![Julie Delpy, Hrabina, Elżbieta Batory, Elizabeth Bathory Julie Delpy, Hrabina, Elżbieta Batory, Elizabeth Bathory](/img/news/42100.jpg)
Zacznijmy wszakże od plusów. Na pochwałę zasługuje kompleksowe potraktowanie historii węgierskiej arystokratki – z jednej strony rozwijany jest temat jej sadystycznych skłonności i morderczych upodobań, z drugiej – wątek spisku, który doprowadził do śmierci domniemanej wampirzycy i przejęcia jej majątku przez konkurencyjny ród Thurzo. Oglądając ”Hrabinę” ma się wrażenie, że historia przedstawiona na ekranie mogłaby się zdarzyć naprawdę, prawdopodobieństwo faktycznego zaistnienia ukazanych w obrazie sytuacji i splotów wydarzeń jest dość wysokie. Film zgrabnie pokazuje zmiany w psychice Elżbiety, związane z przerażającym ją procesem starzenia się i utraty olśniewającej niegdyś urody. Wraz z upływem czasu ujawnia się mroczna strona jej natury, skłonności sadystyczne połączone z obsesyjną religijnością, brak poszanowania dla ludzkiego życia przy jednoczesnym umiłowaniu piękna i młodości. Bohaterka „Hrabiny” to postać zbudowana na sprzecznościach natury kobiecej, zarazem fascynująca i niezrozumiała.
Drugim plusem filmu jest dobór atrakcyjnych wizualnie aktorów. Olśniewająco piękna i jednocześnie zimna, surowa Julie Delpy i młody, po dziecięcemu wdzięczny Daniel Bruhl stanowią na ekranie ciekawy i podszyty nutką perwersyjnego erotyzmu układ kochanków. Ich związek łamie tabu i przewartościowuje tradycyjne myślenie o związkach, które każe mężczyznom wybierać sobie młodsze partnerki. W „Hrabinie” sytuacja się odwraca - doświadczona życiowo, stojąca u progu starości wdowa bierze sobie na kochanka gołowąsa, który mógłby być jej synem.
Zawiódłby się jednak ten, kto oczekiwałby po tej parze szału uniesień. Aktorzy, odtwarzający postaci głównych bohaterów, nie unieśli swoich ról. Mieli być uosobieniem gorących uczuć i szalonej namiętności, a zagrali jak początkujący artyści kina, nie umiejący przekazać żadnych emocji. Temperatura ich uczuć, emanująca na widzów z ekranu, jest równa zeru, zimowa. Szczególna nagana należy się Delpy, która snuje się po bogatych, pałacowych wnętrzach niczym nakręcana lalka, deklamująca co jakiś czas drewnianym głosem sztuczne, wyuczone kwestie. Nie tego oczekiwałam od aktorki, która zachwycała w romantycznym „Przed zachodem słońca”.
Wierzę, że lepsza, bardziej zaangażowana gra aktorów sprawiłaby, że film okazałby się bardzo dobry. Niestety brak emocji u wiodących postaci rzutuje na odbiór całej historii. Widz dostaje do strawienia szereg ładnych obrazów, które po skończeniu seansu łatwo ulatują z głowy i ulegają zapomnieniu. Z tego powodu moja ocena „Hrabiny” nie będzie należała do najwyższych. Film zasługuje na trzy z plusem i zdecydowanie nie nadaje się do ponownego obejrzenia.
JancioWodnik : Długi ale jest bardzo zacny :)
Stary_Zgred : Przy "Hrabinie" wypada jednak korzystniej. Też go polecam. Właśni...
amorphous : Tym, którzy lubią historię krwawej hrabiny polecam też węgierski fi...