Warunki meteorologiczne dnia dzisiejszego nie były zbyt korzystne, dla podejmowania jakichkolwiek czynności. Jeśli oczywiście wyłączymy z tego spanie, jedzenie pączków z lukrem, czy dumanie nad kubkiem z herbatą. Jednak wczoraj upatrzyłam w sklepie ze starociami śliczną pocztówkę i pani mi ją odłożyła, więc wyruszyłam w drogę. Gdy doszłam do centrum miasta, deszcz uderzał ze wszystkich stron. Parasolka, którą trzymałam, nie zdała się na nic, bo deszcz zacinał niemiłosiernie. Wbiegając do bramy, gdzie jest ów sklep ze starociami, poczułam zapach kwiatów. Nie jakichś fikuśnych, ale takich zwykłych doniczkowych
Panował przyjemny półmrok w tym magicznym miejscu. Uwielbiam starocie, jest w nich coś co mnie fascynuje, ale i zmusza do refleksji...
Podczas rozmowy o antykach, wyszło ciekawe pytanie. Ludzie zostawiają tyle pięknych rzeczy w takich sklepach, lecz gdy przyjdą jesienne lub zimowe wieczory, o czym powiedzą dzieciom, gdy te zadadzą pytanie "Kim jesteśmy?". Czy powiedzą nie myśl o głupotach, czy może jednak są jacyś ludzie, którzy wyciągną stary zakurzony album i z sakracją dotyku opowiedzą o tym, co było?