Rozrósł się bardzo Covenant po swojej pierwszej płycie, a jego szeregi zasiliły tak znamienite postaci norweskiej sceny jak Hellhammer z Mayhem, Astennu z Dimmu Borgir i Sverd z Arcturus. Wspominam o ich aktualnie głównych przydziałach, bo przecież wszyscy ci muzycy działali w wielu zespołach. W Covenant postanowili stworzyć coś wyjątkowego.
Po doskonałym "Nexus Polaris" o Covenant stało się głośno, co paradoksalnie przyczyniło się do problemów zespołu z nazwą. Okazało się bowiem, że istnieje i od dawna działa, szwedzka formacja elektroniczna, która znacznie wcześniej przyjęła takie miano. Zrobiono więc kosmetyczną poprawkę i zmieniono szyld na The Kovenant. Skład został ten sam, lecz pojawiły się tajemnicze pseudonimy, wykręcony image i dużo elektroniki. Dla jednych strzał w dziesiątkę, dla innych wyparcie się korzeni i w ogóle zdrada black metalowych ideałów. Mnie osobiście "Animatronic" po prostu powalił. Słuchałem tej płyty dzień w dzień setki razy i wciąż nie mogłem wyjść z podziwu. Zresztą zostało mi to do dzisiaj.
Rok 1998. Black metal w dużym regresie. Po okresie popularności tego gatunku, przyszedł czas na spory kryzys. Cieżko mi przytoczyć tutaj przykłady zespołów, któe spróbowały troszeczkę inaczej spojrzeć na ten gatunkek - na myśl przychodzą mi tylko Samael, Cradle Of Filth i Dimmu Borgir. Aż strach pomyślec - Emperor, Marduk, Darkthrone, Satyricon, Immortal - w tym okresie wszystkie te kapele miały zastój twórczy nie prezentując niczego nowatorskiego i odkrywczego. Nic więc dziwnego, że Nagash, Blackheart, Astennu, Sverd, Hellhammer wraz z udziałem Sarah Jezebel Deva połączyli siły, aby stworzyć coś nowatorskiego.