Jak to dziwnie czasami bywa, że w najmniej spodziewanym momencie dostajemy od losu prezent, który zaskakuje nas całkowicie. Czymś takim była dla mnie płytka kapeli In The Woods... o jakże dziwnym tutyle "Omnio". Jesień jest zazwyczaj najgorszą porą roku dla młodego człowieka. Sczególnie wtedy, gdy ziąb za oknem a i pogoda taka, że ni to wyjść z domu ni to powiesić się na żyrandolu. Jedynym wyjściem jest wtedy siedzenie przed komputerem bądź telewizorem i czekanie aż powiększająca się nuda zeżre człowieka wraz ciuchami.
Ale po kolei. O In The Woods... nie wiem praktycznie nic. Słucham w końcu muzyki a nie studiuje życiorysy poszczególnych członków zespołu. Dzisiaj jednak pokusiłem się o wejście na Wikipedię przeczytaniu w niej kilku faktów. Zespół pochodzi z Norwegii. Ma na swoim koncie kilka płytek, z czego jakąkolwiek z nich naprawdę ciężko dostać w Polsce. Ja mam tylko te recenzowaną. Skład jak to w każdym zespole zdążył się w ciągu egzystencji zespołu kilkakrotnie zmienić.
Pierwszy z utworów po prostu mnie zachwycił. Zresztą każdy z nich jest niejako oddzielnym rozdziałem łączącym się we wspaniałą posępną książkę. Lista instrumentów jest całkiem spora, przy czym ani skrzypce ani fortepian nie są używane z niepotrzebnym nadmiarem. Klimat piosenek tworzą powolne, lekko balladowe i naprawdę bardzo mroczne utwory. Dzięki nim możemy na chwile zapomnieć o otaczającej rzeczywistości, zamknąć oczy i znaleźć się w ponurej krainie, która mimo tego, że straszna i lekko przybrudzona, jest również piękna i magiczna. W stylu grania zespołu można zauważyć brak wyrafinowania, jakie towarzyszy tzw. "komercyjnym" kapelom. Dźwięki nie są idealnie czyste a głosy czasami są zbyt ciche w stosunku do muzyki. Nie przeszkadzało mi to jednak, bo pomimo nielicznych braków płyta jest po prostu piękna.
Wydawca: Misanthropy Records (1997)