Ostatnio nagrali swój pierwszy teledysk, chwilę wcześniej wydali pierwszą EP-kę. Z rzeszowską kapelą rockową Red Sirius rozmawiamy o sztucznych kastingowych tworach, o schizofrenicznej koncepcji płyty i filozofii zespołu.
Uwaga wszyscy ortodoksi, twardogłowi i metalowi puryści, okopcie się, zabierzcie konserwy, niezbędnik oldschoolowca (jedynkę Darkthrone, coś Burzum i dla relaksu Bestial Mockery) i czmychajcie czym prędzej do swoich Wolfsschanze, gdyż na powierzchnię wylazł nowy album Forgotten Souls „Sirius 12”. Muzyka, jaką wypełniony jest ten album z pewnością poczyni ogromne straty, wobec których bezradne będą nawet profilaktycznie stosowane stopery.
Yanuary - lider i gitarzysta krakowskiego zespołu Thy Disease - dokonał rewolucyjnych zmian w składzie swej macierzystej formacji. Mikrofon na stałe przejął Sirius, który od kilku lat wspomagał zespół na koncertach. Jednocześnie krakowianie ostatecznie pożegnali się z Psycho, który kładł ścieżki wokali na wszystkich dotychczasowych longplayach Thy Disease.
Druga spośród wydanych przez Therion w tym samym roku płyt jest chyba tą mniej eksperymentalną częścią podwójnego wydawnictwa. "Sirius B" przynosi jedenaście kawałków, które raczej są bardziej osadzone w nowszej stylistyce zespołu. Krążek jest więc bardziej symfoniczny od "Lemurii", zdecydowanie więcej tu chórów, a mniej heavymetalowego pitolenia.
Nie da się ukryc, że od dobrych 3-4 lat najprężniej rozwijającym się odłamem muzyki metalowej jest metalcore. W tym całym zalewie niemalże identycznych kapelek, francuska Gojira potrafiła przykuć uwagę słuchacza. Poprzedni album Francuzów "The Link" pozwolił im wypłynąć na szersze wody, zostać zauważonym, choć muzyka w dużej mierze przypominała Meshuggah.