o ciężkie granie. Przed nagraniem kolejnej płyty, która miała iść dalej eksperymentalną drogą, Samuel wypuścił kolejną EPkę, którą chciał wyczuć oczekiwania słuchaczy.
Każda kolejna płyta Ayreon jest wielkim wydarzeniem muzycznym. Tym razem apetyty były jeszcze większe, gdyż poprzednia płyta "The Human Equation" zbierała pochlebne opinie i w oczach wielu jest jedną z lepszych i ważniejszych płyt metalowych ostatnich lat. Cztery lata czekania, na następcę naszprycowanej gwiazdami płytki nie okazały się daremne.
Ponad półtora dekady temu mieliśmy w kraju dwa zespoły, które powinny były zaistnieć na światowym rynku, ale niestety nie dane im to było i dość szybko skończyły swój żywot. Pierwszym z nich był Armagedon, a drugim Magnus.
I.A. Serpentor to jednen z najprężniej działających umysłów na polskiej scenie dark ambient. Niedawno premierę miała jego druga płyta - "Onoskelis". Korzystając z okazji postanowiłam zadać muzykowi kilka nurtujących mnie pytań. Poniżej zapis rozmowy z artystą.
Elektro Jugend Kollektiv - londyński duet reprezentujący mieszankę industrialu z power noise. Zespół powstał w 2005 roku jednak jego członkowie od ponad dekady aktywnie uczestniczą w różnych ambientowych i industrialnych projektach.
Square eXtension - projekt eksperymentalno-industrialny założony w 2006 roku przez Gisha i Dziama. Zespół prezentuje mocno zakręcony, psychodeliczny, narracyjny industrial, gdzie szumy, trzaski, szelesty, współistnieją z dżwiękami perkusji, basu oraz ekspresywnymi formami narracji słownej. Projekt wprowadza słuchacza w świat dźwięku i obrazu, gdzie nie ma miejsca na konwencje czy zwrotkowo-refrenowe podziały.
The Void Of Nul Haide - warszawski projekt electro-industrialny. Powstał wiosną 2003 roku z inicjatywy Ravnena i Decetha. Od początku działalności projekt starał się nie zamykać na jeden gatunek. W twórczości duetu electro swobodnie przeplata się z elementami industrialu, EBMu i power noise'u.
Jak co
dzień rano usiadłam z kubkiem gorącej herbaty przed oknem. To zaskakujące jaki
świat może zdawać się uśpiony i pusty około 6.30, gdy gdzieś w oddali słychać
jedynie nieśmiało mruczący samochód lub niechętnie ruszający tramwaj.
Ludzie nie przypominają ludzi, w każdym razie nie tych codziennych. Są raczej
jak dusze w letargu poszukujące czyśćca. Czytając rysy ich twarzy
niejednokrotnie wydaje mi się , że o raju dawno już zapomnieli.
Są ludzie, którzy potrafią znaleźć inspirację w prostej codzienności. Jednak, tak jak zwykłe oczy potrzebują światła, by cokolwiek dostrzec, oczy jej jaźni są wrażliwe tylko na szczęście i gorycz. Tylko wtedy jej wewnętrzny świat zaczyna przybierać barwy. We wszystkich innych chwilach jest szary, mdły. Tej jesiennej nocy jej dusza szlocha, nieco zagłuszana szelestem opadających z wiatrem liści. Tej nocy nie pada deszcz, który mógłby przemyć krwawiące serce. Tej nocy nuża pióro w atramencie łez i krwi i pisze.
(to opis dialogu dwóch osób z których jedna odpowiada rzeczowo bo ma dość swego życia...)