Pod koniec roku ukaże się nowy album katowickiej grupy Crystal Viper. Będzie on nosił tytuł "Metal Nation" i znajdą się na nim takie utwory jak: "Bringer Of
Light", "1428", "Die By The Blade", "Crimson Tears" oraz cover
amerykańskiej grupy Agent Steel - "Agents Of Steel". Nowych kawałków będzie
można posłuchać już na najbliższych koncertach Crystal Viper: w czerwcu
zespół wystąpi w Czechach u boku Nazareth, Primal Fear i
Sepultury, a w sierpniu zagra kilka koncertów klubowych w Niemczech.
Mięśnie gładko odchodziły od kości. Moje ciało gotowało się w tym olbrzymim saganie już od zmierzchu. Ból towarzyszący mi od początku przemiany stał się teraz, kiedy mięso ostatecznie oddzieliło się od kości, nie do zniesienia. Rozpraszał me myśli i sprawiał, że głos mego nauczyciela docierał teraz do absolutnie każdej cząstki tego co do niedawna było moim ciałem. Głos starca niósł się daleko, a jego mamrotanie przywołało na skraj lasu tuzin małych nocnych stworzeń i szarą wilczą rodzinę, która wkrótce miała rozpocząć swą ucztę.
Chimera - amatorski projekt muzyczny grający black metal z mocnymi wpływami innych gatunków. W dotychczasowej twórczości przejawia się motyw uczucia tęsknoty i bezsilności wobec otaczającego świata, jednocześnie często przy użyciu ekstremalnych środków wyrazu.
"Awake The Machines" to popularna seria składanek labelu Out Of Line z utworami pochodzącymi z obecnych playlist DJów, kompozycjami obiecujących debiutantów sceny electro oraz wieloma nigdy wcześniej niepublikowanymi nagraniami i remiksami. Jej szósta część ukaże się już 9 maja na licencji wcześniej wspomnianej wytwórni. 34 kawałki, których nie powinno zabraknąć na parkietach każdej szanującej się imprezy elektronicznej prezentują przekrój przez aktualne trendy klubowe od electroclashu po dark electro, EBM aż do techno i noise.
Obchody 24 urodzin zespołu KMFDM trwają. Niedawno ukała się urodzinowa płyta "Brimborium", będąca jednocześnie pierwszym remiksowym wydawnictwem formacji. Okazuje się, że to nie jedyne niespodzianki przygotowane dla fanów z okazji zacnego jubileuszu kwintetu. Niemiecka grupa rozpoczęła publikację serii "Twenty Four Seven" na którą złożą się 24 winyle zawierające wszystkie dotychczas wydane single i EPki.
Nowa EPka industrialowego projektu Soman zatytułowana "Re:Up'' przewidziana jest na 2 maja tego roku. Mini-album zawierać będzie 14 utworów, trwających łącznie ponad 70 minut. Oprócz premierowych kompozycji, na płycie umieszczono także remiksy autorstwa takich gwiazd sceny aggrotech/harsh/dark electro/noise jak: Acylum, Modulate, Noisuf-X, SAM, Xotox i XP8. EPka "Re:Up" ukaże się nakładem wytwórni Infacted Recordings.
Polish Tribute To The Sisters Of Mercy - "Sittin' In The Bar Of Hours" to wyjątkowe wydawnictwo, które ukazało się nakładem Gothart Lebel. Na płycie, której patronuje DarkPlanet.pl znajduje się 14 utworów, w tym 11 studyjnych i 3 koncertowe. Wśród wykonawców, którzy zaprezentowali swoje wersje utworów Sióstr Miłosierdzia znaleźli się między innymi: CETI, Carnal, Monstergod, Newbreed czy Carrion.
