Owe granice były jednak rozmyte, błąkały się niczym nocne zjawy, nieporównywalne do granic ludzkiego świata. Wewnątrz działała machina zła. Powstały tam miliony artefaktów z przeszłości, które miały trafić do wybranych w wiekach późniejszych. Całym przedsięwzięciem kierował On, którego imienia nikt nie znał. Sam określał się mianem „syna zła”. Tego zła, które było stwórcą czarnej otchłani. Był on istotą niby-ludzką, posiadał ciało, lecz nie posiadał duszy. Przemierzał różne zakątki pod postacią czarnej płachty podobnej do nietoperza. To właśnie w takiej formie ludzkie istnienia widziały go niejednokrotnie na niebie. Szukał i węszył. Jego pragnieniem było zjednać sobie cały świat i umieścić go w czarnej otchłani, wprawiając ją w ruch. Należy tutaj wspomnieć, że ta otchłań była martwa. Nie licząc artefaktów, nie było tam niczego. Syn zła był samotny. Wiecznie sam! Tylko te artefakty oddzielały go od stworzeń z Taragonu. Niczym strzała wszystkie zostały „wysłane” w krainy należące do tego królestwa. Zrobił to nie kto inny jak On. Potrzebował ludzi-marionetek, którzy wypełnialiby jego polecenia. Część artefaktów trafiła do zupełnie przypadkowych osób, ale w jednym przypadku znalazła właściciela, który miał za zadanie zniszczyć to, co syn zła rozpoczął na długo przed narodzinami tej istoty. A był nią mały gnom górski o imieniu Dabar. Inna opowieść mówi o jego przygodach, jakie przeżył w poszukiwaniu czarnej otchłani i zniszczeniu zła; inna o jego pochodzeniu. Ta druga jest niejasna i znają ją tylko taragońscy Paladyni. Jeden z nich, Lazarus, dotrzymywał towarzystwa temu dzielnemu gnomowi w walce ze złem. Bardowie opiewają w swych pieśniach ich liczne przygody, będące kanwą do jakiegoś większego dzieła. Może ktoś kiedyś spisze te przygody i będą się w nich zaczytywać i młodzi, i starzy.
Dabar był w posiadaniu srebrnej czaszki wielkości monety. Był to główny artefakt czarnej otchłani. Należał do syna zła, niepokonanego pana swego terytorium. Srebro pochodziło w wiecznej otchłani, pramatki czarnej otchłani. Z pozoru było srebrne, ale pod wpływem światła księżyca miało siłę magiczną. Tylko nieliczni mogli w niej zobaczyć „czarne” światło. Gnom tego zobaczyć nie mógł, był zwykłym gnomem górskim, nieznającym zasad i praw magii. Czaszka dumnie reprezentowała swego władcę w wielu aspektach złego życia. Śmiertelnik porównałby ją do nasienia Szatana, ale sama w sobie nie była artefaktem z piekła. To, że należała do syna zła, nie oznaczało, że jest piekielna. Puste oczodoły przeszywały właściciela przedmiotu, potęgując moc, jaka drzemała w czaszce. Dało się słyszeć szepty i głosy, czasem donośne, innym razem subtelniejsze. Był to efekt tego, gdzie czaszka powstała. W czarnej otchłani nie było żadnych dźwięków, dlatego syn zła chciał na siłę sprawić, by one zaistniały w jego świecie. Stąd przemożny wiatr wiejący od morza – wiernego przyjaciela Dabara. Ta mała istota nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji i niebezpieczeństwa jakie na siebie zrzuciła. Także nazwa statku nie była przypadkiem…
„Otchłań” zdawała się być statkiem wiecznym, nigdy nie odchodzącym w zapomnienie. Lecz to wieczna otchłań była głównym promotorem jego powstania. Doszukiwać się w nim należy sił zła, jednakże to syn zła tchnął w niego magiczną siłę. Niestety, nie przewidział, że srebrna czaszka trafi do istoty pływającej na „Otchłani”. Kiedy paladyn Lazarus o wszystkim się dowiedział, postanowił działać. Wiele czasu zabrało mu zdobycie wszelkich informacji dotyczących owego artefaktu, jak i sił zła. Nie tracąc chwili do stracenia, udał się na poszukiwanie gnoma, by go uchronić przed złem. Czuł sympatię do tych stworzeń, więc wyjścia za bardzo nie miał. A że miał okazję poznać jednego z kompanów Dabara, znalezienie go było kwestią czasu. Razem udali się w długą podróż, wartą do opowiedzenia. Szukali, walczyli, zjednywali wrogów. Bardzo się do siebie zbliżyli i zostali potem przyjaciółmi. Nie rozstawali się na dłuższy czas, zawsze sobie pomagali w trudnych chwilach. Ich przygody zna cały Taragon. Znani są w każdym zakątku, nawet w tych, które Dabar odwiedził na początku swych rejsów „Otchłanią”. Nazwa statku jak wiadomo wzięła się od nazwy obu otchłani.
To taka krótka historia tego, jak powstała srebrna czaszka i do kogo należała. Więcej jest w niej zła, aniżeli w całym Taragonie. To, czy została zniszczona wiedzą tylko nasi dwaj wspaniali przyjaciele – Dabar i Larazus. Jeśli chcesz się tego dowiedzieć – możesz zapytać któregoś z nich lub czekać na historię przez nich opowiedzianą. Nie ma innych opcji. A więc…?