Nigdy nie byłem na pokazie mody. I raczej się nie wybieram. No chyba, że jest to wielki muzyczny pokaz Lacrimosy. Gotycki pokaz, bal maskowy, kostiumowe przedstawienie, wielka rockowa opera, eskalacja uczuć, wir emocji, apoteoza smutku… Wszystko to oferuje siódma płyta zespołu - „Fassade”.
Lacrimosa (tłum malkontentów: znooooooowu?!), no tak "Fassade", "Elodia" to już nie jest, ale to jest "Fassade". W sumie, wszyscy uważają "Elodie" za najlepszą płytę Lacrimosy, a ja nie potrafię się zdecydować między "Angst", "Stille", "Elodią", "Fassade" a "Lichtgestalt" ... Ale to nieważne. Co tu dużo mówić, "Fassade" jest czarująca, "Fassade" ujmuje, porywa, ciągle zwodzi na manowce, jest taka różnorodna, niebywała, jak bajka, albo jak mydlana bańka...