Wbrew pozorom, nie było to tak dawno temu. Nawet najbardziej ztetryczali i zgrzybiali mieszkańcy miasta pamiętają co się zdarzyło. Nie było to też za 7 górami, nie za 7 lasami, a tym bardziej nie za 7 rzekami tudzież morzami (niepotrzebne skreślić). Po prostu było to niedaleko, chociaż nikt nie wie gdzie dokładnie...
Biedni poddani, nie wiedzieli co robić. I tu z pomocą przyszła wszechwiedząca prasa. Lokalny Tygodnik zamieścił ogłoszenie o mądrym Magu (dziwny zbieg okoliczności - wszyscy magowie są mądrzy) z Zachodu. Wydelegowano więc 5 najmądrzejszych ludzi z miasta: Buchaltera, Księgowego, Kucharkę, Gosposię i Błazna Nadwornego. Dzielna 5 wyruszyła w podróż nudną i długą. Nie będę więc, drogi czytelniku, dodatkowo zanudzać Cię opisywaniem jej.
Delegacja dotarła pod domek Maga. Domek...był dziwny. Ni to wieża ni to dom. Chwiał się na 2 indyczych nogach (są praktyczniejsze od kurzych, a co najważniejsze są modne). W małych drzwiach domku ukazał się mal człowieczek w szlafroku w kwiatki.
-Witam serdecznie was! Wejdźcie, z czym przychodzicie wiem - Magiem jestem - wszystko wiem! Nie wiadomo co bardziej denerwowało w magach - dziwny sposób mówienia czy ciągłe wywyższanie się...
Znam kogoś kto pomóc może wam!
Mag wziął ze stolika dużą muszle i zaczął szybko do niej mówić po czym przyłożył ją do ucha.
-Do domów wróćcie swych - zwrócił się do delegacji - człowiek mój w drodze jest, jutro przybędzie do was. Nasza ekipa powróciła do królestwa następnego dnia. Rzeczywiście siedział przed pałacem jakiś człowiek. Mag jednak zabronił im z nim rozmawiać, więc na samym patrzeniu się obeszło. Przez wiele dni tajemniczy on siedział na kamieniu przed zamkiem. Król i królowa także interesowali się przybyszem. Nie mogąc dokładnie go obejrzeć z wysokich okien zamku, schodzili coraz niżej. Na najniższych piętrach zamku ciekawość sięgnęła zenitu - zapragnęli porozmawiać z tym człowiekiem. Musieli jednak wyjść z zamku...bali się, że lód znowu będzie się z nich śmiał. Ciekawość była jednak zbyt dużą - wyszli. Spotkali się od razu przy wyjściu. Król długo patrzył na królową. W końcu padli sobie w objęcia. Przytuleni podeszli do człowieka siedzącego na kamieniu.
-W-w-i-t-t-t-a-j-j k-królu i-i w-i-t-t-t-a-j kr-rólowo-pokłonił się z szacunkiem mężczyzna. Władcy od razu zauważyli, że człowiek jąka się lekko i że ma bardzo długie ręce i nogi. Jego szeroki uśmiech obejmował by dookoła głowę, gdyby nie duże i odstające uszy...CDN