W nowej Progresji byłem już trzeci raz, ale pierwszy na małej scenie. Dlatego zdziwiłem się, że wejście na Noise Stage jest w ogóle z innej strony budynku i cała przestrzeń, przynajmniej ta dostępna dla gości, nie jest połączona z całą resztą klubu. Salka kameralna, skromna scena i niewielki bar. W pewnym momencie czułem się jak na domówce. Po pewnym czasie ludzie szczelnie wypełnili to pomieszczenie i zrobiło się ciasno, tak, że wszędzie trzeba było się przeciskać. Mimo to, uważam, że zorganizowanie koncertu w tym miejscu było słusznym pomysłem gdyż na głównej scenie zgromadzona publiczność zginęłaby w wielkiej pustej sali, a tak klimat był odpowiedni.
Cztery dni temu na rynku ukazała się najnowsza płyta Norwegów z Gorgoroth. Nosi o na tytuł „Under The Sign Of Hell 2011” i jest niejako remake'm wydawnictwa o tej samej nazwie z 1997 roku. Jest to dziewiąty album w dyskografii blackmetalowego kwintetu z Bergen. Nowa/stara płyta różni się od pierwowzoru tym, że zabrakło na niej jednego utworu z krążka sprzed prawie 15 lat. Chodzi tu o kawałek „Postludium”.
"Under The Sign Of Hell" to jedna z najbardziej złych płyt jakie znam. Poczynając od nazwy zespołu, loga, tytułu, kolorystyki, okładki, a skończywszy na brzmieniu, muzyce i wokalu, wszystko jest tak złe, że można by powiedzieć, że jest to kwintesencja zła. Ale nie jest to czyste zło tylko właśnie brudne, szorstkie i chropowate. Takie złe zło.