Za sprawą wytwórni Indie Recordings 14 kwietnia ukaże się debiutancki album pochodzącej z Norwegii eksperymentalno-noise-metalowej formacji Trinacria. Płyta o tytule "Travel Now Journey Infinitely" powstawała przy współpracy Ivara Bjørnsona z Enslaved oraz Mai S.K. Ratkje i Hild Sofie Tafjord z Fe-Mail. Trinacria reprezentuje bardzo unikatową postać extreme metalu z dużą
dozą elektroniki. Jest abstrakcją rozpatrywalną na dwóch poziomach: muzycznym oraz konceptualnym. Kompozycje na nadchodzącym krążku mają być mroczne i hipnotyczne.
Zespół Orange The Juice został zaproszony i wystąpi na tegorocznej edycji węgierskiego Sziget Festival, jednego z największych festiwali muzycznych w Europie odbywającego się corocznie w Budapeszcie. Przypomnijmy, iż Orange The Juice są laureatami wielu krajowych
konkursów muzycznych. Obecnie grupa intensywnie przygotowuje się do
swego debiutu płytowego. Premierę płyty przewidziano na pierwszą połowę
tego roku.
No i moi ulubieńcy powrócili z czwartym krążkiem. W zasadzie nie podejrzewałem kanadyjskich mistrzów muzycznej tandety o nagranie czegoś wartościowego, więc podszedłem do tego wydawnictwa w sposób totalnie obojętny. W gruncie rzeczy nie trzeba nawet piwa, aby uśmiać się z poziomu artystycznego tego wydawnictwa, choćby z tego względu, że jest to kontynuacja infantylnej ścieżki obranej na "Buried In Oblivion".
Ostatnimi laty Zyklon zrobił niemałe zamieszanie na scenie death metalowej. Formacja dowodzona przez Samotna oraz Tryma - filarów legendarnego Emperor, szybko została okrzyknięta spadkobiercami twórczości Morbid Angel. Gdyby jednak się zastanowić, to za zdecydowaną większość muzyki Emperor była odpowiedzialna osoba Ihsahna, a jego talent kompozytorski był niekwestionowany. Słuchając jednak "Disintegrate" nie mogę powiedzieć tego samego o jego kolegach z zespołu. Zyklon ze swoją muzyką jest lata świetlne nie tylko za legendą norweskiej sceny, ale i nie wytrzymuje porównania do Morbid Angel.
Vesania ni stąd ni zowąd pojawiła się na rodzimej scenie metalowej i praktycznie z miejsca zdobyła spore uznanie nie tylko w kraju, ale i zagranicą. Dopiero jednak za sprawą swojego drugiego albumu "God The Lux" Vesania wbiła się do czołówki krajowego, ekstremalnego grania. Zawartość tego wydawnictwa jest jednak niemałym zaskoczeniem - jeśli ktoś marzył o "polskim" Dimmu Borgir to właśnie go otrzymał.
Ja się chyba starzeję. Zawsze bardzo lubiłem techniczne granie, ale każde kolejne hybrydy gatunków, w których muzycy napierdalają w instrumenty, pojęcie melodii czy harmonii nie istnieje, utwory grane w metrum 17,5/23, a konstrukcje utworów są naginane do takiego stopnia, że słuchacz nie potrafi pojąć tej muzyki, a ta muzyka nie daje mu szans na bycie zrozumianą. Czy to jest więc technika dla techniki, sztuka dla sztuki, oznaka geniuszu, czy też bezsensowne łojenie zmierzające do nikąd? Gdy słucham tych wszystkich mathcoreowych zespołów to mam ochotę włączyć odkurzacz i posłuchać normalnych dźwięków. Zaledwie niewielki procent zespół uprawiających ten gatunek potrafi pisać normalne utwory, których można posłuchać. Swarm Of The Lotus wydaje mi się, że do takich zespołów należy.
Sieges Even, zmieniający oblicze niczym kameleon, kazał czekać dwa lata na następcę szalonego "Sophisticated". Do tej pory, w zasadzie każdy album Niemców był inny można było się spodziewać czegoś totalnie nowego.
