Na wielkim omszałym pniu siedział człowiek w czarnej szacie. Nie było widać twarzy. Mówił do niewielkiej szklanej kuli, którą trzymał w ręku. Było w niej widać czyjąś twarz. Była tak mała, że mieściła się w ręce.
Do namiotu wszedł kapitan Carnack. Był wysokim, barczystym mężczyzną, który ledwie mieścił się w wejściu. Nic dziwnego, że zyskał przydomek Niedźwiedź.
Michał! Michał? Czy to Ty? Nie... Odpowiada mi tylko głucha cisza. Słyszę jak mi dzwoni w uszach i jest to dźwięk, który mnie przeraża. Czuję jak zimne macki samotności oplatają moją duszę. Ciemność i strach nacierają z zewsząd. Dlaczego? Po co pytam, przecież wiem dlaczego! Lecz... to mnie właśnie tak boli... Odpowiedź, ta straszliwa i przerażająca odpowiedź brzmi: niema Cię.
Nigdy nie byłam taka, jak moje rówieśniczki, zawsze odstawałam od reszty i trzymałam się z boku. Mówiono o mnie "dziwoląg", "wariatka". Ale też nie zachowywałam się tak, jak inni.