Old Man's Child zawsze zaskakiwało, ale nie zawsze pozytywnie. Od jakiegoś czasu muzyka tej formacji zbyt mocno zaczęła przypominać Dimmu Borgir, co raczej pozytywnym sygnałem nie było. Szczerze powiedziawszy nie wiedziałem czego się spodziewać po "Vermin" - póki co ostatnim studyjnym długograju Norwegów.
Old Man's Child nie byłby jednak sobą, gdyby płyta nie miała jakiegoś zgrzytu. Tym razem jest to brak wersy i polotu. Wszystkie dziewięć kawałków wydaje się być dość pomysłowe i urozmaicone - pod tym względem jest to zdecydowanie najciekawszy album zespołu. Niestety płyty słucha się beznamiętnie, brakuje jakiejś dramaturgii, ładnych harmonii, które zdobiły poprzednie krążki. "Vermin" w tej materii wydaje się być trochę sztywny i monotonny. Nie pomoże nawet fakt, ze jest to instrumentalnie najlepiej zagrany album.
Po raz kolejny Old Man's Child udowodnił swoją przeciętność. Nie wierzę w to, że zespół z blisko piętnastoletnim stażem nagle nagra dzieło porywające. "Vermin" jest niezłym wydawnictwem, choć nigdy w życiu nie pomyślałbym, że został nagrany właśnie przez Old Man's Child. A to chyba niedobrze, jeśli zespół po tylu latach grania nie potrafi być charakterystyczny.
Tracklista:
01. Enslaved And Condemned
02. The Plague Of Sorrow
03. War Of Fidelity
04. In Torment's Orbit
05. Lord Of Command (Bringer Of Hate)
06. The Flames Of Deceit
7. Black Marvels Of Death
08. Twilight Damnation
09. ...As Evil Descends
Wydawca: Century Media (2005)