Do tej pory twórczość Sacriversum znałem jedynie z dosyć słabego krążka "Beckettia". Jak na legendę polskiej sceny metalowej, to spodziewałem się po tym zespole więcej. Jako jednak, że i sami muzycy zespołu uważają ten album za trochę słabszy, choćby ze względu na to, że powstawał w ciężkim dla formacji okresie, to postanowiłem dać im szansę. W moje łapki wpadł ostatni jak dotychczas album tej zasłużonej ekipy - "Sigma Draconis".
Kilka ładnych lat temu w jednym magazynie wyczytałem artykuł o duńskim Royal Hunt. Redaktor chyba przyłożył się do artykułu, gdyż umiejętnie zachwalał zespół i zachęcił mnie do sięgnięcia po któryś z albumów Duńczyków. W moje łapki wpadł akurat czwarty album "Paradox", który rzekomo miał być jednym z lepszych płyt tej formacji.
Łączenie ciężkiego grania z elektroniką nie jest żadną nowością. Już wcześniej działały zespoły, jak choćby Die Krupps, które reprezentowały ten styl, ale nigdy zespoły tego pokroju nie zdobyły szerszej publiczności. Niemiecki Rammstein za sprawą swojego drugiego krążka "Sehnsucht" przyniósł świeże spojrzenie na łączenie tych dwóch, odległych od siebie gatunków, a utwór "Du Hast" stał się pewnym wyznacznikiem tego typu muzyki. To jednak za sprawą kolejnego krążka - "Muter" Rammstein stał się gwiazdą pierwszego formatu.
Trzeci album legendarnego Psychotic Waltz jest chyba najbardziej wyróżniającym się stylistycznie krążkiem z całej ich dyskografii. "Mosquito" okazał się bowiem największym sukcesem komercyjnym zespołu, ale odniósł zdecydowanie najmniejszy sukces artystyczny. Formacja nie zdobyła poklasku tym, ze dosyć mocno odeszła od poetyckiego thrashu na rzecz bardziej piosenkowej konwencji.
Czwarty i ostatni album legendarnego, amerykańskiego Psychotic Waltz - "Bleeding" bo o nim mowa, musiał spełnić oczekiwania zarówno tych, którzy oczekiwali po zespole powrotu do bardziej lirycznego i progresywnego grania, jak i dla tych, którym podobał się "Mosquito" ze swoim nieco gotyckim klimatem. Zamierzonego efektu krążek nie osiągnął, ale i tak powstał kawał dobrej muzyki.
Zapewne nie jestem jedyną osobą, dla której nazwa Morbid Saint nic nie mówi. Ten amerykański zespół nigdy nie zdobył rozgłosu i w zasadzie niewiele osób o nim pamięta. Sądzę jednak, że fani thrashu końca lat 90tych powinni zwrócić na tą formację odrobinę uwagi, gdyż jest to wydawnictwo skierowane głównie do nich.
Gdy patrzę na te kolejny zespół ze słowem "Mind", "Eye", "Dream" lub jakimkolwiek innym związanym z percepcją, to dostaję ostrego rozwolnienia, a obiad sprzed czterech dni nagle ożywa w żołądku. Nie wiedzieć czemu, ale w 99,9% przypadków nieciężko się domyśleć, że jest to granie gdzieś na pograniczu Dream Theater, Pain Of Salvation i power metalu.
Marduk należy do tego typu zespołów, który potrafi zaskakiwać - nieważne czy pozytywnie czy nie, ale w zasadzie, każde kolejne wydawnictwo Norwegów wzbudza ogromne zainteresowanie, choć formacja ta nigdy nie nagrała albumu, który stał by się taka ikoną black metalu jak "De Mysteriis Dom Sathanas" Mayhem, "Anthems To The Welkin At Dusk" Emperor, czy "Moon In The Scorpio" Limbonic Art. Marduk nagrał za to album ze wszech miar wyjątkowy.