Nekrogoblikon po raz pierwszy w Polsce! Goblin Metal zawita do Warszawy już 14 sierpnia do klubu Hydrozagadka. Samozwańczy „Królowie Goblin Metalu” z Los Angeles w Kalifornii, to dowcipnisie miksujące death metalowe brzmienia wypełnione oryginalnymi zagrywkami, wzniosłymi chórami, szybkimi jak błyskawica riffami i przesadnymi klawiszami w klimacie EDM. Zespół czerpie inspiracje od takich entuzjastów horroru-metalu jak GWAR, Finntroll czy Dethklok, zachowując jednocześnie przyjazne, własne poczucie humoru.
Nekron to solowy, black metalowy projekt z Wielkopolski, którego nazwa wzięła się od pseudonimu twórcy. Jego pierwszy oddech, zatytułowany „Diadre”, wydobył się w roku 2013, jako CDr, wydany przez zamrożoną w powijakach Szron Productions, a w latach następnych, o szerszy nakład zadbała Heerwegen Tod Productions, wznawiając materiał najpierw na kasecie, a potem na płycie CD.
Nie traktujcie tego utworu poważnie tylko jako żart i wynik problemu z zaśnięciem.
Po piętnastu latach nieobecności na scenie Nekron powraca z solowym materiałem zatytułowanym “Diadre”. Album zarejestrowany w prywatnym studiu podczas wrześniowych nocy 2012 roku, zawiera cztery utwory składające się na ponad trzydzieści minut niezwykle mrocznego i hipnotyzującego Black Metalu. Całość utrzymana w depresyjnej i ambientowej konwencji. Sfera liryczna to swoisty hołd złożony nocy i śmierci. Obie tematyki są niezwykle bliskie twórcy. Nekron jest bowiem nyctophilem, a jego imię pochodzi od studiowanej, oraz praktykowanej od lat nekromancji.
Endezzma jest kolejnym tworem made in Norge, o którym bardzo dużo się mówiło i pisało zanim zdołał cokolwiek wydać. Po wydaniu MCD „Alone” (2008 r.) pisało i mówiło się jeszcze więcej, wiadomo, ilość znanych nazwisk maczających co tam popadnie w projekcie robi zawsze dobrą reklamę. W każdym razie wszyscy, którzy czekali w końcu mogą zakupić sobie "Erotik Nekrosis" i raczyć się nim do woli.
Niedawno, latając z obiegówkami po bibliotekach, przyjednej z nich natknąłem się na coś co bardzo mnie zastanowiło.
Otóż na podwórku przed domem leżała martwa kura. Dwie inne kury oraz kogut dziobały ją, a po chwili kogut zaczął gwałcić kurzego trupa. Robił to dłużej niż w zwyczaju mają to koguty. Mówiąc prościej, używał sobie. Chwytał przy tym w dziób głowę a gdy puszczał bezwiednia upadała. Powtórzył to jeszcze raz, tylko, że krócej - udało mi się ten drugi raz zarejestrować na komórce. Zdarzenie może ot lekko szokujące, ale jednak dało do myślenia.
Zdziwiłem się gdy wśród członków ritual dark ambientalnego projektu Hexentanz (z niem. "taniec czarownic"), znalazłem nazwisko Michaela Forda. Więc ten okultysta, odnowiciel lucyferianizmu oraz założyciel kilku ważniejszych zakonów w tym The Order of Phosphorus znalazł jeszcze czas na muzyczną działalność? - pomyślałem. Tak czy siak, miło go usłyszeć gdzieś poza wykładami z magicznych dziedzin. Niezwłocznie zabrałem się za "Nekrocrafte", traktując ją jako osobliwą podróż w nieznane, podróż o której teraz chciałbym opowiedzieć.
Norwescy deathmetalowcy z Obliteration mają nowego wydawcę. Twórcy bezbłędnego "Nekropsalms" zasilili właśnie katalog wytwórni Indie Recordings, która wydaje płyty takich artystów jak między innymi Enslaved czy Shining. Grupa aktualnie pracuje na swoim trzecim materiałem i jak zapowiadają muzycy, należy się spodziewać ponownie brudnych plugawych dźwięków doprawionych dziwaczną rytmiką. Premiera płyty planowana jest na jesień.
Obliteration - o tym zespole robi się coraz głośniej. Grupa wywodzi się z Kolbotn - z tej samej miejscowości, z której pochodzą muzyczni prymitywiści z Darkthrone. Na dodatek lider tej formacji - Fenriz, upatruje w młodych Norwegach jedną z największych nadziei skandynawskiej sceny deathmetalowej. Po przesłuchaniu "Nekropsalms" gwarantuję wszystkim, że słowa Fenriza nie były czcze, bo gdybym miał wskazać wydawnictwo, które w ostatnich latach najbardziej przekonywująco zaczerpnęło inspiracji z dokonań sprzed dwóch dekad, to będzie to właśnie drugi album norweskiego kwartetu z Obliteration.
Tzw. "komisja etyczna" (cokolwiek to oznacza) znanej i szacownej wytwórni płytowej - z powodów prawnych nie podajemy nazwy - kategorycznie odmówiła wydania okładki winylowego albumu grupy Diary Of Dreams "Nekrolog 43 Redux". Jako przyczynę podano, jakoby zespół parał się czarną magią. Być może gdyby grupa zamówiła liczbę kopii z sześcioma zerami, komisja przymknęłaby oko na "satanistyczne" treści. Sami muzycy zarzutami wytwórni są zaskoczeni. Jak mówią: "Nie wiedzieliśmy tego o samych sobie!" - żartują. Na szczęście inna wytwórnia nie przestraszyła się produkcji. Zaowocowało to pierwszym w historii winylowym albumem zespołu Diary Of Dreams.
Czternastego grudnia odędzie się kolejna odsłona imprezy Metal Night w Łodzi. Po udanej debiutanckiej imprezie z tego cyklu, która miała miejsce pod koniec listopada, na scenie Lokomotywy tym razem wystąpią cztery bandy z ziemi łódzkiej. Imprezie patronuje DarkPlanet.Pl.
W sklepie internetowym Accession Records ukazał się sześćdziesięciocztero stronicowy booklet, który wcześniej standardowo załączany był do specjalnej edycji albumu "Nigredo". Można w nim znaleźć unikalne zdjęcia, grafiki oraz odręcznie pisane teksty utworów. Oprócz nich zamieszczone zostały też teksty wyjaśniające zawiłości filozofii Nigredo. Gratka dla fanów.
Znane są kolejne szczegóły zbliżającej się wielkimi krokami premiery nowej płyty Diary Of Dreams. Ujawniono już projekt okładki oraz tracklistę albumu. Adrian i Gaun:a dołączyli do Rainera Assmana w White Room III Studio by kończyć miksowanie najnowszej płyty. Kolejnym etapem będzie tradycyjna sesja fotograficzna oraz wykonanie grafiki do limitowanej edycji albumu. Adrian zapowiada, że nowy krążek ukaże się w terminie i będzie kombinacją tradycyjnego Diary Of Dreams i bezkompromisowej siły.
Wygląda na to, że plaga zapowiedziała rychłą śmierć. Ujawniony został tytul oraz data wydania nowego albumu Diary Of Dreams, który poprzedzić ma singiel The Plague. Nowa płyta ukazać się ma 26 października i będzie nosić tajemniczy tytuł "Nekrolog 43".