Rozmawiając z ludźmi można usłyszeć szereg różnych opinii o Marduk. Jedni ich kochają i mówią, że Marduk jest bezkonkurencyjny na blackowej scenie. Inni ich cenią, ale potrafią wymienić szereg innych, bardziej wartościowych zespołów w gatunku. Są też tacy, którzy uważają Marduk za bezsensowną nawalankę, lub też tacy, którzy twierdzą, że jak się zna jedną płytę zespołu to się zna całą dyskografię. Choć te opinie są sprzeczne, to każda z nich ma źdźbło prawdy w sobie.
Smutne jest jednak to, że album jako całość intryguje, ale gdy rozkładamy go na czynniki to sytuacja nie jest już tak różowa. Jak wspomniałem wcześniej - Marduk w ogóle nie rozwinął się instrumentalnie. W zasadzie cała pierwsza część albumu mogłaby się znaleźć na "Heaven Stall Burn …", gdyż to właśnie jest taka stylistyka. Nawet jeśli chodzi o pisanie kawałków - zwłaszcza tych szybkich, to progresu też nie widać. To właśnie ta druga część płyty ratuje to wydawnictwo przed totalnym autoplagiatem.
Co jednak nie mówić, to trzeba przyznać, że jest to najciekawsze dzieło Szwedów, a już na pewno najbardziej urozmaicone. Gdybym miał polecić komuś kto nie słyszał Marduk jakąś ich płytę to byłby to właśnie "Nightwing".
Tracklista:
01. Chapter I - Dictionanaire Infernal: I: Preludium
02. II: Bloodtide (XXX)
03. III: Of Hell's Fire
04. IV: Slay The Nazarene
05. Chapter II - The Warlord Of Wallachia: I: Dreams Of Blood And Iron
06. II: Dracole Wayda
07. III: Kaziklu Bey - The Lord Impaler
08. IV: Deme Quaden Thyran
09. V: Anno Domini 1476
Wydawca: Osmose Records (1998)