Nakładem wytwórni Putrid Cult ukazała się pierwsza płyta Waroath. Projekt, którego filarami są Adrian z Empheris i człowiek tysiąca zespołów – Wened, miał do tej pory na koncie dwie demówki i jeden split. Album „Infernal Tortures Blades” nie jest jednak wyjściem z cienia, bo właśnie pozostanie w cieniu głębokiego podziemia jest podstawową wartością tej muzyki. Wszystko musi więc być nie tylko złe i obskurne, ale też bardzo prymitywne i pozbawione jakiejkolwiek ogłady. I takie właśnie jest.
A gdy do Bruce’a Dickinsona dołączył Adrian Smith wydarzył się wypadek. Tak zwany cud narodzin. „Accident Of Birth” to piękny heavy metalowy wyskok z łona, sięgający aż gwiazd i otwartego kosmosu, po którym podróżujemy w świetlnych arteriach melodyjnych gitar i w towarzystwie jeszcze bardziej dźwięcznego śpiewu. Stąpamy rozważnie i dostojnie, aż docieramy do prawdziwych szczytów apokalipsy i dróg prowadzących wprost do piekła.
Nagranie pierwszej płyty zajęło Iron Maiden pięć lat, a już rok później gotowy był drugi album „Killers”. Okazało się jednak, że większość zawartych na nim piosenek to stare nagrania, powstałe jeszcze przed debiutem. Czy to znaczy, że gorsze? Może z punktu ówczesnej hierarchii wartości twórców tak, ale z perspektywy czasu zupełnie tego nie widać. Wzbogacona o takie szlagiery jak „Murders In The Rue Morgue” i „Killers” płyta z miejsca stała się hitem i otworzyła zespołowi drzwi do światowej kariery.
„Mam nadzieję, że trzeciej EPki nie będzie, a następna będzie płyta.” Tak trzy lata temu zakończyłem recenzję EP Hellvoid „Eyes Of The Lucifer”. No i stało się. Właśnie trzymam w ręku najnowsze dzieło gdyńskiej formacji „Bass ‘N’ Roll Vol. 1”. W tym czasie zespół wymienił połowę składu na perkusję pozyskując Piotra Czacharowskiego, a na bas rytmiczny Adriana Jegorowa. Trzon kapeli tworzą zaś Mateusz Karsznia na wokalu i Maciej Bardo jako basista prowadzący. Tak, tak dobrze widzicie. Hellvoid to jazda na dwa basy.
Z perspektywy czasu widać, że „Cruelity And The Beast” zakończyło pierwszy etap działalności Cradle Of Filth, a „Midian” jest nowym otwarciem. Zespół rozwinął swój styl i pozyskał znane nazwiska. Do składu powrócił Paul Allender, a dołączyli do niego także Martin Powell znany z My Dying Bride i Adrian Erlandsson z At The Gates i The Haunted. Wszystko stawało się szersze, bogatsze i robione z coraz większym rozmachem.
„Featuring Nagash from Dimmu Borgir” krzyczy, umieszczony na czarnym, odwróconym krzyżu, napis, naklejony na pudełku, kupionej onegdaj za 13,50zł kasety Carpe Tenebrum „Majestic Nothingness”, o czym z kolei informuje naklejka z drugiej strony pudełka. Faktycznie Nagash jest tu wokalistą, ale Carpe Tenebrum to projekt Astennu, który zresztą wtedy też był już u progu swojej krótkiej kariery w Dimmu Borgir. To on obsługuje wszystkie gitary, klawisze, a także automat perkusyjny. Skład uzupełnia wokalistka Adriane A.Done, która jednak ma skromny udział w jednym kawałku.
Waroath to jeden z niezliczonych projektów Weneda, tym razem z udziałem Adriana z Empheris. Na pierwszym demie „Conjuration Of The Wargods” gitarę i bas nagrał Neimad. Zostało ono wydane przez Putrid Cult w liczbie dwustu ręcznie numerowanych egzemplarzy, z których dwudziesty piąty należy do mnie. Materiał jest głęboko podziemnym hołdem dla zagranicznych i polskich mistrzów Weneda, których w liczbie szesnastu wymienia w okładce. Wśród nich znajduje się Running Wild, którego cover możemy usłyszeć na kasecie.
Po dziesięciu tłustych latach i sześciu wspaniałych płytach Iron Maiden opuścił Adrian Smith. O kulisach jego odejścia można wiele się dowiedzieć z autobiografii Bruce’a Dickinsona. To nie były dobre czasy, a oni sami czuli, że to co robią zaczyna być coraz bardziej powtarzalne. Pojawiły się różnice zdań, zawrzało i się przelało. Na ósmej płycie zespołu „No Prayer For The Dying”, na drugiej gitarze zagrał, współpracujący z Brucem w jego działalności solowej, Janick Gers, a całe Iron Maiden zagrało prościej i bardziej klasycznie niż na swoich ostatnich albumach.
