Nigdy nie byłem fanem tej gdańskiej kapeli, zawsze uważałem, że są przereklamowani a jedyny ich atut leży w osobie perkusisty. O ile jeszcze "Thelema 6" zaintrygowała mnie swoją odmiennością, o tyle "Zos Kia Cultus" zburzyła doszczętnie wrażenie, że może coś z Behemotha wyrośnie. Nic więc dziwnego, że nie czekałem na "Demigod" Behemotha, ani nie dziwiły mnie fantastyczne recenzje jakie album zbierał za granicą - w końcu "Zośka" też takie miała ... Los jednak chciał, że dane mi było usłyszeć "Półboga".
Poszczególne utwory są dopracowane w każdym calu, są zarazem epickie jak i brutalne i czadowe. Każdy kolejny kawałek poraża dynamiką i monumentalnością.
Dalej się jednak będę upierał, że Behemoth jest zespołem bardzo przeciętnym gitarowo. Nie da się ukryć, że to perkusja i wokal stanowią prominentną rolę w zespole, toteż i one są wyeksponowane. Nie chcę umniejszać Nergalowi, gdyż jako kompozytor jest nietuzinkowy, ale do pełni zachwytu brakuje mi jeszcze uszlachetnienia i urozmaicenia partii gitarowych - wtedy może uznam, że zachwyty nad Behemothem są uzasadnione.
Póki co "Demigod" jest najlepszym krążkiem Gdańszczan i dowodzi, ze Behemoth jest jednym z prężniej rozwijających się formacji. Mnie się album podoba, nawet bardzo, ale nie określiłbym go jeszcze mianem "genialnego".
Wydawca: Regain Records (2004)