Zespół visual kei Ant1nett, tworzony przez byłych członków Sanbiki i znany wcześniej jako Runa, rozpoczął światową trasę koncertową, która nie ominie również Polski. Grupa zagrała najpierw w Los Angeles, po czym ruszyła na podbój m.in Meksyku i Europy. Zespół wystąpi już za kilka dni, 17 grudnia, w warszawskiej Progresji. W roli supportu zobaczymy polski BatstaB.
Les Fragments de la Nuit to pięknie rozkwitający zespół, założony w 2005 roku przez dwóch muzyków. Byli to: Ombeline Chardes (skrzypce) i Michel Villar (pianino). Obaj panowie zajmowali się tworzeniem ścieżek dźwiękowych do filmów. Żeby móc grac swoje utwory na scenie, postanowili założyć kwintet, składający się z trzech par skrzypiec, wiolonczeli oraz pianina. Ich pierwsze dwa albumy wydane kolejno w 2008 (Musique Du Crépuscule) i 2010 roku (Demain C'etait Hier) przywitane zostały z wielkim żarem i zafascynowały publiczność na festiwalach takich jak Wave Gotik Treffen w Lipsku, Summer Darkness w Utrecht oraz Denovali Swingfest w Essen.
Sharon Osbourne poszła w ślady swojego męża Ozzy'ego i napisała kolejną książkę. Nie jest to jednak jej następna autobiografia ani wspomnienia o kontrowersyjnej rodzinie Osbourne'ów, lecz prawdziwa powieść z krwi i kości. Sharon brała już udział w reality show "Rodzina Osbourne'ów", jest też obecnie jurorką w amerykańskiej edycji programu "Mam talent!" i podobnie jak wiele innych celebrities, było to tylko kwestią czasu zanim spróbowała swoich sił w pisaniu beletrystyki. Jej debiut powieściowy to przepełniona seksem, narkotykami i złudną magią świata Hollywood historia dwóch sióstr, które trafiają do show - biznesu i poznając bezwzględne reguły w nim panujące, z przyjaciółek stają się największymi rywalkami.
Takie ogromne wydarzenie, jakim był tegoroczny Thrashfest, nie mogło ominąć w tym roku naszego kraju. Mimo tego, że nad tym koncertem wisiało widmo odwołania z powodu zawirowań wokół polskiego promotora, to jednak wszystko dobrze się skończyło i śląska ziemia raz jeszcze stała się prawdziwą mekką dla każdego szanującego się metalowca, a zwłaszcza thrashera.
Trent Reznor, założyciel i lider kultowego rockowo-industrialnego zespołu Nine Inch Nails, na antenie Radia BBC przyznał, że w 2012 roku planuje rozpocząć prace nad nowym krążkiem formacji. Obecnie Reznor szykuje się do wydania ścieżki dźwiękowej do filmu "Dziewczyna z tatuażem", jednak już od jakiegoś czasu myśli o nowym projekcie z NIN. Sam przyznał: "Oczywiście, że chcę znów zrobić coś z NIN. Planuję spędzić sporą część roku na komponowaniu tego właśnie materiału. Zobaczymy, co z tego wyjdzie".
To była najbardziej wyczekiwana przeze mnie tegoroczna premiera. Dwa lata temy kanadyjscy thrashmetalowcy z Vektor przewrócili mój świat magicznym albumem "Black Future", który dobitnie dowodził tego, że na thrashmetalowym poletku jest jeszcze coś do odkrycia. Ciężko więc było mi oczekiwać po zespole, który jest "na fali", że kolejne wydawnictwo nie spełni moich oczekiwań. Z drugiej strony ciężko jednak mi było sobie wyobrazić jak muzycy Vektor będą chcieli rozwijać myśl szalenie nonszalanckiego i pełnego przepychu "Black Future". Wydawało mi się, że bardziej wariackiego materiału nagrać już nie można.
Ledwie cztery miesiące minęły od koncertu bogów death metalu w katowickim Spodku, a już objawili się z powrotem w naszym wszechwierzącym kraju. W swojej bałwochwalczej wierze nie mogłem opuścić tego wydarzenia i w czwartkowy wieczór, parę minut po dziewiętnastej stawiłem się w Progresji aby celebrować to nabożeństwo.
Zawsze do każdej kontynuacji podchodzę z lekkim dystansem. Zastanawiam się czy nie będę obcować z marną kopią części pierwszej i czy zwyczajnie nie stracę czasu. Wydawnictwo Otwarte idąc za ciosem postarało się o drugą część „Pieśni Serafinów” amerykańskiej pisarki Anne Rice pt. „Kuszenie”. O ile wiedziałam, że będę mieć do czynienia z doskonałym językiem i operowaniem słowa przez znamienitą pisarkę, tak już nieco bardziej obawiałam się samej opowieści.
Ostatnio sporo się dzieje wokół mnie i spostrzegłam jedną ważną cechę u siebie,której w zasadzie nie spodziewałam się ujrzec...W zasadzie uważam się za osobe tolerancyjną..Jednak (może z racji,że mam wiecej czasu obecnie na obserwacje i przemyślenia) zauważyłam,że jestem cholernie nietolerancyjna w stosunku do osób nietolerancyjnych.W myśl głoszonej tezy jak to wszystko mogę przyjąc na "klatę" ,nie jestem w stanie grzecznie i obojętnie powiedziec -"a tak oczywiście masz prawo tak myślec ,czy robic".Owszem mogę to powiedziec,ale z jadem rasowej kobry.Gdzie kończy sie granica tolerancji? Czy taka wogóle istnieje? Wiadomo,że pewną rolę w tym wszystkim odgrywa subiektywne postrzeganie "dobra" i "zła"..A może po prostu muszę przyznac,że jestem jednak nietolerancyjna? :)
Wczoraj około godziny 23:00 ktoś zamieścił filmik pt: "Co kupiłby Jezus?" W chwilę później jednak zniknął, a z jakiego powodu to nie wiem. Może był za długi, bo trwał prawie godzinę i moderator stwierdził, że i tak nikt go nie obejrzy. A może to osoba, która zamieściła, sama później go skasowała? W każdym razie trochę szkoda, bo tematyka filmu całkiem na czasie. A o czym właściwie? O zakupowej przedświątecznej gorączce. O paranoicznej manii kupowania przez amerykanów. Kiedyś podobny film widziałam, tylko był o sieci marketów "Wallmart", o tym jak kosi konkurencje w Stanach Zjednoczonych sprzedając tanie chińskie produkty, przez co rodzime firmy upadają.
Natomiast ten film jest ogólnie o tym, jak to pomimo kryzysu i rosnącej biedy, amerykanie dalej kupują niepotrzebne im rzeczy, zaciągając pożyczki na potęgę, jak uzależnieni zakupoholicy. Nie bardzo bowiem obchodzi ich co, byle cokolwiek kupić, by mieć coś nowego.
Nie wiem dokładnie kiedy ten film został nakręcony, jednak to co ostatnio dzieje się na świecie być może odmieni ten chory konsumpcjonizm bezmyślnych amerykanów. Ludzie wreszcie zaczęli wychodzić na ulice, protestują pod "WallStreet", okupują domy, które banki odebrały zadłużonym klientom. Jest nadzieja, że ludzie po prostu budzą się z tego matriksa, mają dość złodziejstwa i wykorzystywania. Dość lichwiarstwa i haraczy.
Tylko zostaje pytanie, czy to cokolwiek zmieni, czy przeciętny, durny Amerykanin, nie da się znów czymś omamić?