„The Rest Are Remains” to wspólne wydawnictwo Empheris i Hellish. Zespoły te są ze sobą powiązane osobowo, więc wszystko zostaje w rodzinie. Ich zbiorczy wysiłek zarejestrowała częstochowska Metalrulez Productions tylko na kasecie limitowanej do dwustu egzemplarzy, z których mój ma numer 92.
Wielkie oburzenie towarzyszyło zwolnieniu przez Iron Maiden Paula Di’Anno. Po wydaniu płyty „Killers” zespół stał się bardzo znany i zwiedzał świat koncertując jako samotny lider lub jeszcze supportując takie gwiazdy jak UFO czy Judas Priest. Charyzmatyczny wokalista był rozpoznawalny, lubiany przez publiczność i utożsamiany ze stylem grupy. Do dziś wielu starszych fanów z sentymentem powie, że to najlepszy głos Ironów. Górę wzięły jednak problemy z uzależnieniami i coraz częstsze niedyspozycje, niweczące wysiłek pozostałych muzyków i hamujące rozwój zespołu. Musiało dojść do zmiany. Ci co narzekali nie mogli jednak się spodziewać co wydarzy się już za chwilę. Na scenie pojawił się nie znany nikomu Bruce Dickinson z zespołu Samson, który na zawsze miał zmienić oblicze Iron Maiden.
Tajemnicą poliszynela jest, że Adrian Hates od kilku miesięcy pracował nad najnowyszym albumem Diary Of Dreams. W czasie ostatniej trasy koncertowej szczęśliwcy mieli okazję zapoznać się z niektórymi utworami z nowej płyty. W końcu ukazała się oficjalna informacja, że nowa płyta zatytułowana "Hell in Eden" ukaże się 29 września tradycyjnie nakładem Accession Records. Płyta jest już dostępna w preorderze.
„Strange Things Happen” to jeden z tytułów na debiutanckiej płycie Gizmodrome. Niesamowite rzeczy dzieją się w studio, kiedy cztery unikalne talenty spotykają się, żeby stworzyć wspólnie jeden z najlepszych i najbardziej wszechstronnych albumów roku. Gizmodrome to w zasadzie supergrupa stworzona przez Stewarta Copelanda (The Police), Marka Kinga (Level 42), Adriana Belewa (ex. King Crimson, David Bowie, Frank Zappa, Talking Heads) i Vittorio Cosmę (który występował z włoskimi legendami muzyki PFM, a także z wieloma innymi gwiazdami z Włoch i świata).
Bruce Dickinson wraca do Iron Maiden! W 1999 roku ta wiadomość zelektryzowała fanów na całym świecie. Wielki i wyczekiwany powrót niósł ze sobą ogromne nadzieje, ale to nie wszystko. Po dziewięciu latach do zespołu wrócił także Adrian Smith. Co ciekawe nie oznaczało to podziękowania za współpracę dla Janicka Gersa i od tej pory Iron Maiden mieli trzech gitarzystów. Płyta „Brave New World” ukazała się w 2000 roku i myślę, że spełniła oczekiwania. Odnowiony zespół wzniósł się na wyżyny i zaprezentował z jak najlepszej strony, w pełni wykorzystując swój potencjał i odrestaurowane możliwości.
Wokół otaczała nas industrialna szarość - zarówno w samym klubie, który powstał w murach nieczynnej już kopalni, a dokładniej w cechowni, jak i poza nią. Dwa zapowiedziane występy na ten wtorkowy dzień miały być małą odskocznią w świat muzycznych wibracji. Trzeba przyznać, że mimo późnej pory i środka tygodnia frekwencja była wysoka i klub solidnie zapełniony. Niemieckie miasto Bochum stało się jednym z przystanków trasy koncertowej Diary of Dreams związanej z wydaniem nowego albumu, a rolę supporta przejęła grupa The Beauty of Gemina.
Znamy tytuł i datę wydania nowej płyty zespołu Diary Of Dreams. Najnowszy krążek będzie nosił nazwę “Grau im licht” i wydany zostanie 16 października tego roku. Jak poinformował zespół okładka i grafiki są już prawie gotowe. Pracę nad nowym materiałem lider grupy, Adrian Hates zapowiadał już od roku. Płyta będzie już dwunastym pełnym albumem Diary Of Dreams. Miejmy nadzieję, że płyta będzie tak dobra jak „Elegies in darkness”.
Harenda jest jednym z najstarszych klubów w Warszawie, jednym z kilku, które były „od zawsze”. Koncerty metalowe odbywają się tam jednak od niedawna. Słyszałem o kilku imprezach, ale osobiście stawiłem się tam po raz pierwszy. Okazja jednak była nie byle jaka. Po dwudziestu latach na scenę powrócił legendarny Betrayer. Takiego wydarzenia nie mogłem ominąć.
