Jest już długo oczekiwany album nowych Bogów death metalu. No właśnie - czy oby na pewno długo wyczekiwany? Poprzedni, "Annihilation Of The Wicked", miał tyluż zwolenników iluż przeciwników. Czego więc można się spodziewać po "Ithyphallic"? To zależy od oczekiwań.
Cóż więc jest nie tak? Jak to zwykle bywa z kontynuacjami "Ithyphallic" jest o wiele słabszy od "Annihilation ..." - przede wszystkim jest to album wolniejszy, mniej intensywny i mniej pomysłowy. Ileż to można powielać te same schematy - tym razem wyszedł naprawdę kapeć - muzyka jest pozbawiona polotu, niektóre utwory jak "Eat Of The Dead" wydają się być robione na siłę. Fakt, że Nile prezentuje w dalszym ciągu świetny poziom instrumentalny, ale tym razem utworom brakuje świeżości i mocy. W porównaniu do dwóch poprzednich krążków "Ithyphallic" jest o wiele mniej monumentalny. Jest ciężar, jest jeszcze mniej egipskich motywów, ale z kawałków emanuje jedynie rzemieślnictwo.
"Ithyphallic" nie jest złym albumem, ale jest albumem rozczarowującym. Śmiało mogę powiedzieć, że jest to najsłabsze wydawnictwo zespołu, choć i tak zapewne przebijające większość konkurencji. Moje oczekiwania były o wiele większe. Pomysłowość "Black seeds..." przeminęłą, monument "In Their Darkened Shrines" też, nie wspominając już o mocy "Annihilation ...". Dla mnie to jest zdecydowanie za mało jak na "Bogów".
Wydawca: Nuclear Blast Records (2007)