Tajemniczy reżyser z Pomorza powraca po pięciu latach z niebytu artystycznego z nowym równie przerażającym, co poprzedni, obrazem filmowym (Insomnia) dziełem. "Siedlisko", bo taki tytuł ma ta produkcja, zapowiada się niezwykle interesująca, jest reżyserską, kameralną wizją zagłady ludzkości, metaforycznie ukazną przez pryzmat tajemniczej kobiety, obdarzonej niezwykłą wrażliwością na otaczający ją świat. Produkcja zadaje ważne i dosyć uniwersalne pytanie, dokąd zmierzamy jako cywilizacja?
Włoscy awangardowi black metalowcy z Derhead wypełzną na powierzchnię za sprawą swojego pierwszego, oficjalnego wydawnictwa pt. “Via”. Trzy premierowe utwory i kolekcja nagrań demo to wyjątkowa propozycja dla wszystkich poszukujących świeżości w black metalu. Pozycja, wobec której nie można przejść obojętnie.
Fani Laibach mogą już odliczać godziny do występu zespołu w Polsce. Organizator ogłosił harmonogram koncertu, który ma się odbyć w środę, 20 kwietnia, w katowickim Mega Clubie, w ramach drugiej części trasy "The Sound of Music". Wieczór będzie należał tylko do świętującej swoje 35-lecie słoweńskiej legendy - nie będzie jej towarzyszył żaden support. W związku z obchodami rocznicy eksperymentująca m.in. z industrialem grupa ma zaprezentować przekrojowy set, chociaż można się spodziewać szczególnego uwzględnienia materiału z jej ostatniego albumu.
W środę, 20 kwietnia, w katowickim Mega Clubie wystąpi Laibach - legendarny, znany z muzycznych metamorfoz i kontrowersyjnych działań zespół, który od zeszłego roku świętuje 35-lecie swojego istnienia. Koncert będzie jedynym polskim przystankiem w ramach drugiej części trasy "The Sound of Music". Publiczność może się spodziewać przekrojowego setu, zawierającego kompozycje i starsze, i pochodzące z ostatniego albumu grupy, wydanego w 2014 r. "Spectre".
Włoskie trio Ufomammut szuka artystów do pracy nad plakatami promującymi poszczególne koncerty w ramach październikowej trasy zespołu po Europie. Dotyczy to również jednego występu w Polsce - 28 października kapela zagra we wrocławskim Firleju.
Laibach powraca do Polski na dwa koncerty. Formacja wystąpi 25 marca 2015 roku w krakowskim klubie "Fabryka" i dzień później w warszawskim "Palladium". Jako support zaprezentuje się pochodząca z Nowej Zelandii Jordan Reyne. Członkowie Laibach mieszkają na terytorium Słowenii, ich bazą jest Trbovlje, ale w wywiadach podkreślają, że ich ojczyzna to NSK, czyli artystyczne państwo Neue Slowenische Kunst. Na koncertach mają własne kasy fiskalne, a zarobione pieniądze inwestują w sztukę. Głównie w muzykę, ale nie tylko. Bo Laibach to artyści wciąż poszukujący, niepokorni, jedyni w swoim rodzaju. W 2015 roku minie 30 lat od ukazania się debiutanckiej płyty zespołu, który narodził się w 1980 roku.
Czołowy zespół noise'owo - jazzowej awangardy, Zu, zamelduje się w najbliższy piątek we wrocławskim klubie Firlej. Występ Włochów - stanowiący część serii koncertów „Before Asymmetry”, zapowiadających przyszłoroczny Asymmetry Festival 2015 - poprzedzi support niespodzianka. Zu powstało w 1999 w Ostii nieopodal Rzymu. Od tego czasu zespół porusza się konsekwentnie w obszarze szeroko pojętej muzyki awangardowej. Artyści zgrabnie mieszają elementy jazzu, noise, awangardy czy metalu i punka. W przeszłości współpracowali z różnej maści muzykami, od Mike’a Pattona poprzez Matsa Gustafssona czy hiphopowy skład Dälek.
Jeszcze tylko przez miesiąc, do 18 listopada, potrwa akcja crowdfundingowa mająca na celu zebranie od fanów funduszy na przyszłoroczną edycję Asymmetry Festival. Wsparli ją już m.in. wokaliści zespołów Behemoth, Yob i Wovenhand. Akcja wystartowała 18 września
Rok 2014 zaczyna się bardzo obiecująco. Na 20 dzień stycznia Code 666 zapowiedziało premierę nowego albumu Greków z Hail Spirit Noir. W związku z tym, że miałem przyjemną możliwość zapoznania się w “Oi Magoi” przed premierą, już teraz mogę pomóc w planowaniu wydatków i wszystkim tym, którzy lubią awangardowe klimaty w metalu zarekomendować “Oi Magoi”.
Nowy, trzeci już album awangardowo post-black metalowego zespołu Mord'A'Stigmata ukaże się nakładem Pagan Records 29 października 2013 roku. Tytuł krążka to ”Ansia”. Zespół udostępnił już okładkę, tracklistę oraz trailer tego wydawnictwa, który można obejrzeć w sieci. Płyta wydana będzie jako standardowy, pudełkowy CD. Za oprawę graficzną odpowiedzialny jest Marcin Gadomski.
