25-lecie w obozie holenderskiego Clan Of Xymox, to najlepsza pora na podsumowania i analizę swojej działalności. Ich wynikiem jest album-synteza twórczości Rona Mooringsa i spółki - "In Love We Trust". Olśniewający krążek łączy w sobie najmocniejsze akcenty wyłowione z ponadczasowych dzieł zespołu - melancholijne gotyckie i nowofalowe pieśni firmowane przez pierwszego opiekuna formacji - kultową wytwórnię 4AD, syntezatorowe dźwięki z półmetka działalności jak i potężne klasyczne hymny darkwave rozpisywane z natchnieniem w ostatnich etapach twórczości grupy. Premiera albumu 18 sierpnia.
Jak już wcześniej informowaliśmy Clan of Xymox planuje wydanie na sierpień nowego albumu, tymczasem dla najbardziej niecierpliwych zespół przygotował singiel „Emily”. Krążek ukaże się w limitowanym nakładzie 999 sztuk pod banderą wytwórni Trisol Records oraz Metropolis Records. Znajdą się na nim cztery melancholijne kompozycje utrzymane w klimacie mrocznego gothic rocka z lat 80. Singiel będzie reprezentował styl wypracowany przez lata przez zespół oraz równocześnie stanie się powrotem do korzeni Clan of Xymox. Premiera singla jest planowana na 7 lipca.
Holenderski Clan Of Xymox, w przerwach między koncertami kontynuuje prace nad nowym albumem studyjnym. W ostatni dzień roku 2008 apetyt na świeżutką płytę zaostrzył fanom lider zespołu Ronny Moorings: "Szczegółowe informacje na temat przygotowywanego właśnie krążka spowite są niesamowicie mroczną tajemnicą - żartuje muzyk - ale pełnego materiału możecie spodziewać się na wiosnę 2009 roku (...)". Tradycyjnie premiera płyty połączona zostanie więzem małżeńskim z promocyjną trasą, która reaktywuje się w kwietniu.
To może coś bardziej klasycznego. Kilka lat temu z nudów obejrzałam filmową adaptację książki Emily Bronte "Wichrowe Wzgórza", reklamowaną jako romans. Zainteresował mnie gotycki klimat ujęty w ekranizacji. Postanowiłam przeczytać książkę... I tak rozpoczęła się moja przygoda z "Wichrowymi Wzgórzami"- arcydziełem światowej literatury.
Któż nie pamięta obrazu filmowego Williama Frendkina, który w roku 1973 po przez "Egzorcystę", a raczej swoją ostrą wizją szokował świat - dzięki czemu zresztą stał się obrazem kultowym. Gdzie nie gdzie ten obraz był ocenzurowany, ale do dzisiaj nawet jak film jest puszczany w telewizji widz ma ochotę przysiąść, przykryć się ciepło kocem, i wkroczyć w klimat, który do dzisiaj porusza swą grozą widza. No i główny motyw muzyczny zaciągnięty z płyty "Tubular Bells" Mike'a Olfielda - jeden z takich, który się pamięta zawsze, ale także przy którym przechodzą dreszcze. Dzięki właśnie ścieżce dźwiękowej do tego filmu - film stał się dla wielu klasykiem.