Ten rok zaczyna robić się ciekawy... bardzo ciekawy. Najpierw Biomechanical przyłożył technicznym graniem, Ayreon wypuścił kolejną metal-operę, Meshuggah wydało bombę zegarową, która z czasem zyskuje w oczach, Children Of Bodom wróciło do formy, a teraz z dziewięcioletniego letargu obudził się Sculptured i już narobił spore zamieszanie. Mając w składzie muzyków Agalloch, Age Of Silence czy Estradasphere, formacja stworzyła album, na który, wydaje mi się, wiele osób czekało.
Oczywiście dominującą formą wokalną jest growling, ale jest on delikatny i zrozumiały zupełnie jak na płytach Agalloch. Tu i ówdzie mamy jednak okazję posłuchać też czystego śpiewu, który jest zdecydowanie najsłabszym (i chyba jedynym słabym) punktem płyty. Nie należy zapominać o klawiszach, które choć są oszczędnie wykorzystywane, to jednak stanowią miód dla uszu i w tej sferze też mamy ogromną różnorodność styl gry i o brzmienie.
Na "Embodiment: Collapsing Under The Weight Of God" składa się zaledwie pięć utworów trwających w sumie niecałe czterdzieści minut. Choć może jako całość, nie jest to materiał tak przekonywujący i wyrazisty jak płyty Opeth czy jedyne dzieło Cynic, to do ich poziomu niewiele temu krążkowi brakuje. Zwraca uwagę także produkcja - wszystko brzmi jakby było nagrywane pod płytę jazzową, czyli bas uwypuklony i dobrze nagłośnione talerze. Szczerze powiem, że nie spodziewałem się, że jeszcze usłyszę ten zespół i to w tak dobrej formie. Póki co, jest to zdecydowanie jeden z najlepszych albumów tego roku, który może spodobać się nie tylko fanom death metalu. Jest to wydawnictwo przemyślane, ambitne, którego słuchanie naprawdę sprawia przyjemność.
Wydawca: The End Records (2008)