Wizyta tokijskiego zespołu w Polsce to niemałe wydarzenie. Mono to przecież jeden z liderów klimatycznego post-rockowego rzemiosła, które hipnotyzuje i urzeka słuchaczy na całym świecie od 2001 roku, kiedy nakładem Tzadik Records ukazał się ich debiutancki krążek „Under the Pipal Tree”. Oba koncerty, we Wrocławiu i dzień później w Krakowie, otwierał Microphonics – gitarowy projekt Dirka Serriesa, związanego między innymi również z belgijskim Fear Falls Burning.
Ze starszych kawałków Mono zaprezentowało „Yearning” oraz „Moonlight” z przedostatniego albumu „You Are There”. Z „Walking Cloud and Deep Red Sky…” usłyszeliśmy „Halcyon”, a z „One Step More and You Die”, stosunkowo krótki „Sabbath”. Choć koncert trwał około stu minut i był wspaniale nagłośniony, zabrakło interakcji ze strony Japończyków. Pewnie winę można zrzucić na różnice kulturowe i introwertyczny charakter muzyków, ale przecież, aby nawiązać kontakt z publiką wystarczy podnieść się na chwilę z krzesła, odezwać się do zgromadzonych ludzi i przełamać dystans. Mimo tego, występ Mono był spotkaniem z grupą dużego formatu, którego brzmienia nie da się podrobić.