Pamiętała wspólne noce na bezdrożach, gdy wtulone w siebie z zimna zasypiały głodne i zmęczone podrożą. Wieczory, gdy umykały pogodni straży zamożnych kupców. Jej przyjaciółka nie miała litości dla bogactwa tych ludzi, a jeszcze mniej dla ich imienia. Nazywała ich
leniwymi durniami, starymi świniami, wieprzami, które dla zysku sprzedadzą własną dupę.
Była tancerką. Zwinną niczym akrobatka, pyskatą i roześmianą złodziejką. Tańczyła z ogniem, i była szybsza niż płomień.
Nie znała tylko jednego, jedynego tańca. Znała go młoda czarownica, płacząca nad jej oszpeconym ciałem. Nad zniszczonym pięknem, nad zniekształconą bólem i cierpieniem twarzą, bezzębną i bezwłosą skurczoną czaszką... Płakała z bezsilnego gniewu.
Uśmiechnął się. Łaknął jej gniewu. Znał ją, latami śledził jej kroki. Triumfował widząc jej taniec, jedyny jaki ona zna, a jaki poznać nie było dane Kalinie.
Ta czarownica wiele razy odtańczyła ów taniec. Zakrwawiona, opętana rządzą odwetu, na dogorywających i zmarłych, wykrzykując imiona mszczonych. Dawno nie widział takiego potencjału i ognia. Podsycał go, a ona podsycała jego władzę. Nieświadomie.
Uśmiechnął się szerzej. Poza granice twarzy, poza zasięg wschodzącego krwawo słońca.
Zatańcz straszna pani! - śmiał się ukryty w pierwszych płomieniach słońca, bezgłośny a wyczuwalny - Zatańcz taniec zemsty! na trupach wszystkich światów!