Eksperymentatorzy z Forgotten Souls podpisali kontrakt wydawniczy z duńską Mighty Music, skutkiem czego najnowszy krążek Krakowian "Sirius 12" ukaże się w sprzedaży już 29 października 2012 r. Płyta przyniesie sporą dawkę zróżnicowanej, wręcz eklektycznej muzyki spod znaku mrocznego industrialu i awangardy, okraszonej narkotycznymi tekstami.
Recenzja trochę spóźniona bo w ubiegłym roku Węgrzy wydali już następcę „Roka Hasa Radio”. Poziom tego wydawnictwa jest jednak tak wysoki, ze ewidentnym zaniedbaniem byłoby nie poświęcenie mu należnej uwagi. Spieszę więc naprawić ten błąd i wyrazić swoją opinię na temat jednego z najważniejszych albumów, jakie ukazały się w 2009 roku.
Późne popołudnie. Słońce powoli acz konsekwentnie zmierza ku zachodowi, ptaszki ćwierkają, przyroda kwitnie, a ja stoję z boku plutonu egzekucyjnego mającego karabiny skierowane w stronę wysokiego na około 3 metry muru z czerwonej, poniemieckiej jeszcze cegły. Z plecami przytkniętymi do tej dawno wypalonej słońcem budowli stoi kilka osób. Ich spojrzenie wyraża ogromny strach, niepewność ale i resztki tlącej się nadziei. Celujący na chwilę odwracają głowy w moją stronę i skupiają swoją uwagę na mojej wyciągniętej dłoni. Palce formują się w pięść. Jedynie kciuk pozostaję niewzruszony i sterczy jak muszka w giwerze. Kciuk, który w tej jednej sekundzie skupia na sobie uwagę wszystkich zgromadzonych.
OvO wykonuje mroczną, mocno eksperymentalną muzykę, która wydaje się być wyzwolona z jakichkolwiek ram. Większość kompozycji zawartych na „Cor Cordium” obfituje we fragmenty, w których muzyka pozbawiona jest struktur i opiera się na improwizacji. Jest to zabieg tyleż samo interesujący, co ryzykowny. Ryzyko jest tym większe, że za pomocą dość oszczędnych środków muzycznego wyrazu OvO próbuje wywołać w odbiorcy najrozmaitsze, głównie negatywne, stany emocjonalne. Prym w tym wiedzie odpowiedzialna za wokal Stefania Pedretti, która raz za razem skrzeczy, warczy próbując zawładnąć umysłem słuchacza i owinąć go sobie wokół palca.
Jak ja lubię takie niespodzianki, jaką sprawili mi Czesi z Demimonde za sprawą swojego albumu zatytułowanego „Mutant Star”. Człek kupuje sobie płytkę całkowicie nieznanego zespołu zakładając, że na 90% opchnie ją potem na jakimś portalu aukcyjnym i zapomni o sprawie. A tu wyskoczy taka „niespodzianka” jak niniejszy album i jasne jest, że sprzedaż płyty nie wchodzi w rachubę, bo to co gra (właściwie grał, bo z tego co mi wiadomo zespół już nie istnieje) Demimonde sprawia, iż do teraz ciężko mi pozbierać myśli.
Czas na recenzję kolejnej płyty „z wąsem”, która, mimo lat na karku, nie straciła nic ze swojej wyjątkowości i oryginalności. Swego czasu jeden z utworów tej formacji (było to bodajże „Bob Dylan Is The Fucking King”) usłyszałem na składance załączonej do jednego z popularnych wówczas periodyków. Utwór ten pierwotnie wywołał u mnie mieszane uczucia, ale z każdym kolejnym przesłuchaniem zyskiwał w moich uszach na atrakcyjności i pamiętam, iż przez dobre dwa tygodnie zalegał pod czaszką i nie dawał spokoju. Nie było wyjścia, trzeba było ruszyć tyłek by zakupić całe wydawnictwo Naervaer. Z uwagi na wrodzone lenistwo i brak argumentów przemawiających do sprzedawców w sklepach muzycznych, wydawnictwo to udało mi się zdobyć dopiero po kilku latach. Dzięki temu doświadczeniu po raz kolejny przekonałem się, że konsekwencja w działaniu popłaca.
Star of Ash to solowy projekt niejakiej Ihriel czyli Heidi Solberg Tveitan, znanej mi przede wszystkim z tego, że była/jest życiową partnerką guru sceny metalowej – Ihsahna. Widać dziewczynie znudziło się bycie w cieniu partnera w projektach typu Peccatum i postanowiła spróbować się z trudną materią, jaką niewątpliwie stanowi Muzyka (nie mylić z muzyką), powołując do życia „Gwiazdę Popiołu”.
Sleepless to izraelska formacja, którą tworzą dwaj multinstrumentaliści: David Bendayan oraz Maor Appelbaum. Zespół ten wydał jak dotychczas tylko jedno pełnowymiarowe wydawnictwo zatytułowane „Winds Blow Higher”. Płyta ta została oficjalnie wydana 10 lat temu, jednak zawiera muzykę na tyle ciekawą i nietuzinkową, że postanowiłem przypomnieć o niej miłośnikom muzycznej alternatywy najwyższej jakości.
Muszę, jednocześnie bijąc się w pierś i posypując głowę popiołem, przyznać, że nie spodziewałem się, iż w kraju takim jak Indonezja mogą w ogóle funkcjonować grupy warte jakiejkolwiek uwagi rozpieszczonego, europejskiego odbiorcy rockowo/metalowej muzyki ambitnej. W jak wielkim byłem błędzie udowodniło mi już pierwsze wydawnictwo z tamtego rejonu, z jakim dane mi było się zapoznać.