Po wydaniu "Battles In The North" wydawać by się mogło, że kariera zespołu powinna rozwinąć się błyskawicznie. Formacja prezentowała bardzo oryginalne i świeże podejście do black metalu, jednocześnie będąc mocno osadzona w tym gatunku. Nic dziwnego, że zarówno fani jak i krytyka byli ciekawi co zespół pokaże na swoim kolejnym albumie.
Co więcej - zespół zapowiadał, że będzie to bardzo techniczny album.
Muzyka, jaką reprezentuje Into Eternity jest ciężkim orzechem do zgryzienia. O ile pierwszy album przeszedł bez echa, o tyle kolejne krążki szybko zaskarbiły sobie szacunek w oczach zachodniej krytyki. Rozpisywano się o unikalności zespołu, o oryginalnym podejściu do death metalu lub progmetalu - jak kto woli, bo właśnie w tych rejonach muzycznych porusza się ta formacja.
Nie mogąc przebić się na rynku ze swoją wizją hard rocka, Pantera odważyła sie poczynić bardzo drastyczny krok i zmienić styl muzyczny. Jak sie miało okazać, zabieg ten pozwolił zespołowi nie tylko zostać zauważonym, ale i stać sie jednym z najlepszych i najpopularniejszych zespołów metalowych wszechczasów.
Kto by się spodziewał, że Holendrzy wykonają tak ogromny krok naprzód. Pierwsze dwa krążki, choć znalazły spory oddźwięk wśród krytyki i publiczności były na dosyć marnym poziomie. Zespół opuścił wokalista Van Drunen, a za mikrofonem stanął Patrik Mameli, który także obsługiwał gitarę. Ponadto zwerbowano utalentowanego basistę Tony'ego Choy'a. W tym oto zestawieniu, z drugim gitarzystą Uterwijkiem i perkusistą Foddisem, Pestilence nagrało album, który po dziś dzień jest wymieniany jako kanon technicznego death metalu.
Często zachwycamy się zespołami, których muzyka z płyty na płytę ewoluuje łamiąc kolejne granice. Nie mam jednak najmniejszych wątpliwości, że Pestilence jest tym zespołem, którego muzyka rozwijała się najszybciej. Zaczynali od niezbyt ciekawego thrash/death metalu, poprzez standardowy death metal, aż po techniczna jego odmianę. To jednak, co prezentuje zawartość "Spheres" przerasta najśmielsze oczekiwania.
Od dawien dawna przymierzałem się do napisania recenzji tego albumu, ale każdorazowo miałem wrażenie, że to zadanie mnie przerasta, nie wiem od której strony zacząć rozkładać tenże krążek na czynniki pierwsze. Do tej pory to przeświadczenie ima się mnie, ale trzeba wziąć poprawkę na fakt, że The Cure jest zespołem wyjątkowym i niepodrabialnym, posiadającym swój nie dający się jednoznacznie zaszufladkować styl.
Oto na scenie metalowej rozbłysła nowa gwiazda, która oby lśniła jak najdłużej. Debiutancki krążek młodych deathmetalowców z Krosna swoją zawartością wzbudził zainteresowanie nie tylko polskiej ale i zagranicznej prasy. Zaskakuje mnie już sam fakt, że Decapitated wpadło pod skrzydła Wicked World - filii legendarnego Earache. Już ten fakt, może sugerować, że w zespole jest ogromny potencjał.
Portugalska formacja Moonspell wystąpi w kwietniu 2007 na czterech koncertach w Polsce. Mroczne brzmienie, ujmująca melodyka i przeszywające wokale dały grupie status jednego z ważniejszych przedstawicieli klimatycznego i gotyckiego metalu. Podczas Nocturnal Morning Tour w październiku i listopadzie br. kapela zagrała w Ameryce, z końcem marca roku przyszłego pojawi się na koncertach w Europie.
Kolejny konkurs na DarkPlanet.
Tym razem mamy dla Was plakaty promujące koncerty AnjaO Solo - kameralnego, elektronicznego projektu Anji Orthodox z Closterkellera.
Plakaty z autografem artystki otrzymają pierwsze 4 osoby, które wyślą swój nick oraz imię i nazwisko na mailowy adres redakcji: info@darkplanet.pl.
Już pod koniec lutego pojawi się dokumentujące trasę koncertową DVD/CD niemieckiej grupy Helloween, które będzie nosić tytuł "Keeper Of The Seven Keys: The Legacy World Tour 2005/2006: Live On 3 Continents". Materiał zebrany do tego nowego wydawnictwa pochodzi z trasy promującej krążek "Keeper Of The Seven Keys - The Legacy".
Debiutancki album Iperyt był jedną z najbardziej oczekiwanych przeze mnie płyt w tym roku. Po usłyszeniu EPki "Particular Hatred" stałem się wyznawcą muzyki tworzonej przez ten zespół, natomiast "Totalitarian Love Pulse" słucham codziennie, bez wyjątku od około dwóch tygodni i nadal nie mogę doszukać się w niej niczego, do czego można by się przyczepić.
Moja podróż na koncert zaczęła się już w środę wyjazdem do Szczecina, gdzie mieszka mój kuzyn, wielki fan Żelaznej Dziewicy. Następnego dnia rano ruszyliśmy do Niemiec. Mieliśmy wynajęty hotel ok. 20km od Dortmundu w miejscowości Schwerte. W dzień koncertu ok. 16 ruszyliśmy pod halę, gdzie miał odbywać się koncert. Łatwo znaleźliśmy kompleks Westfalenhalle (jest tam ok. 8 hal!). Wprawdzie parking jeszcze był pusty, jednak przed wiejściem oraz przy stoisku z oficialnymi gadżetami tłoczyło się sporo osób. Okazało się, że jednym z obsługujących stoisko jest Polak. Kupiliśmy wspólnie z kuzynem kilka koszulek, zapakowaliśmy do samochodu... Następnie wycieczka na miasto, aby zjeść co nieco i kupić parę browców do hotelu (ceny hotelowe są straszne). Ok. 19 weszliśmy do hali, zwiedziliśmy ją dokładnie, łącznie z gadżetowymi stoiskami (przed wejściem wszystkie gadżety nie były wystawione).