Gdyby głosem można byłoby ciąć szkło, to Stine Mari Langstrand z pewnością zrobiłaby międzynarodową karierę w przemyśle szklanym. Jednak na szczęście dla świata muzyki (i ze szkodą dla przemysłu szklanego) Stine zdecydowała się na współpracę z obiecującą norweską grupą folk-metalową - Lumsk, czego efektem - płyta "Troll".
Płyta Norwegów wskrzesza jedną z takich ponurych opowieści - oto zły troll z pomocą czarownicy uprowadził z zamku królewską córę. Na ratunek rusza drużyna dzielnych rycerzy, czy jednak uda im się ocalić damę z łap stwora?
Nie będę zdradzał zakończenia tej historii, ale chciałbym podzielić się moimi spostrzeżeniami na temat zawartości muzycznej płyty. Nie będzie przesadą stwierdzenie że "Troll" to jeden z najładniejszych folk-metalowych albumów, które dane mi było ostatnio przesłuchać.
Lumsk to grupa, która z wielką łatwością tworzy harmonijne linie melodyczno-wokalne. Czegóż tam oni do swojego muzycznego tygielka nie wrzucają! - są tu i gitary i organy, flet, skrzypce, trąbka ... - pod względem ilości używanych instrumentów Lumsk nie ustępuje zespołom jazzowym.
Od pierwszego utworu - Nikken - wiadomym staje się, że słuchacz ma do czynienia z mistrzami ulotnych, melancholijnych pejzaży - Lumsk maluje dźwiękiem nie gorzej niż Henry Fuseli farbami. Instrumentem wiodącym są skrzypce - ich dźwięk idzie w konkury z przejmującym głosem wokalistki.
Na "Troll" brak mocniejszego uderzenia i drapieżnej współgry gitar z perkusją, nawet męskie wokale charakteryzują się pewnym ugładzeniem i delikatnością. Z tego właśnie względu nie polecam wydawnictwa osobom lubiącym muzykę dynamiczną i ostrą, album nadaje się natomiast dla wszystkich melancholijno-marzycielskich natur.
Ocena: 8/10
Wydawca: TABU Records (2005)