Szanuję Adama Darskiego za to, że przez lata te wszystkie lata poszukiwał nowych rozwiązań w muzyce, a Behemoth ze zwykłej blackowej kapeli przeistoczył się w gwiazdę światowego formatu - na to wszystko Darski ciężko pracował. Niestety, od wydania "Demigod" muzycy Behemoth zrobili się trochę zuchwali w swoich poczynaniach i "The Apostasy" potwierdził, że grupa tkwi w martwym punkcie. Niestety "Evangelion" potwierdza fakt, że formacja spoczęło na laurach.
Zapewne osoby, dla których "Evangelion" będzie pierwszym albumem jaki słyszeli, będą zachwycone. W sumie nie ma się co dziwić - Behemoth wciąż brzmi jak rozwścieczona bestia. Niestety album ten nie wnosi absolutnie nic do wizerunku grupy i do tego chyba nie dorasta poziomem do "Thelemy.6" czy "Demigod". Mam wrażenie, że Nergal bardzo uważnie prześledził rynek muzyczny i stworzył album będący niejako zlepkiem tego co najlepsze i najbardziej chodliwe w ekstremalnych gatunkach. Szkoda, że zapomniał, że to nieustanne poszukiwania, a nie wyrachowana kalkulacja czynią zespół wielkim. Mnie "Evangelion" zawiódł i wracać do tej płyty nie będę.
Tracklista:
01. Daimonos
02. Shemhamforash
03. Ov Fire And The Void
04. Transmigrating Beyond Realms Ov Amenti
05. He Who Breeds Pestilence
06. The Seed Ov I
07. Alas, Lord Is Upon Me
08. Defiling Morality Ov Black God
09. Lucifer
Wydawca: Nuclear Blast (2009)