Diary of Dreams pracuje intensywnie nad nowym albumem. Zespoł ogłosił właśnie datę jego wydania. Nowa płyta zatytułowana "Elegies in Darkness" ukaże się czternastego marca, zespół przedstawił też projekt okłądki nowego krążka. Krótko po jego wydaniu Diary Of Dreams wybiera się w trasą koncertową, która promować będzie nowy krążek. Znane są na razie daty niemieckich koncertów.
Na najnowszej płycie Diary of Dreams - "The Anatomy Of Silence" ostatecznie znaleźć się ma dziesięć kawałków, którym perkusja, fortepian, gitara akustyczna, wiolonczela i kontrabas nadaje nowego charakteru. Wybór nie jest zaskakujący, natomiast niespodzianką jest z pewnością "Amok" w wykonaniu Torbena Wendta. Płyta pojawić się ma zgodnie z planem - 19 października 2012r., a promować ją oczywiście akustyczna trasa koncertowa.
Po latach podróży po świecie w swej elektornicznej formie jedenaście wybranych utwórów Diary Of Dreams wejdzie w skład nowej akustycznej płyty "Anatomy of Silence". Nowy album ukaże się 19 października i będzie zupełnie inny od wszystkiego, co dyskografia Diary Of Dreams zawierała wcześniej. Chociaż akustyczne wersje wielu klasycznych piosenek Diary Of Drams były od lat faworytami fanów na koncertach, nigdy nie było pomysłu utrwalenia ich na płycie CD. Aż do teraz.
Dziewięć lat temu ukazała się składanka Diary Of Dreams, "Dream Collector". Przyszedł w końcu czas na drugą część tej legendarnej kolekcji. Sequel w eleganckim digipaku nie musi się wstydzić swojej zawartości. Znajdzie się na nim 15 utworów o łącznym czasie trwania ponad 70 minut, które przypominają niemal kolekcję typu "best of" z nowszych płyt zespołu. Pojawią się kawałki z płyt począwszy od "Nigredo", "MenschFeind", "Nekrolog 43" poprzez "(if)", aż po "Ego: X".
"Ego: X” jest ostatnim, dziesiątym i długo wyczekiwanym studyjnym album Diary Of Dreams. Wyczucie melodii, atmosfera, dbałość o kompozycję i słowa są tym, z czego Adrian Hates słynie i czego nie zabrakło także na tym albumie. Autorowi udało się połączyć sporą ilość piosenek w dramatyczną opowieść, będącą nie tylko albumem koncepcyjnym, ale którą można odbierać także jako dzieło sztuki pozostające wynikiem jego wizji i myśli. Niestety ogólne wrażenie jest takie, że Diary Of Dreams zbliża się coraz bardziej do jakiejś niewidzialnej granicy, coś się wypala i zaczyna brakować magii.
Odbyła się już oficjalna premiera najnowszego albumu Diary Of Dreams noszącego tytuł "Ego: X". Wcześniej niewielu szczęśliwców miało dotychczas przyjemność przesłuchania całej nowej płyty, teraz będzie to możliwe. Publikujemy oficjalne oświadczenie Adriana Hatesa w związku z wydaniem najnowszego albumu, a także daty i miejsca koncertów drugiej części trasy, z której - jak wiemy, niestety - wypadła polska. Już wkrótce recenzja płyty.
Pojawiła sie możliwość odsłuchania kolejnego nowego utworu Diary Of Dreams pochodzącego z płyty - Ego: X. Jest to zaledwie czterdziestosekundowy fragment dostępny w serwisie SoundCloud. Zespół opublikował też tracklistę wersji winylowej swojej najnowszej płyty. Będzie to wydanie dwupłytowe zawierające prawie półtorej godziny muzyki. Ego: X dostępna jest już w preorderze.
Wkrótce ukaże się najnowszy album Diary Of Dreams - Ego: X. Wraz z wydaniem nowego albumu zbiegła się data koncertu zespołu na festiwalu Castle Party 2011 w Bolkowie. Niedługo recenzja nowej płyty, a dziś specjalnie dla polskich fanów Adrian Hates udzielił wywiadu, w którym uchylił rąbka tajemnicy, dotyczący najnowszego materiału, a także koncertu na polskim festiwalu.
Podczas ich niezwykłej kariery, Diary of Dreams zagrało ponad 400 koncertów w 34 różnych krajach. Mimo, że zespół stał się żywą legendą dość wcześnie, nigdy nie zaprzestał twórczej walki o nowe muzyczne światy i koncepcje. Jako headliner na renomowanych festiwalach czy na trasie z nowo wschodzącą niemiecką gwiazdą Unheilig - bez względu na jakiej scenie, Diary of Dreams zawsze wiedział, jak się pokazać i jak pozyskać nowych fanów.