Monstrosity jest jednym z florydzkich prekursorów death metalu. Może nie dorobili się roli wielkiej gwiazdy, ale na pewno stanowią mocny fundament i filar tej sceny. Zespół powstał w 1990 kiedy to opublikowali demo „Horror Infinity”. Te swoje pierwsze kawałki szlifowali jeszcze wydając je jako single, najpierw w Relapse Records, a później już w Nuclear Blast. I właśnie ten wydawca odpowiedzialny jest za ich pierwszą płytę „Imperial Doom”.
„In Dark Purity” to trzecia płyta Monstrosity, wydana trzy lata po „Millenium”. W tym czasie w zespole zaszła istotna zmiana, bowiem do Cannibal Corpse odszedł wokalista George „Corpsegrinder” Fisher. Jego macierzysty zespół skorzystał zaś z usług Jasona Avery z, pochodzącego z Tampa, death metalowego Eulogy.
Po czterech rewelacyjnych albumach, kiedy Cannibal Corpse byli na szczycie swojej popularności, zespół opuścił jego charyzmatyczny wokalista Chris Barnes. To był wstrząs dla fanów, do których zdecydowanie się zaliczałem. Sprawa była szeroko komentowana i gazety rozpisywały się na temat powodów tego odejścia. Oficjalna wersja podaje, że poszło o różnicę w poglądach muzycznych. Reszcie zespołu nie podobała się zbyt niska i rozlazła konwencja, którą proponował Barnes. Dlatego został odsunięty i zajął się swoim, już istniejącym wtedy, projektem Six Feet Under.
"The Gravity Of Impermanence" - drugi album w dorobku supergrupy Azure Emote - to, jak zapowiada wydawca, oryginalna mieszanka avangardowego
death metalu, pełnego blast beatów, nawiedzonych damskich wokali oraz
szerokiej gamy instrumentów jak skrzypce, saksofon, harmonijka i innych
eklektycznych niespodzianek. Zapowiada się więc pysznie.
Nie tak dawno, bo już w tym roku, nasi czescy sąsiedzi z Anaalia postanowili zaatakować rynek muzyczny własnym wydawnictwem zatytułowanym "Mind Mostrosity". Zbrutalizowana mieszanka death metalu i grindcore'u wydana za sprawą szwedzkiego labelu Goregeous Productions, to kolejny materiał z serii mało efektywnych poczynań zbuntowanych chłopaków, którzy dziwnym zbiegiem okoliczności znaleźli się w studiu.
Anmod to zupełnie nowa deathmetalowa formacja mająca okazję zawojować brazylijski i światowy rynek. Nie tak dawno świat ujrzał debiutancki album zespołu, zatytułowany "Monstrosity Per Defectum". Całkiem ciekawa okładka zachęciła mnie do sięgnięcia po ten album, ale jak to często bywa - zawartosć niekoniecznie musi być współmierna z opakowaniem. Brazylijsie trio oferuje półgodzinny seans z brutalnym death metalem. Echa takich artystów jak Krisiun czy Cannibal Corpse są oczywiście namacalne, ale Anmod starają się wprowadzić swoją muzykę w wyższy poziom ekstremy.
Pomimo, że Monstrosity to jeden z tych zespołów, których tworzył historię death metalu, to nigdy nie dane mu było zaznać większej popularności. W zasadzie każda kolejna płyta zespołu była osadzona stricte w tym gatunku i nie przemycała elementów innych stylów.