Nie da się ukryc, że od dobrych 3-4 lat najprężniej rozwijającym się odłamem muzyki metalowej jest metalcore. W tym całym zalewie niemalże identycznych kapelek, francuska Gojira potrafiła przykuć uwagę słuchacza. Poprzedni album Francuzów "The Link" pozwolił im wypłynąć na szersze wody, zostać zauważonym, choć muzyka w dużej mierze przypominała Meshuggah.
Kolejną rzeczą, jaką da się zauważyć na "From Mars To Sirius", jest odrobina progresywnych brzmień, sporo wolniejszych, bardziej klimatycznych wstawek (np. odgłosy wielorybów we "Flying Whales"), często nasuwających skojarzenia z Mastodon. Jest też odrobina nowoczesnego, motorycznego grania w stylu Fear Factory jak i ... potężne zwolnienia, znane choćby z "Domination" Morbid Angel. Nawet wokalista podczas tych zwolnień próbuje (i to całkiem skutecznie) naśladować Davida Vincenta. Płyta posiada monstrualne brzmienie - wszystko brzmi ciężko, masywnie, potężnie!
Muzyka sprawia wrażenie bardzo poukładanej, niesamowicie spójnej - niczym jakiś dobry progresywny concept-album. Nawet nie zarzucam muzykom Gojiry kopiowania innych, bo robią to naprawdę fantastycznie. "From Mars To Sirius" jest jednym z lepszych wydawnictw ubiegłego roku, z którym na pewno warto się zapoznać, a ktoś kto chce mieć Meshuggah, Mastodon, Morbid Angel, Fear Factory i Strapping Yuong Lad w pigułce, może śmiało zainwestować w ten album - myślę, że nie pożałuje.
Wydawca: Listenable Records (2005)