Savatage - zawsze chwalony, a mimo to drugoligowiec. To, że dzieła zespołu mają piękną nutę epicką, wiadomo nie od dziś. Tym razem formacja postanowiła stworzyć koncept album będący połączeniem dwóch historii, które rzeczywiście miały miejsce. Pierwsza z nich dotyczyła 3 rumuńskich gapowiczów wyrzuconych za burtę przez kapitana oraz heroicznemu poświęceniu jednego z członków załogi, aby ocalić rozbitka, druga zaś irlandzkiej reporterki Veronicy Guerin, która zginęła walcząc z handlem narkotykami w kraju. Te 2 historie zostały połączone i osadzone w czasach wielkich odkryć geograficznych, podczas których główny bohater docenia wartość życia ludzkiego.
"The Wake Of Magellan" to rozmaszyste dzieło, któremu zespół nie podołał. Zabrakło przede wszystkim życia. Od strony instrumentalnej jest to dobry album, ale niestety - chłodnym okiem patrząc, ogromnego zaskoczenia nie ma. Są momenty porywające, są takie, że aż rany wypalają. Smuci mnie słaba forma Stevens'a, rozczarowuje rzemieślnictwo, a nierówny poziom krążka irytuje mnie bardziej niż detektywa Munka. Myślę, że po tym zespole można było oczekiwać trochę więcej.
Wydawca: Atlantic Records (1998)