Kto by się spodziewał, że Holendrzy wykonają tak ogromny krok naprzód. Pierwsze dwa krążki, choć znalazły spory oddźwięk wśród krytyki i publiczności były na dosyć marnym poziomie. Zespół opuścił wokalista Van Drunen, a za mikrofonem stanął Patrik Mameli, który także obsługiwał gitarę. Ponadto zwerbowano utalentowanego basistę Tony'ego Choy'a. W tym oto zestawieniu, z drugim gitarzystą Uterwijkiem i perkusistą Foddisem, Pestilence nagrało album, który po dziś dzień jest wymieniany jako kanon technicznego death metalu.
Uwagę słychaczy powinien zwrócić fakt, że wokal jest bardzo agresywny, a zespół nie gra szybko. Niestety Foddis na stanowisku perkusisty wypada dosyć blado w porównaniu z Reinertem, Hoglanem czy Flynnem. Momentami odnosi się wrażenie, że brakuje trochę urozmaicenia. W muzyce wyczuwa się mnóstwo miejsca, gdzie aż się prosi o jakiś fajerwerk techniczny. Kolejnym mankamentem jest mnóstwo niepotrzebnych wstawek poprzedzających każdy utwór. Słuchanie bijącego serca, jęków i innych odgłosów do ciekawych nie należy, a jedynie wybija słuchacza z rytmu.
Niemniej jednak "Testimony Of The Ancients" jest albumem dobrym, może nie tak genialnym jak "wielka trójca", ale pokazującym pewne wizjonerstwo. Niewątpliwie zespół przebijał wówczas zdecydowana większość konkurencji swoim poziomem i nie dziwi mnie fakt stawiania go obok największych tuzów gatunku.
Wydawca: Roadrunner Records (1991)