Jest 7 lipca 1777 roku. Odbywa się pogrzeb poronionego dziecka. To Abigail La Fey, która umarła wraz z matką, gdy hrabia La Fey dowiedział się, że to nie jego dziecko i zepchnął swoją ciężarną żonę ze schodów. Trzeba ją przybić do trumny siedmioma srebrnymi gwoździami. Za ramiona, za ręce, kolana i przez gardło. Zrobią to czarni jeźdźcy, żeby nigdy już nie powróciło. Ale zło drzemiące w tym dziecku przetrwało i odrodziło się po latach w opuszczonym dworze hrabiostwa La Feyów. Spadkobiercy dworu zmierzający, aby tam zamieszkać, niczego nie podejrzewają i ignorują ostrzeżenie czarnych jeźdźców…
Poroniec to nowa nazwa na rodzimej scenie muzycznej. Zespół pochodzi z Krakowa i tworzą go WrzaaASqn – wokale oraz Ferment – instrumenty. W styczniu nagrali swoje pierwsze, niezatytułowane demo, które wydali własnym nakładem w digipacku. Składają się na nie trzy black metalowe kompozycje z tekstami w języku polskim.
Piętnaście lat po swoim najdonioślejszym dziele King Diamond postanowił stworzyć jego kontynuację. „Abigail II: The Revenge” opowiada dalszą historię dorosłej bohaterki. Dla jednych jest to okazja do powrotu do przeszłości, dla innych zawód niespełnionych nadziei. Czas jest nieubłagany, na pewno zespół jest już nie taki sam i klimatu lat osiemdziesiątych tu nie uświadczymy, lecz nowa odsłona „Abigail” ma swoje nowe zalety.
Tym razem składanka będzie wydana na profesjonalnej kasecie (nie żadne homemade), w limicie 150 sztuk. Pierwsze sto sztuk będzie sprzedawane razem z dziewiątym numerem Tribal Convictions'zine, pozostałe 50 sztuk będzie dostępne w wolnej sprzedaży. Na kasecie będzie prawie 60 minut prawdziwego podziemia, gdzie można posłuchać zarówno już znane jak i premierowe numery kapel znanych jak i debiutujących.
Już 17 maja w warszawskiej Progresji będzie można po raz kolejny w naszym kraju zobaczyć formację Gorgoroth. To jedna z najbardziej znanych metalowych formacji, która na muzycznym rynku działa już od 1992 roku. Nazwa grupy nawiązuje do krainy, jaką wykreował J.R.R. Tolkien w mitologii Śródziemia. Formacja posiada na swoim koncie 8 studyjnych albumów, z czego ostatni, "Quantos Possunt ad Satanitatem Trahunt" ukazał się w 2009 r.
Od kilkunastu miesięcy nad materiałem na drugą płytę studyjną w pocie czoła pracują muzycy amerykańskiego black/symphonic metalocore'owego Abigail Williams. Zespół jest obecnie na etapie rejestrowania wszystkich ośmiu premierowych utworów oraz dogrywania wokali przez Kena Sorcerona (wokal, gitara elektryczna) czego w skupieniu dogląda kontroler dźwięku audio i producent materiału Cole Martinez. W tym miesiącu utwory czeka jeszcze spotkanie z Peterem Tägtgrenem (współpraca z Dimmu Borgir, Immortal, Celtic Frost), który zajmie się ich miksowaniem. Krótko przed premierą krążka o jego brzmieniu opowiedział mediom Ken Sorceron: "Tym razem z nowych kompozycji wyparliśmy instrumenty klawiszowe stawiając bardziej na gitarowe i tradycyjne brzmienie. Jednak to wciąż kawałki brzmiące tak jak na Abigail Williams przystało".
Po czterech latach działalności i tylko jednym wydawnictwie EP z 2007 roku - "Legend", amerykański zespół Abigail Williams w końcu doczekał się debiutanckiej płyty. Album pod tytułem "In The Shadow Of A Thousand Suns" ukaże się nakładem wytwórni Candlelight 28 października 2008. Jego producentem został James Murphy, a gościnnie na krążku usłyszymy Tryma Torsona - norweskiego bębniarza w formacjach Emperor i Zyklon.
Taka płyta jaką była "House Of God" była Kingowi potrzebna. Co prawda już "Voodoo" można nazwać dobrą płytą, ale ten krążek podniósł poziom i udowodnił, że King potrafi stworzyć jeszcze ciekawsze dzieło. Chcąc pójść za ciosem postanowił nagrać drugą część "Abigail", która zarówno przez krytykę jak i przez muzyków uważana jest za szczytowe osiągnięcie zespołu. O płycie było bardzo głośno przed wydaniem, spekulowano nad tym czy dorówna pierwszej części ... Prawda jest jednak taka, że w sztuce sequele wychodzą gorzej niż pierwsza część, toteż nie spodziewałem się po tym wydawnictwie czegoś olśniewającego.
Choć "Fatal Portrait" mógł wzbudzić kontrowersje, czy solowa działalność Kinga Diamonda dorównuje dokonaniom Mercyful Fate, to Mistrz Horroru nie ugiął się presji otoczenia i poszedł za ciosem nagrywając drugi krążek sygnowany nazwą King Diamond. Jak się okazało, był to strzał w dziesiątkę, gdyż "Abigail" była albumem zdecydowanie odważniejszym niż debiutancki "Fatal Portrait".